Wciągnęła partnera do wspólnych porządków

ANNA GRABOWSKA, 27 lat

Mogłam zażądać referencji od mojego pana, zanim się w nim zakochałam – śmieje się energetyczna blondynka, która pracuje jako office manager. Z Leszkiem tworzą parę od sześciu lat. Nie stanęli jeszcze na ślubnym kobiercu, ale niedawno zamieszkali pod jednym dachem, by nauczyć się poruszania po wspólnych ścieżkach życia. Ania planowała, że szybko wypracują grafik sprzątania i gotowania, przekonała się jednak, że wychowanie mężczyzny do partnerstwa to ciężka praca.

Toniemy w łupinkach

– Mimo moich starań po mieszkaniu wciąż wędrują brudne kubki, a gazety zalegają we wszystkich kątach. Leszek uwielbia też orzechy, i wychodzi na to, że powinnam polubić wyrzucanie łupinek, które są wszędzie: na dywanie, w fotelu, wokół telewizora… Żelazko narzeczony uważa za zbędny wynalazek, bo przecież ubrania po praniu rozprostowują się same – mówi z lekkim przekąsem Ania. Zaraz jednak się rozpogadza, bo wydaje się jej, że wreszcie odkryła patent na swojego Mistrza Rozgardiaszu.

– Zamiast zrzędzić, po prostu proponuję kompromis, np. wspólne sprzątanie, które kończy się wyjściem na kolację lub do kina. Mój partner lubi prać, a ja zmywać, więc tu mamy podział bezkonfliktowy. Radzimy sobie też przy mniej fajnych obowiązkach. Zdajemy się wtedy na los, czyli rzucamy monetą – opowiada Anna. Przyznaje, że zaczęła także korzystać z rady usłyszanej w telewizji. – Psycholog twierdził, że facetowi nie można powiedzieć: „Sprzątnij kuchnię”, bo to zbyt nieprecyzyjne polecenie. Trzeba rozbić to hasło na konkretne zadania, czyli: „Włóż naczynia do zmywarki, zetrzyj ze stołu, zamieć okruchy”. To działa! – zapewnia dziewczyna i dodaje, że pomaga też poczucie humoru. Dlatego np. umieszcza na drzwiach łazienki karteczki samoprzylepne z tekstami typu: „Chcę wisieć na wieszaku! Podpisano: twój ręcznik”.

Nawet gdy nie wszystko jest w porządku, Ania przymyka oko. Twierdzi, że pan, któremu bliżej do bałaganiarza niż pedanta, ma wielką zaletę. Pozwala kobiecie być na luzie i akceptuje jej niedoskonałości.

CO NA TO PSYCHOLOG?

Oczywiście, warto precyzować polecenia kierowane do panów, ale nie należy kumulować kilku na raz. Dlatego Ania, choć powinna wyszczególnić zadania w kuchni, nie może wymagać, by partner zrobił jednocześnie pranie i porządki w piwnicy. Radziłabym też wyznaczyć konkretny termin na wywiązanie się z obowiązków.

Zobacz także:

Poszła w ślady męża i przestała sprzątać

MAGDALENA ŁUCZAK, 30 lat

Wiedziałam już od pierwszej chwili, że Łukasz jest potwornym bałaganiarzem. - Poznaliśmy się w akademiku, gdzie był owiany złą sławą megaflejtuszka - wspomina atrakcyjna szczecinianka, mieszkająca od siedmiu lat w stolicy.

Magda może więc powiedzieć, że sama jest sobie winna, ale na początku mentalność tornada u narzeczonego wcale jej nie przeszkadzała. - Byłam tak zauroczona, że cieszyłam się, kiedy mogłam coś dla niego zrobić. Poza tym nie miałam nadmiaru obowiązków i dopieszczanie wspólnego gniazdka sprawiało mi po prostu przyjemność.

Atakują nas jego skarpety

A było co sprzątać. - Łukasz gubił ubrania po całym domu. Skarpety np. zostawiał tam, gdzie akurat znajdował się w momencie ich zdejmowania. Czyli gdzie popadło: na podłodze, krześle, biurku, stole... Moje pretensje obracał w żart. Mówił np., że skarpetki chcą się do nas przytulić i dlatego wdrapały się na sofę. Rozładowywał napięcie i nie sposób było gniewać się na niego - uśmiecha się Magda.

Sytuacja diametralnie zmieniła się po ślubie, dwa lata temu. Mąż przyzwyczajony przez lata (są razem od dziewięciu), że żona z uśmiechem zbiera po nim rzeczy do prania i brudne naczynia, nie porzucił swoich przyzwyczajeń. Tymczasem na świat przyszedł ich synek i Magda zaczęła rozkręcać z koleżanką własny biznes - wymarzone prywatne przedszkole. - Zaczęło mi dramatycznie brakować czasu i energii na cokolwiek poza opieką nad dzieckiem i pracą, której oddawałam się bez reszty. A po powrocie do domu czekał mnie kierat na kolejnym "etacie" - żali się.

