Mężczyzna i kobieta mówią seksuologowi: „Jesteśmy idealną parą, tylko seks nie działa”. Albo: „Był fajny seks, a teraz nam się nie chce…”.

Daniel Cysarz: Zwykle pary opisują to właśnie w ten sposób: „Było świetnie i nagle przestało”. Potem się okazuje, że nic nie stało się nagle, lecz był to długotrwały proces. Z mojej perspektywy seks jest elementem „testu prawdy”, pokazuje znacznie więcej, niż sądzimy. Nie tylko w łóżku.

Co sygnalizuje ciało, gdy odmawia udziału w grze miłosnej?

Daniel Cysarz: Żeby tego się dowiedzieć, trzeba sprawdzić, czy partnerzy są zdrowi, czy w porządku jest z poziomem hormonów. Czy przyjmują leki, które mogą mieć wpływ na libido. U mężczyzn często brak ochoty na seks jest związany z trudnościami z uzyskaniem lub utrzymaniem erekcji, a te mogą wynikać z różnych chorób, np. nadciśnienia, cukrzycy, depresji. Jeśli jesteśmy zdrowi, powinniśmy szukać przyczyn innego rodzaju.

Przyczyn „cywilizacyjnych”?

Daniel Cysarz: Zbyt często zrzucamy odpowiedzialność na stres, tempo życia. One są ważne. To, że mamy dla siebie mało czasu i wszystko robimy na wysokich obrotach, ma wpływ, ale nie tyle na sam seks, co na relację dwojga ludzi. Jeśli para oznajmia mi, że nie ma czasu na seks, to myślę, że oni chyba bardziej nie mają czasu na bycie ze sobą. To zwykle w obszarze relacji są pogrzebane przyczyny tego, że dwie zdrowe osoby, które wcześniej miały udane życie seksualne, teraz nie mogą lub nie chcą tego seksu uprawiać.

Dawniej kobiety cierpiały na przewlekłe migreny, dziś coraz więcej mężczyzn również mówi: „Nie dzisiaj”. Czy to znak czasów?

Zobacz także:

Daniel Cysarz: Wcześniej mogło być podobnie, tyle że teraz przed mężczyznami stoją większe oczekiwania. Od ponad dwóch dekad mówi się głośno, że kobieta ma prawo do przyjemności w łóżku, do chęci na seks. Świetnie, że o tym się mówi, ale często mężczyzn to spina. Mają w głowie, że każdy seks powinien zakończyć się orgazmem kobiety. Same kobiety także spina zwłaszcza przekonanie, że podczas jednego stosunku powinny szczytować kilkakrotnie.

Bo jeśli nie, to znaczy, że coś jest z nami nie w porządku?

Daniel Cysarz: Właśnie. W takiej sytuacji idziemy do łóżka nie po to, aby poczuć bliskość i przyjemność, ale żeby zaliczyć orgazm, stanąć na wysokości zadania. W ogóle w życiu jesteśmy nastawieni bardzo zadaniowo, więc ten seks w sobotę o godzinie 21 jest kolejnym celem, na który – po całym tygodniu odhaczania masy innych załatwionych spraw – można już naprawdę nie mieć ochoty.

Albo siły.

Daniel Cysarz: Ale wtedy pojawia się pytanie: jak to się dzieje, że dwie osoby, które się kochają, tak ustawiają swoje terminarze, że prawie się nie widują?

A jeśli takie jest życie? Mamy taką pracę, kredyty…

Daniel Cysarz: Niekoniecznie. To są wybory, których dokonujemy. Fakt, czasem nie do końca świadomie.

Co jeszcze może być przyczyną takiej „oziębłości”?

Daniel Cysarz: Często pytam pacjentów, jakie role przyjmują w relacji. Okazuje się, że owszem, widzą w sobie partnerów, ale mówią jeszcze: „Jesteśmy przede wszystkim przyjaciółmi” albo „My jesteśmy jak brat i siostra” lub „matka i syn”. Dopiero gdy to się nazwie, para może zacząć to widzieć.

Bycie w parze przyjaciółmi to coś złego?

