Żaden z nich nie przypomina niewyżytego samca, któremu z podniecenia kapałaby ślina. I ani jeden nie wygląda jak macho. Ot, skromni chłopcy w wyprasowanych koszulach, tacy, którzy robią żonom kanapki do pracy i grzecznie się kłaniają sąsiadkom. Bo na co dzień wiodą zupełnie niepozorne życie. Za to wieczorami, ogoleni i pachnący, jadą zabawiać swoje klientki. Tańcem, towarzystwem, mniej lub bardziej wyuzdanym seksem - według życzenia. Ale najdziwniejsze jest to, że swoje usługi traktują tak, jakby to były pokazy sztuki, masaż czy psychoterapia. Potrzeby seksualne ma każdy, mówią, a partnera nie.

Zamożne singielki się cieszą, gdy mogą mieć frajdę bez utrzymywania zbędnych znajomości. Fakt, nie za darmo. Za to z kimś sympatycznym, kto po wszystkim pozbiera skarpety z podłogi i zniknie. To ważne usługi, mówią panowie. I bez zakłopotania opowiadają o szczegółach swojej pracy.

Rozbieram się na wieczorach panieńskich

Erotycznego tancerza wyszukuję w internecie. Z morza ofert wybieram przystojnego bruneta o żywym spojrzeniu. "Witajcie, jestem Sebastian, mam 27 lat i 180 cm wzrostu, tańczę już od siedmiu lat. Przez pół roku występowałem w klubach na Tajwanie" - pisze na stronie. Na zdjęciach prezentuje się sam i z partnerką, ubraną w skąpy skórzany strój. 

- To moja narzeczona, Justyna. Czasem występujemy razem - zdradza już podczas rozmowy. Miły chłopak, myślę. Pogodny, bezpośredni. Do niedawna najmował się jako kierowca ciężarówki. I choć lubi prowadzić, to taniec erotyczny podoba się dużo bardziej. - Kiedyś pracowałem w firmie, która organizowała walki dziewczyn w kisielu - opowiada. - Zobaczyłem, jak duże jest zapotrzebowanie na tego rodzaju imprezy. Wymyśliłem sobie pokaz i zaczęło się. Za jeden show biorę 250 zł, a ósmego marca nawet 300-400 zł, bo mam wtedy mnóstwo zleceń. Coraz częściej dziewczyny organizują sobie Dzień Kobiet i chcą wtedy pooglądać nieźle zbudowanego faceta. Zdarza się, że jednego dnia obsługuję nawet cztery imprezy!

Sebastian nie ma oporów, żeby się rozebrać, nawet do naga. Zauważa tylko, że nie wszystkie kobiety lubią taki widok, nie dla każdej estetyczny. Czasem więc pokazuje tylko pośladki, a przód zasłania ubraniem. Kiedy zaczyna występ, zawsze ma na sobie dużo rzeczy. Dodatkowo jest otulony czerwonym płaszczem, szytym na zamówienie. Włącza "Cry Me a River" i zaczyna się ruszać. Najpierw żywiołowo, a potem coraz bardziej namiętnie. Coraz to odwraca się tyłem i wykonuje ruchy pupą. Dziewczyny zaczynają się rozkręcać, pohukują "uuuu" i głośno komentują jego zgrabne pośladki. Sebastian z wprawą pozbywa się kolejnych elementów garderoby, na co dziewczyny najczęściej reagują piskiem. Zachwycają się jego nagim, opalonym torsem i nawołują, żeby już, szybko, zdjął spodnie. - A tu niespodzianka - śmieje się Sebek. Pod spodniami ma bokserki, ale pod nimi jeszcze majtki. I jeszcze stringi! Całe przedstawienie trwa około 40 minut.

Przez ten czas tancerz nieźle potrafi podnieść temperaturę w klubie czy mieszkaniu, w którym odbywa się impreza. - Ale nie zawsze tak jest - mówi. - Pamiętam, kiedyś było tak sztywno, że pokazałem skrócony show, szybko ubrałem się i wyszedłem. Najczęściej jednak alkohol pomaga zabawie. Chociaż raz, gdy przyjechałem, to panna młoda już była pijana w sztok. A jej rozochocone koleżanki same ściągały ze mnie ubranie. Po występie zatrzymywały mnie na dłużej. Ale propozycji seksu nie miałem - śmieje się. - Najwyżej zrzucają się na jeszcze jeden show. Wkładają mi banknoty za gumkę od majtek, tańczą ze mną. Albo kulturalnie, już po występie, częstują ciastem i pytają, czy mam dziewczynę. Mówię, że tak i że czasem tańczymy razem. Zostawiam wizytówki. Może chciałyby to zobaczyć?