Szorował łazienkę aż miło

Początkowo Magda próbowała zmienić wrodzoną niechęć męża do sprzątania łagodną perswazją. - Jego koronny argument przeciw aktywnemu włączeniu się w obowiązki domowe ("Nie mam czasu, dużo pracuję") stracił rację bytu. Przecież teraz ja też harowałam jak wół - zauważa żona. Dodaje, że gdy prośby nie przynosiły efektu, uciekała się do gróźb. - Wybuchały regularne awantury o utrzymywanie porządku. Kiedyś tak wyprowadziłam Łukasza z równowagi, że na półtorej godziny zamknął się w łazience i... pucował ją zawzięcie. Obawiałam się nawet, czy nie zedrze emalii z brodzika! Ale to był jednorazowy zryw - wzdycha żona. Pojawił się więc pomysł zatrudnienia pomocy do sprzątania. - Niestety, byłam wtedy taką perfekcjonistką, że nie potrafiłam zaakceptować jakości cudzej pracy. Stwierdziłam: "Przychodząca do nas pani nie robi tego tak idealnie, jak ja, i jeszcze mam jej za to płacić?". Po kilku tygodniach zrezygnowaliśmy z jej usług.

Problem oczywiście nie zniknął, a kłótnie o bałagan przybierały na sile. - "Rozwodziliśmy się" przez to kilkakrotnie. A dokładniej ja pakowałam walizki i wyprowadzałam się do koleżanki. Łukasz nie bardzo rozumiał, dlaczego pieklę się o takie błahostki - wspomina Magda.

Zbuntowałam się!

- A ja zastanawiałam się, czemu mąż jest taki niereformowalny. Na pewno nie wyniósł tego z domu. Teściowa jest fantastyczną osobą i zawsze wspierała mnie w walce z bałaganiarstwem Łukasza. Kiedy opowiadałam jej o niektórych jego wyczynach, załamywała ręce: "Przecież nie tak go wychowałam" - relacjonuje Magda.

Wreszcie znalazła metodę na swoje kochane tornado. Sposób iście szatański. Otóż... przestała sprzątać. Chociaż jej dusza pedantki wyrywała się do pucowania, starała się wyżywać w układaniu zabawek rozrzucanych przez przedszkolaki i porządkowaniu biura. - Początkowo Łukasz był zaskoczony i buntował się. Jak to? Nie ma świeżych ubrań? Brak czystych talerzy? Gdy zwracał mi uwagę na bałagan, mówiłam dokładnie to, co on kiedyś - że się tym nie przejmuję. Dodawałam też: "Ale jeśli tobie to przeszkadza, posprzątaj sobie". Gdy z czasem rozgardiasz stawał się coraz bardziej uciążliwy, Łukasz zrozumiał, że lepiej załadować ciuchy do pralki, bo inaczej nie będzie miał co na siebie włożyć. Że warto po posiłku nastawić zmywarkę, by mieć na czym zjeść kolejny. W końcu bingo! - kończy z triumfalnym uśmiechem sprytna żona.

CO NA TO PSYCHOLOG?

Przede wszystkim namawiam Magdę do wytrwania w swoim strajku i niesprzątania po mężu. Bardzo łatwo bowiem znów osiądzie on na laurach (czy raczej na kanapie), jeśli zauważy kobiecą niekonsekwencję. Tylko gdy utwierdzi się, że faktycznie nikt za niego nie zakasze rękawów, to chcąc nie chcąc, włączy się na stałe w domowe obowiązki. Ale dobrze też, by żona doceniała i chwaliła mężowską pomoc. Pogłaskane męskie ego jest zdecydowanie bardziej skłonne do dalszych starań.

Polubiła bałaganiarstwo męża

MARTA PIOTROWSKA, 36 lat

Tak właśnie wygląda nasza kuchnia po śniadaniu Tomka - 36-letnia wysoka brunetka prezentuje wyczyny swojego o rok starszego męża. Na blacie wśród okruszków chleba, skorupek od jajek, upaćkanych masłem sztućców i brudnych kubków pyszni się majonez.- Oczywiście, niezakręcony - podkreśla Marta, zakręcając słoik i wstawiając go do lodówki. - I to jest właśnie cała moja strategia radzenia sobie z bałaganiarstwem męża - dodaje.

Ja kura domowa, on głowa rodziny

Wyszła za Tomka dziesięć lat temu. Parą są od dwudziestu, ale nie mieszkali razem przed ślubem. - Po nim żyliśmy przez kilka lat w ciągłym rozgardiaszu. Budowaliśmy dom, rodziły się nasze dzieci. Kto by sobie wtedy zawracał głowę porządkiem? - wspomina Marta. - Z czasem jednak przestałam pracować zawodowo. A ponieważ Tomek jest informatykiem, który w zasadzie nie wychodzi z firmy, siłą rzeczy zajmowanie się domem i pociechami spadło na mnie - mówi. Niestety, mąż nie tylko jej nie pomaga, ale ciągle dokłada nowych obowiązków. - Pochlapane pastą do zębów lustro, resztki pianki i włosów po goleniu na umywalce, mokry ręcznik na podłodze. Brudne ubrania zbite w malowniczą kulę i wciśnięte gdzieś między krzesło a szafę w jego pracowni - denerwuje się Marta. To kłębowisko odzieży jest źródłem ciągłych konfliktów w domu państwa Piotrowskich. - Gdy pytam, czy jest coś do prania, nieodmiennie pada odpowiedź: "Nie ma". Ładuję więc pralkę do połowy i piorę mało ekonomicznie, a pół godziny później na podłogę w łazience trafia góra brudnych ciuchów.

