Kilka tygodni temu portal Project Working Mum opublikował listę 20 rzeczy, które zmieniły życie kobiet. Jest na niej m.in. mrożona żywność, damskie spodnie, sportowy biustonosz, pieluchy jednorazowe, prawo do głosowania w wyborach, bieżąca woda, prawo własności, tampony – wszystko, z czego korzystamy, nie zastanawiając się, co by było, gdybyśmy tego nie miały. Socjolodzy są jednak zgodni, że nic nie wpłynęło bardziej na nasze życie niż pigułka antykoncepcyjna. „Pigułka pozwoliła kobietom przejąć kontrolę nad swoją płodnością, czasem nawet wbrew woli ich partnerów – powiedziała na przyjęciu Playboya z okazji 50. urodzin pigułki najsłynniejsza seksterapeutka dr Ruth Westheimer. – Myślę, że to wynalazek, za który wszystkie powinnyśmy być wdzięczne.” Pierwszą pigułkę antykoncepcyjną dopuszczono do użytku w latach 60., ale dopiero na początku lat 70. stała się symbolem seksualnej rewolucji, zmian w obyczajach i prawach kobiet. „Pigułka rozluźniła standardy moralne – dodaje Andrea Tone, historyk z Uniwersytetu McGi ll i autorka książki „Historia środków antykoncepcyjnych w USA”. – Wcześniej dla rewolucji seksualnej to samo zrobiło spopularyzowanie aut i pojawienie się moteli na godziny.” Zdaniem dr Andrei Tone to nie pigułka, a zmiany obyczajowe zrewolucjonizowały nasze życie. Jedną z największych było umożliwienie kobietom dostępu do edukacji na równi z mężczyznami, a następnie pójścia do pracy i otrzymywania wynagrodzenia. I chociaż dzisiaj w życiu publicznym kobiety wciąż zajmują mniej znaczących stanowisk niż mężczyźni, to jednak coraz częściej na Zachodzie zdarza się, że jeśli jesteśmy od nich gorzej wynagradzane, to nie z powodu dyskryminacji płciowej, ale gorszych umiejętności. Badania naukowe dowodzą też, że od dziesiątek lat nieustannie kobiety zdobywają wiedzę w nowych obszarach (wcześniej zarezerwowanych dla mężczyzn). Tymczasem mężczyźni nie zdobywają wiedzy powszechnie uważanej za kobiecą. Przykład? Według najnowszych badań tylko 15 proc. mężczyzn w krajach Zachodnich zajmuje się domowym budżetem. O pracach domowych już nie wspominając. Debata nad tym, co zrewolucjonizowało życie kobiet, trwa od lat i wydaje się, że prędko się nie skończy. W marcu 2009 r. włączył się do niej nawet Watykan, oznajmiając na łamach swojej gazety L’Osservatore Romano, że to wcale nie pigułka antykoncepcyjna, a wynalezienie pralki jest ważniejsze z punktu widzenia emancypacji kobiet. Dlaczego? Bo pralka uwolniła pokolenia kobiet od katorgi prac domowych. Jeśli dostępne w naszych sklepach pralki z milionem programów do prania wydają ci się cudem techniki, to pewnie nie słyszałaś o Washy Walky. To skonstruowana i sprzedawana w Indiach pralka Electrolux, która mówi. W dwóch językach! Ponieważ badania wykazują, że kobiety nie czytają instrukcji obsługi sprzętów AGD, Washy Talky mówi użytkownikowi, co konkretnie ma zrobić, np.: „Wsyp proszek” albo „Proszę zamknąć drzwiczki”. Washy Talky nie tylko pierze, ale też podejmuje decyzje – ocenia, z jakich materiałów są ubrania i na tej podstawie dobiera najbardziej optymalny program prania. A ponieważ od skonstruowania Washy Talky minęło już osiem lat, nie jest wykluczone, że w niedalekiej przyszłości będziemy miały w domu urządzenia AGD z naszych marzeń. Na przykład maszynę, do której wkłada się brudne ubrania, a po jakimś czasie wyjmuje się je czyste, w dodatku wyprasowane i pachnące naszymi ulubionymi perfumami. To wcale nie jest nierealna wizja!