Rodzice Sebastiana wiedzą, co ich jedynak robi wieczorami. Nie komentują. Raz tylko zapytali, czy da się z tego odłożyć na mieszkanie. Może się uda, zważywszy, że chłopak ma wzięcie.

aaaaa aaaa

Świadczę usługi dominacji. Sado-maso, ale nie tylko

Numer swojego telefonu co jakiś czas ogłasza w stołecznym dzienniku. Kategoria: dominacja.

Kiedy dzwonię, by umówić się na wywiad, zaskakuje mnie jego ciepły głos. Lecz na spotkanie idę pełna obaw. Zwiąże mnie na dzień dobry? Przejedzie pejczem po plecach, w ramach próbki usług? - Pani ma błędne wyobrażenie o dominacji! - uśmiecha się Adam, gdy siadamy w jego studiu. Ale wystrój pokoju mnie nie uspokaja: wszędzie łańcuchy i sznury, pejcze, szpicruty, kajdanki, na półce wibratory. Są tu nawet dyby! 

- Dominacja to zabawa w granicach, jakie ustalam z klientką - mówi. - Zawsze pytam o próg bólu. I o to, co lubi. Jeżeli dominację psychiczną, to wyzywam ją od suk, poniżam ją. Jeśli interesuje ją fizyczna, to mam pejcze, klipsy na różne części ciała, choć już za takim podduszaniem to ja osobiście nie przepadam. Chce klientka dominacji erotycznej? Proszę bardzo, polega na przeciąganiu momentu spełnienia. A może medycznej? Mam doświadczenie w nakłuwaniu ciała, badaniu wziernikiem. Typowego seksu nie ma. W przeciwieństwie do żółtodziobów wiem, jak nie zrobić krzywdy.

Adam działalnością erotyczną zajął się piętnaście lat temu. Akurat rzucił pracę w dzienniku telewizyjnym i wyjechał na południe Europy. W Luksemburgu zepsuł mu się samochód, pilnie więc potrzebował pieniędzy na naprawę. Tamtejszy znajomy zaproponował mu pracę w.. domu rozrywki. - Spodobało mi się. - Adam zaciąga się papierosem. - Teraz jestem jedynym facetem w Warszawie, który świadczy takie usługi. Ale nie prowadzę domu publicznego. Na spotkanie ze mną trzeba się umówić. A na brak zainteresowania nie narzekam.

Kręci głową, gdy pytam o klientki. Chce być dyskretny. Ale zdradza, że przychodzą ważne szefowe, właścicielki butików. Jak dużo? Powyżej dziesięciu pań w miesiącu. W różnym wieku, dwudziesto- i sześćdziesięciolatki. W ciasnym przedpokoju zzuwają klapeczki Prady, w łazience zdejmują resztę i w pokoju przerobionym na studio rozkoszy dają sobie założyć obrożę czy przywiązać się łańcuchami do ściany. - Jeśli w trakcie zabawa przestaje im się podobać, to mówią umówione hasło i przerywamy - mówi Adam. Po godzinie zostawiają mu 200 zł, po całej nocy - 1500. W krótkim czasie wracają po jeszcze. - Bo dominacja uzależnia - Adam patrzy mi głęboko w oczy. - Wciąga jak narkotyk. Mam klientki, które regularnie przyjeżdżają spod Żywca czy Olsztyna. Bywa u mnie śliczna jak Barbie młoda mężatka, którą ojciec bił nawet przy ludziach. Jej to zaczęło sprawiać przyjemność. A mąż prośby o klapsa traktuje jak zboczenie. Więc przyjeżdża do mnie i ja niosę jej ulgę.