Młotek też obsługuję

O dziwo, jest pewien rejon w domu, którego Marta nie musi (a wręcz nie może!) sprzątać. To biurko męża - jedyny obszar, na którym ma on idealny porządek. Dokumenty i rachunki równiutko poukładane, więc lepiej niczego nie ruszać.

W tradycyjny podział obowiązków u Piotrowskich wkrada się też pewna niekonsekwencja. - Nie tylko babskie obowiązki są na mojej głowie, ale także te męskie ukochany spycha na mnie. Skrzętnie wykorzystuje fakt, że umiem i gwóźdź wbić, i samochód naprawić - zauważa Marta. To ona więc strzyże trawnik, przynosi drewno do kominka, wymienia koła w samochodzie, itp. - Próbowałam kilkakrotnie zmienić tę sytuację, ale za każdym razem brakowało mi konsekwencji i odpuszczałam dla świętego spokoju - przyznaje Marta.

Daję za wygraną

Popełnia też inny (szczególnie odradzany przez psychologów) błąd - mianowicie robi za męża te rzeczy, które on wcześniej obiecał wykonać. - To jak mam reagować, gdy nie mogę doczekać się efektu? - rozkłada bezradnie ręce. Marta przyznaje, że jest niekonsekwentna również w innych sprawach: - W którymś momencie przestałam sprzątać, ale na Tomku nie zrobiło to większego wrażenia. Okazało się, że informatykowi takie szczegóły, jak pajęczyny czy centymetrowa warstwa kurzu na monitorze, zupełnie nie przeszkadzają. To ja, nie stety, nie wytrzymałam i posprzątałam pracownię. Znów poniosłam porażkę - ubolewa obowiązkowa gospodyni.

Mama go rozpieściła

Jednak przyczyn mężowskiego niechlujstwa Marta upatruje nie tylko w swojej niekonsekwencji. Winą obarcza również wychowanie, jakie Tomek odebrał w domu rodzinnym. - Jest wychuchanym jedynakiem. Moja świętej pamięci teściowa była znakomitą gospodynią i przyzwyczaiła ukochanego rodzynka, że naczynia same się myją, a ubrania piorą, prasują i układają na półkach - zauważa Marta.

Na pytanie: "Czy da się żyć z bałaganiarzem?", odpowiada twierdząco. - Potrzeba tylko do tego dużo fizycznej, a przede wszystkim psychicznej siły. Ale pogodziłam się z niedbalstwem męża, nawet mu je wybaczam. Zwłaszcza kiedy mi mówi, że jestem niesamowita i tylko dzięki mnie dom nienagannie funkcjonuje, a on może spokojnie poświęcać się pracy - podkreśla z zadowoleniem Marta. Gdyby jednak złowiła złotą rybkę, poprosiłaby ją o spełnienie jednego życzenia: - Żeby Tomek był bardziej elastyczny i zdobywał się na poświęcenie, gdy zaistnieje taka sytuacja. Bo są chwile, że czuję się źle, choruję, muszę wyjechać, i chciałabym wtedy uzyskać więcej wsparcia. Mieć pewność, że dom nie zarośnie przez ten czas brudem, a nasze życie nie wywróci się do góry nogami.

CO NA TO PSYCHOLOG?

Marcie podpowiedziałabym otwarty dialog z mężem. A ponieważ, jak wynika z tekstu, jest on umysłem ścisłym, proponuję porozmawiać z nim o konkretach, np. że domowy budżet traci na jego niefrasobliwości (pranie trzech rzeczy to wyrzucanie pieniędzy w błoto, więc Tomek musi na czas przynosić brudne ubrania do łazienki). W podobny sposób żona powinna przedstawiać inne problemy, bo takie logiczne argumenty przemówią do męża bardziej niż jej zmęczenie.

Warto przeczytać

  • "Żyć w rodzinie i przetrwać", R. Skynner, J. Cleese, wyd. Jacek Santorski & Co
  • "Męskość. Kobiecość. O różnicach wynikających z płci", Sandra Lipsitz Bem, wyd. GWP
  • "Dlaczego mężczyźni nigdy nie pamiętają, a kobiety nigdy nie zapominają", Marianne J. Legato, wyd. Rebis
  • "Jak radzić sobie z mężczyzną i nie zwariować", wyd. MUZA SA
Wysłuchała Małgorzata Gąsiorowska; konsultacja psychologiczna: Dorota Kałużyńska