CZYSTY DOM TO NIE UTOPIA
Kiedy zapytałyśmy zaprzyjaźnione z Glamour kobiety, co zmieniłoby ich życie na lepsze, supernowoczesny sprzęt domowy był na jednym z pierwszych miejsc. Rysowniczka Olka Osadzinska marzy wręcz o całym mieszkaniu Jetsonów (tych z kultowej kreskówki). „Żadna ekipa sprzątająca ani pani do pomocy nie jest w stanie tak dobrze uporządkować domu, jak ja sama – mówi. – Marzy mi się więc w przyszłości zupełnie nierealne mieszkanie, w którym można zaprogramować, kiedy samo zmienia pościel, kiedy pierze, według jakiego porządku układa rzeczy w szafach, kiedy podlewa kwiaty, co prasuje, a co nie. Wszystkie istotne i mniej istotne dane wprowadzałoby się do wewnętrznego programu, który można by modyfikować na bieżąco.” Dziennikarka Zuzanna O’Brien dodaje: „Z gadżetów poproszę samomyjącą się podłogę w kuchni. Skoro są samomyjące się okna, to pora na krok dalej.” Samoczyszczący się dom to wcale nie utopia. Jeden taki już istnieje w amerykańskim miasteczku Newberg (w stanie Oregon). 95-letnia obecnie Frances Gabe opatentowała i wybudowała go w 1982 r. i mieszka w nim do dziś. „Kobiety mogłyby się rozwijać i byłyby lepszymi żonami, matkami, sąsiadkami, gdyby nie musiały mówić: »Przepraszam, nie mam czasu, muszę posprzątać kuchnię«” – tłumaczyła w wywiadzie dla magazynu People. Jej dom wyposażony jest w 68 mechanizmów czyszczących, dyszy wodnych i dmuchaw. Nie ma w nim dywanów, na których zbiera się kurz, a meble i ściany są wodoodporne. Po naciśnięciu kombinacji przycisków wszystko oblewa woda z mydłem, która odprowadzana jest na zewnątrz specjalnymi odpływami. Na koniec dmuchawy z ciepłym powietrzem osuszają resztki wody. Ten system zamontowany jest nawet w szafie! „Marzą mi się takie domy na całym świecie – powiedziała Frances Gabe w wywiadzie. – Dziesięć lat temu mówiono mi, że wyprzedzam czasy o 20 lat. Myślę, że teraz kobiety są już gotowe na samoczyszczący się dom.” Tego wywiadu udzieliła 28 lat temu, jest więc nadzieja, że samoczyszczący się dom to już naprawdę kwestia czasu. Tymczasem Agacie Pospieszyńskiej, która fotografuje modę dla Glamour, przydałaby się samosprzatająca się torebka. Najlepiej taka, która dodatkowo podaje ci klucze do domu, telefon i zapalniczkę.

WIĘCEJ GADŻETÓW!
Podobno jeszcze w tym roku będziemy mogły kupić w Polsce iPada, ale w przyszłości marzy nam się jeszcze więcej supernowoczesnych gadżetów. „Gdy mój syn był młodszy, marzyłam o wózku z pilotem – mówi Zuza O’Brien. – Zwykle gdy dzieciak daje dyla w jedną stronę parku, ty biegniesz za nim, a wózek zostaje kilometr dalej. A wystarczyłby silniczek i pilot, żeby wózek sam do ciebie przyjeżdżał.” Kasi Lankiewicz, specjalistce od PR, marzy się w samochodzie funkcja „pijany kierowca”. „Auto pomagałoby nam kierować, żebyśmy mogły wracać po drinku swoim autem do domu” – wyjaśnia. My dopisałybyśmy do tej listy telefon komórkowy z blokadą wysyłania SMS-ów do eksfaceta, gdy za dużo wypiłaś lub gdy on już jest związany z inną. No a przede wszystkim seksowne szpilki, ale wygodne jak trampki. Najlepiej, jak to wymyśliła dziennikarka Beata Sadowska, żeby były to „buty na teleskopowych obcasach, które zrównują się z podeszwą w trakcie prowadzenia samochodu, a potem znowu wyrastają, jak tylko wysiadamy z auta.” Może Christian Louboutin mógłby to opatentować?

URODA W PÓŁ MINUTY
Najbardziej jednak marzymy o rzeczach, które ułatwiłyby nam dbanie o urodę. Co prawda w perfumeriach już można kupić samoprzylepne cienie i lakiery, ale zdaniem aktorki Małgorzaty Sochy prawdziwą rewolucję w życiu kobiet zrobiłyby gotowe maski z makijażem. „Przykładałoby się je do twarzy i makijaż byłby gotowy – wyjaśnia Małgosia. – Do wyboru byłby make up dzienny lub wieczorowy. Tak samo mogłoby być z manikiurem i pedikiurem. Wkładamy do maszyny dłonie lub stopy i po chwili gotowe! Wszystko, co sprawiłoby, że możemy coś zrobić w minutę zamiast w godzinę, byłoby super. Dla mnie spędzanie godziny nad makijażem jest stratą czasu, a i faceci przestaliby marudzić, że godzinami szykujemy się do wyjścia.” „Mnie z kolei marzy się maszyna do demakijażu – dodaje Beata Sadowska. – Wkładam do niej twarz, a ona zmywa, tonizuje, nawilża i nakłada maseczkę. A wszystko trwa 30 sekund. Byłoby pysznie!” Z kolei Olce Osadzińskiej wystarczyłaby tylko „skuteczna, stosunkowo niedroga, najlepiej dożywotnia depilacja i regulacja brwi.” Antropolog kultury, Robert Zydel tak to tłumaczy: „Czy chodzi o gadżety domowe, czy o te, które pomagają dbać o wygląd – to pokazuje, że kobiety są świetnymi zarządcami czasem. Mają do opanowania logistykę domową, a przy tym muszą być piękne i jeszcze mieć czas dla siebie.”