Powiem pani coś; mnie też typowy seks zupełnie już nie podnieca. Żona Adama również zajmuje się dominacją. W domowym studiu klientów przyjmuje raz on, raz ona. Czasem, ubrani w czarne, kuse, skórzane stroje, przyjmują gości razem. - Problemy z zazdrością mieliśmy tylko na początku związ ku - przyznaje Adam. - Łatwo przywiązać się do osoby, z którą przeżywa się rozkosz. Moje klientki często chcą mnie u siebie zatrudnić albo proponują wspólne wyjazdy. Niekiedy umawiam się z którąś na obiad, to wszystko! Gdy spotykam je na ulicy, jak po mszy idą na lody ze swoimi dziećmi, to się im nie kłaniam. Co miałyby powiedzieć mężom? Że niby skąd się znamy?

Adam dyskretny jest również wobec bliskich. A tak się składa, że jego rodzina to znany arystokratyczny ród. - Gdyby wiedzieli, czym się zajmuję, do paru pałaców nie miałbym wstępu - śmieje się. Ale nie myśli zmieniać upodobań. Dominacja to jego pasja. Błyszczą mu oczy, gdy opowiada, jak się zajmuje zniewoloną partnerką. Jak wprawia ją w drżenie, gdy z kołka zdejmuje skórzany pejcz i powolutku do niej się zbliża? - To wciąga - powtarza. - To wciąga! Towarzyszę paniom na imprezach.

W łóżku też

Wyobrażałam sobie nieogolonego przystojniaka z błyskiem w oku. Tymczasem na spotkanie przychodzi drobny blondyn w dżinsach. Ale pachnie obłędnie: wodą toaletową z nutą proszku do prania i miętową gumą do żucia. - Jestem trenerem tenisa - zaczyna. - Dwa lata temu jedna z moich uczennic, kobieta interesu, zapytała, czy nie poszedłbym z nią na ślub córki znajomych. Nie bardzo mogłem, ale ona nalegała. Powiedziała: zarobisz. Adrian beznamiętnie wspominą tamtą "fuchę". Stawkę ustalili dopiero rano, w jej wielkim łóżku, gdzie on po raz kolejny nurkował pod kołdrę. A ona chichotała i jęczała na przemian, że wart jest każdych pieniędzy. - Stanęło na 1000 złotych - uśmiecha się. - Zarobiłem go jeszcze tydzień później, już bez wychodzenia na imprezę. Potem jeszcze raz. Czasem szliśmy gdzieś razem na przyjęcie, raz ją odwoziłem do SPA. Dostawałem od niej prezenty, ubrania, kosmetyki. Byłem jak młody kochanek. Tyle że bez uczucia.

Adrian szybko zaznał słodyczy łatwych pieniędzy. Z ciekawości, jak mówi, zamieścił ogłoszenie w internecie: "Absolwent AWF, znający języki, umiejący tańczyć, wynajmie się do towarzystwa". - Tyle jest samotnych lasek - mówi - które na czas się nie załapały na małżeństwo. Każda z nich łaknie faceta choć na trochę. A obyczaje się zmieniły. Jedna z klientek wypatrzyła mnie na party. Podeszła z drinkiem i spytała, czy nie potowarzyszyłbym jej w podróży służbowej. Teraz mnie zaprasza na działkę, ba, poleca koleżankom!

Miesięcznie do Adriana zgłasza się kilkanaście zainteresowanych pań. On sprawdza, czy aby nikt znajomy. - Szukam zarobku, nie popularności - mówi. - Nasłuchałem się historii, jak to koleś jedzie do klientki, a to jego dawna nauczycielka. Albo własna matka. Brr! Bo choć oficjalnie jest do towarzystwa, to wieczory z dojrzałymi kobietami najczęściej kończą się w pościeli. Albo na ich sofach, w przedpokojach, raz nawet w jego samochodzie. Napięcie erotyczne od początku wisi w powietrzu. A on wie, że musi tylko wyczekać końca imprezy, przyciągnąć klientkę i pocałować w zagłębienie jej szyi. To działa. - Kobiety wstydzą się przyznać, że mają potrzeby - mówi. - Niektóre w życiu nie zadzwoniłyby po seks. Po towarzystwo prędzej. Adrian się uśmiecha, że daje kobietom to, czego im brakuje. - Potrzeba komuś męskiego ramienia na wieczór? Proszę bardzo. Innej męskiej części ciała? Nie ma problemu!