Kim jest atrakcyjną blondynką o kobiecych kształtach. Wydatne piersi podkreśla przezroczystym topem i dopasowaną kamizelką. Do dżinsów zawsze nosi szpilki, nie zapomina o dokładnym makijażu. Tak wyszykowana codziennie wieczorem wyrusza do klubu lub pubu sprawdzić, czy poderwie ją jakiś mężczyzna. Na przykład twój mężczyzna. Za usługę pobiera 350 funtów (ok. 1750 zł). Jak to możliwe? Kim pracuje dla jednej z wielu agencji detektywistycznych w Wielkiej Brytanii, które zatrudniają „honeytrappers”, czyli kobiety, które za opłatą sprawdzą wierność twojego faceta i dostarczą ci szczegółową dokumentację z ukrytej kamery. Zamawiając tę usługę, dowiesz się, jak zachowuje się twój partner, kiedy nie ma cię w pobliżu. A są za to kumple i dobra zabawa. Kim opowiedziała brytyjskiemu Glamour o kulisach honeytrappingu na Wyspach. My postanowiliśmy przyjrzeć się temu zjawisku w Polsce.

METODA "NA WABIA"

„Jesteśmy w stanie sprawdzić, czy mężczyzna ma kochankę, nie podstawiamy jednak wabia” – słyszałam najczęściej w agencjach. Śledczą rutynę przełamał Detektyw24. „Określamy precyzyjnie wymagania klientki – mówi Piotr Antoniak, prezes agencji. – Pytamy, jak daleko może się posunąć podstawiona »honeytrapper «. Następnie dostaje ona informacje o celu. Wie, gdzie bywa dany mężczyzna, jakie są jego sposoby podrywania itd. Próbuje go omotać. Całą sytuację dokumentuje ukryta kamera.” Prezes Antoniak przyznaje, że miewał już klientki, które bardzo dokładnie chciały wiedzieć, jak daleko posunie się ich partner. Dlatego stwierdza enigmatycznie: „Cenę usługi ustalamy w zależności od potrzeb”.

99% skuteczności - tak zachwala swoje usługi agencja zatrudniająca "honeytrappers"

STARE, ALE SKUTECZNE

Czy warto igrać z ogniem? Kim uważa, że tak, bo lepsze to niż niepewność. „Zgłaszają się do mnie kobiety, które przeczuwają, że w ich związku coś się psuje, że mężczyzna nie jest im do końca wierny. Albo znajdują się w przełomowym momencie życia. Chcą zdecydować się na dziecko, wprowadzić się do domu partnera, planują wspólną przyszłość. Mój wywiad ma być ostatecznym głosem na tak lub na nie.” Kim ma swoje zasady. Nigdy nie podrywa pierwsza. I pierwsza nie rozpoczyna rozmowy. Wystarczy, że sprawia przystępne wrażenie, wysyła delikatne sygnały. Jakie? Sposoby są stare jak świat. Prosi o podpalenie papierosa (pali tylko w pracy), staje w kolejce do baru obok swojego celu (tak, by miał okazję ustąpić jej kolejki) lub, ojej, wysypują jej się monety na podłogę. Jak podaje agencja detektywistyczna Expedite zatrudniająca Kim, 99% mężczyzn nabiera się na te sztuczki.

Jeśłi nie jesteś pewna uczuć swego mężczyzny, lepiej nie wystawiaj ich na próbę.

DECYDUJĄCE STARCIE

„Kobiety płacą mi za to, żebym doprowadziła do rozmowy z ich partnerem i dokładnie go wybadała. Cała akcja nie powinna trwać dłużej niż 30 minut – opowiada Kim. – W tym czasie muszę sprawdzić, czy facet przyzna się, że ma dziewczynę, czy będzie próbował nawiązać ze mną kontakt fizyczny i czy poprosi mnie o numer telefonu. Wczoraj sprawdzałam młodego prawnika. Jego dziewczyna po trzech latach chciała zdecydować się na dziecko. Coś tknęło ją jednak, by sprawdzić, czy przyszły tatuś jest godny zaufania. Stojąc obok niego, wysypałam monety z portfela. Gdy pomógł mi je zebrać, zapytał, co robię sama w pubie. Powiedziałam, że czekam na znajomych. Zaproponował drinka, więc spytałam, czy jego dziewczyna się nie obrazi. »Masz szczęście, nie mam dziewczyny, więc możemy dziś zabalować« – odpowiedział. Próbował zaprosić mnie do klubu, wziął numer telefonu.” Kim twierdzi, że tylko raz zdarzyło jej się, by facet przyznał się, że ma dziewczynę. Zazwyczaj mężczyźni twierdzą, że są samotnymi samcami na łowach. Zdarza się również, że opowiadają, że ich związek jest w fazie rozpadu i szukają kogoś nowego.

BRUTALNA PRAWDA

Temat „honeytrapper” wywołał emocje w Klubie Glamour (patrz poniżej). Większość naszych czytelniczek na pytanie, czy zatrudniłaby kobietę-pułapkę, odpowiedziała zdecydowanie: nie. Szczerość czy ukryta obawa przed przyznaniem, że gwarancję na wierność może nam dać tylko firma ubezpieczeniowa, w której opłacamy składki?