INTERAKTYWNE ZAKUPY
Jeśli robienie zakupów uważasz za stratę czasu, to twoje życie najszybciej zmieni się na lepsze. Firma Comarch, która tworzy innowacyjne rozwiązania teleinformatyczne, przewiduje, że za pięć lat nikogo nie będą dziwić bezobsługowe sklepy naszpikowane elektroniką. „Przeprowadzone dwa lata temu przez TNS Global badanie »New Future In Store« wykazało, że klienci nie mogą się doczekać, kiedy zamiast prawdziwych ludzi będą ich obsługiwać hologramy – opowiada Justyna Michalczyk z Comarch. – Kiedy będą mogli płacić za pomocą skanowania odcisku palca i kiedy zostaną wprowadzone inteligentne koszyki zakupowe.” Na czym miałoby to polegać? Wchodząc do sklepu, zostaniesz automatycznie zidentyfikowana. Inteligentny koszyk zlokalizuje produkty, które chcesz kupić i poda ci ich ceny. Pierwszy taki sklep (sieci Metro AG) już działa w niemieckim Rheinberg. Comarch pracuje też nad wizją sklepów bez koszyków, wyposażonych jedynie w ekrany dotykowe, na których wybierasz produkty. Spakowane zakupy odbierzesz przy wyjściu. Już w 2015 r. płatności będą się odbywać przez skanowanie odcisków. Brzmi surrealistycznie, prawda? A teraz wyobraź sobie zakupy modowe. To, że siedząc na kanapie w Polsce, możesz kupić buty w sklepie na drugim końcu świata z dostawą do rąk własnych, to jeszcze nic! Wkrótce ekspedientki zostaną zastąpione przez elektroniczne konsultantki. „Inteligentne przymierzalnie będą wyposażone w ekrany dotykowe, żebyś mogła porozumiewać się z ekspedientką bez wychodzenia z przymierzalni, kiedy potrzebujesz np. sukienki w innym rozmiarze – tłumaczy Justyna Michalczyk z Comarch. – Możesz też sobie wyobrazić inteligentne lustra, dzięki którym w ogóle nie będziesz musiała niczego przymierzać. Wystarczy, że przyłożysz do siebie ubranie, a lustro przetworzy obraz w taki sposób, że zobaczysz swoje odbicie w wybranym stroju.” Jako przykład Justyna Michalczyk podaje sklep Prady w Nowym Jorku, który jako pierwszy na świecie ma interaktywne przymierzalnie.