Daniel Cysarz: Nie, ale można powiedzieć, że taka para przeinwestowała w bezpieczeństwie. Najważniejsze stało się dla nich znalezienie partnera, który będzie rozumiał i wspierał. Ale gdy mają takiego bezpiecznego partnera, może nie wychodzić im w łóżku. Między bratem i siostrą raczej nie iskrzy w sposób, o jaki im chodzi.

Co z parą, która żyje według modelu „matka-syn”?

Daniel Cysarz: W tym wariancie, mówiąc najprościej, kobieta powinna oddać mężczyźnie odpowiedzialność za jego pomysły i działania.

Nie dyktować mu, co ma robić w łóżku?

Daniel Cysarz: Nie dyktować, nie brać odpowiedzialności za jego plan dnia, jego zakupy, wybory…

Więc wychodzimy z łóżka?

Daniel Cysarz: Jasne, bo problemy w łóżku są przejawem tego, co spotyka nas poza nim. Często takie kobiety-matki, mówiąc dosadnie, kastrują swoich partnerów. Doskonale to widać w gabinecie, gdy przyprowadzają mężów, żeby ich „naprawić”, i opowiadają o najintymniejszych szczegółach, kompromitując przy okazji partnera. W takim układzie każdy ma jednak swoją odpowiedzialność. To nie tak, że „winna” jest kobieta. Oboje czerpią z tego korzyści.

Czy często się stwierdza HSDD, czyli obniżenie popędu płciowego?

Daniel Cysarz: Tak, sporo osób w gabinecie zgłasza brak ochoty na seks. O zaburzeniu można mówić, gdy objawy występują ponad pół roku i kiedy pacjent sam nie potrafi sobie z tym poradzić, a problemy ograniczają jego życie seksualne. Badania pokazują, że za tym schorzeniem stoi psychika.

Psychika odpowiada, ale że coś tu nie gra, zgłasza ciało?

Daniel Cysarz: Na poziomie rozumowym mogę chcieć seksu albo mogę uważać, że powinienem chcieć – bo jestem młodym człowiekiem, partner czy partnerka potrzebują relacji seksualnej, chcę, żeby było fajnie w związku. Ale tak naprawdę – na poziomie nieświadomym – wcale tego seksu mi się nie chce. Bo na przykład wolę robić coś innego.

Co, jeśli partnerzy rozmawiają, mają dla siebie czas, chcą oboje, ale nadal nie wychodzi? Czy pozostaje farmakologia? Viagra?

Daniel Cysarz: Są leki, które mogą poprawiać erekcję i sprawność w tym zakresie. Ale warunkiem jest podniecenie. Jeśli tego podniecenia nie ma w głowie, to tabletka go nie wyprodukuje.

Co dla kobiety?

Daniel Cysarz: Jeśli chodzi o panie – farmakologia jest bezsilna. Nie ma środków, które mogłyby sprawić, że kobieta będzie bardziej otwarta na seks.

To co ma zrobić kobieta, która nie odczuwa specjalnych potrzeb seksualnych, ale chciałaby – dla świętego spokoju albo dla uszczęśliwienia partnera – ten seks mieć?

Daniel Cysarz: Nie da się uruchomić dla kogoś własnej seksualności. To może zadziałać na krótką metę, ale w dłuższej perspektywie się posypie.

Czyli nie ma wyjścia?

Daniel Cysarz: Jest. W takiej sytuacji trzeba się zastanowić, co jest ważne w związku. Zwykle kłopoty z seksem są tylko pretekstem, objawem większych problemów. Ona nie czuje się kochana albo bezpieczna, on może nie czuć się ważny. I gdy już się dotrze do sedna, w dalszej terapii pracuje się nad tymi problemami. W którymś momencie seks zaczyna znowu wychodzić.

Nie można się po prostu zająć taką fizyczną „oziębłością”? Samym seksem?

Daniel Cysarz: Nie, bo nie da się wyabstrahować seksu z całego życia. Nawet jeśli terapia będzie tak prowadzona, to – o ile seks w ogóle ruszy – jeśli pominiemy obszary, które są zabałaganione, po jakimś czasie znów zacznie szwankować. Pewnych rzeczy zwyczajnie nie da się obejść.

Daniel Cysarz - psycholog i seksuolog kliniczny, zajmuje się terapią indywidualną, par oraz grupową. Współzałożyciel i członek zarządu Instytutu Edukacji Seksualnej.