Ewa, 28-letnia Polka mieszkająca w Londynie, nie wstydzi się przyznać, że dzieląc życie na dwa etaty i narzeczonego, coraz częściej zastanawiała się, czy jego dzień jest równie pracowity jak jej. „Mój chłopak jest artystą, freelancerem, i ma dużo wolnego czasu. Wiedziałam, że każdego dnia w południe idzie na lunch do pobliskiej małej restauracji. Chciałam sprawdzić, jak się sprawuje, gdy nie jest pod moim okiem. Profesjonalistka szybko rozpoznała go w knajpie i usiadła obok. Po pięciu minutach zaczął z nią rozmawiać i żalić się jej, że jest ze mną nieszczęśliwy, że nie poświęcam mu czasu i że zastanawia się, czy ze mną nie zerwać. Gdy zobaczyłam materiał od detektywa, wprost nie mogłam uwierzyć – opowiada Ewa. – Dostałam dokładny opis sytuacji, całą rozmowę nagraną ukrytą kamerą. Prawda była brutalna: mój własny chłopak podrywał obcą dziewczynę na litość!” Ewa ujawniła mu podstęp. „Zakończyło się wielką kłótnią i rozstaniem – opowiada. – Rafał zarzucił mi, że zachowałam się nie fair, a każde z nas powinno mieć prawo do wolności. Jednak po trzech tygodniach wrócił z przeprosinami i bukietem.”

80% czytelniczek Glamour za żadne skarby nie zatrudniłoby "honeytrapper"

MASZ ZIELONE ŚWIATŁO

Szczęśliwy finał w takich historiach to jednak rzadkość. Dobrze wiedzą o tym Basia, 25-letnia specjalistka do spraw nieruchomości, i Natalia, 22-letnia studentka. Obie, zamiast zatrudnić „honeytrapper”, poradziły sobie w domorosły sposób. Pierwsza poprosiła znajomą, by spróbowała poderwać jej chłopaka na imprezie. Druga sama stworzyła wirtualną podrywaczkę w portalu grono.net i nasłała ją na narzeczonego. Mówi Basia: „Ku mojemu zdziwieniu koleżanka przyjęła »zlecenie« bez wahania. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że jest zakochana w moim chłopaku. Nie wiedziałam także, że i ona wpadła mu w oko. Oboje potraktowali sytuację tak, jakbym dała im zielone światło. Do dziś są razem, a ja nie mogę znaleźć sobie partnera.” Natalia początkowo była zachwycona swoim pomysłem. „Dzięki fikcyjnemu profilowi, jako zupełnie obca dziewczyna, mogłam podrywać własnego mężczyznę!” Prawda, że tanio i bezpiecznie? Już po tygodniu nawiązali romans internetowy. Jednak podczas kolejnej kłótni nie wytrzymała i przyznała się do podstępu. Dziś jej związek to także przeszłość, która ma niemiłe konsekwencje w teraźniejszości. Natalia unika wspólnych znajomych – jej chłopak podzielił się z nimi szczegółowo nietypową przygodą, która go spotkała.

OKAZJA CZYNI ZŁODZIEJA?

Natalia nie żałuje jednak tego, co zrobiła („Przecież okazał się nielojalny!” – mówi), a tego, czego nie zrobiła: „Gdybym wynajęła profesjonalistkę, przynajmniej zaoszczędziłabym sobie wstydu” – podkreśla. Wtóruje jej Basia: „Nigdy więcej nie zdecyduję się na takie rozwiązanie jak próba wierności.” Bo chociaż, jak twierdzi Kim, facet, który daje się złapać w pułapkę „honeytrapper”, po prostu nie jest dla ciebie partnerem na życie, to czasem warto posłuchać starych, sprawdzonych zasad. Tak jak Ewa, która już po fakcie przypomniała sobie słowa swojej babci: „Wierny facet to taki, któremu nie trafiła się okazja do zdrady”. Po co więc samemu ją stwarzać? dla „honeytrapper”

TAK i NIE dla "honeytrapper"

TAK, TO GENIALNE!

Gdyby taka usługa była dostępna w Polsce, od razu zdecydowałabym się na nią. Mój facet znany jest z tego, że lubi flirtować, nawet w moim towarzystwie. Często wychodzi na imprezy z kumplami. Wiele dałabym, by zobaczyć, co robi pod moją nieobecność. Taka usługa pozwoliłaby mi spokojnie spać. Albo zadecydowałaby o rozstaniu. Marianna Piechrzała, 29 lat, stomatolog Zdecydowałabym się wynająć „honeytrapper” po to, by nastraszyć partnera. Poinformowałabym go o tym zamiarze, a on nie znałby dnia ani godziny. Miałabym gwarancję, że będzie jak aniołek. Anna Dałecka, 26 lat, malarka Byłabym skłonna zapłacić wiele, by sprawdzić wierność swego mężczyzny. Jesteśmy razem długo, ale wciąż mu nie ufam. Taka usługa dałaby mi pewność. Maria Błońska, 21 lat, studentka

NIE, TO NIE FAIR!

Nigdy nie poprosiłabym obcej dziewczyny, by podrywała mojego chłopaka! Bo co to byłby za związek (i jaki miałby sens?), gdybym do bycia pewną jego uczuć potrzebowała pomocy osób trzecich? Wierzę, że jestem tą jedyną. Karina Kłusińska, 20 lat, charakteryzatorka Nigdy nie wpadłabym na taki pomysł. Uważam, że takie zachowanie byłoby dziecinne i nie fair wobec chłopaka. Zresztą, po co kusić los? Anna Żukowska, 30 lat, jubilerka Nie prosiłabym nikogo, by sprawdzał czy mój partner jest wierny. Dlaczego? Ponieważ będąc z kimś, trzeba w to wierzyć. Skoro sprawdzam wierność partnera, to może dlatego, że sama mam coś na sumieniu? A może w związku szwankuje zaufanie? Bo skoro ufamy, to po co sprawdzać? Beata Małecka, 22 lata, studentka