WSPIERAJMY SIĘ
Rok temu amerykański Glamour zamieścił wywiad, który Ben Affleck przeprowadził z Nicholasem Kristofem – działaczem humanitarnym, który od lat prowadzi kampanie społeczne na rzecz kobiet. „Czytałem, że społeczeństwa, którymi rządzą kobiety, odnoszą większe sukcesy. Czy to prawda? – zapytał aktor. „Jest coraz więcej dowodów na to, że gdy mężczyźni mają władzę ekonomiczną, to w efekcie wzrasta sprzedaż piwa – odpowiedział Kristof. – Gdy dajesz tę samą władzę kobietom, to najczęstszym efektem jest to, że ich dzieci są lepiej wykształcone.” Ben Affleck zauważył też, że kobiety są wobec siebie niezwykle agresywne. „Dlaczego kobiety nie chronią się nawzajem?” – dziwił się aktor. „Powszechnie uważa się, że to mężczyźni odpowiadają za całe zło, jakie spotyka kobiety – odpowiedział Kristof. – W dużej mierze to prawda, ale nie ma gorszego prześladowcy kobiety niż druga kobieta.” „Marzę o relacjach pozbawionych pustej zazdrości ze strony innych kobiet – mówi dziennikarka Magdalena Łyczko. – Bolą nas sukcesy koleżanki, przystojniejszy od naszego mąż, bardziej błyszczące włosy, a nawet gęstszy trawnik przed domem. Wśród brzydszej płci istnieje zjawisko solidarności plemników. Dlaczego nie możemy propagować solidarności jajników? Ogłośmy babską solidarność – tego nam właśnie brakuje.” „Tylko same kobiety mogą uczynić swoje życie lepszym – mówi Agnieszka Wojtowicz, która prowadzi agencję komunikacji marketingowej. – Bardziej solidaryzując się z innymi kobietami, więcej wymagając od siebie i swoich synów. Tak, aby nie chowały ich na maminsynków, nie radzących sobie z innymi kobietami i własną męskością.” „Potrzeba większej solidarności wśród kobiet to tęskne patrzenie w stronę mężczyzn – tłumaczy Robert Zydel. – Panowie, choć mają naturę wojownika, to mimo wszystko się wspierają. Kobiety są większymi indywidualistkami na płaszczyźnie płci, a ich walka między sobą zaczyna się już od walki o samca z lepszym genotypem.” Może gdyby udało nam się zjednoczyć siły, spełniłoby się marzenie Beaty Sadowskiej o „skutecznym rozbiciu szklanego sufi tu. Tak, żeby kobiety nie zarabiały mniej od mężczyzn na tych samych stanowiskach i z tymi samymi kwalifikacjami.” Agnieszka Lipka, dziennikarka radiowa, nie może się doczekać pierwszej kobiety-prezydenta. „To będzie dopiero zmiana!” – mówi.

MĘŻCZYŹNI DO RODZENIA? NIE!
Projektantka Gosia Baczyńska uważa, że życie kobiety na lepsze zmienia pojawienie się w nim mężczyzny i dziecka. Ale co ciekawe, żadna z pytanych przez nas kobiet nie powiedziała, że chciałaby, żeby to mężczyźni rodzili dzieci. „Rodzenie dzieci to ostatni bastion kobiecości, dlatego nie jestem zdziwiony, że kobiety tak zazdrośnie go strzegą – mówi Robert Zydel. – Mężczyźni mogą być metroseksualni. Mogą wstępować w związki partnerskie jako panny młode. Ale kobiety mają nad nimi tę przewagę, że mogą rodzić dzieci. Właśnie dlatego kobiety były i są dla każdej społeczności niezwykle ważne – dzięki nim może ona przetrwać.” „Chciałabym, żeby kobiety nie czuły presji, że muszą zdążyć z rodzeniem dzieci przed czterdziestką – mówi Katarzyna Lankiewicz. – I żeby mogły mieć pierwsze dziecko w wieku 55 lat.” A Agnieszka Lipka dodaje: „Gdyby nie tylko mężczyźni, ale też nasze mamy traktowały nas serio i nie uważały, że naszym największym osiągnięciem będzie wyjście za mąż, to dopiero byłoby piękniej.” Większość z nas uważa, że prawdziwym udogodnieniem byłby brak mięsiączek. Jedne chciałyby, żeby okres trwał jeden dzień. Inne, żebyśmy nie miały go wcale. Jeszcze inne byłyby szczęśliwe, gdyby każdy mężczyzna choć raz w życiu miał okres i zobaczył, jak to jest. Wszystkie natomiast zatrzymałyby PMS, bo to dobre usprawiedliwienie. Manuela Gretkowska, pisarka i założycielka Partii Kobiet, jest przekonana, że wystarczyłaby jedna rzecz, aby zmienić życie kobiet na lepsze. Jaka? „Rozrusznik mózgu blokujący serce – odpowiada. – Pozwalałby przyhamować emocje, a aktywować rozsądek, dzięki czemu zaczęłybyśmy myśleć bardziej o sobie, a mniej o tym, jak dogodzić facetowi, rodzinie oraz wszystkim dokoła.”

ZMIEŃ ŚWIAT KROK PO KROKU
Nie wiadomo, czy kobiety kiedykolwiek przestaną się nawzajem zwalczać. Czy w przyszłości będziemy miały zagwarantowany jeden dobry orgazm dziennie, gosposia będzie na wyposażeniu domu, a wózki w supermarketach będą miały GPS, żeby nasz facet nie dzwonił do nas za każdym razem, gdy sam robi zakupy z pytaniem, gdzie ma czego szukać. Nie wiemy, kiedy ktoś opracuje recepturę odchudzającego ciasta (i tortu bezowego, który likwiduje cellulit) i dlaczego koktajle owocowe nie mogą być u nas sprzedawane na ulicach jak np. w Tajlandii. Ale zgadzamy się z teorią Nicholasa Kristofa, że „najprostsza i najpewniejsza droga, żeby zmienić świat, to zmienić życie kobiet.”