Znamy ją m.in. z serialu „Barwy szczęścia” i programu „Kocham cię, Polsko”. Katarzyna Zielińska spędza święta w rodzinnym domu w Starym Sączu, w Beskidzie Sądeckim. – Inaczej sobie Bożego Narodzenia nie wyobrażam – przyznaje aktorka. – Już się cieszę na wspólne z mamą i tatą dekorowanie domu i ogrodu (jesteśmy „gadżeciarzami” – lubimy piękne bombki, stroiki). Kuchnia? Kiedy przyjeżdżam z Warszawy, niemal wszystko jest gotowe. Wigilijne potrawy przygotowuje mama z ciocią. Mamy żelazny zestaw: barszcz czerwony (kwaśnicy tego dnia nie jemy), pieczony karp, pierogi z grzybami, kapusta z grochem, kutia. Zawsze toczymy o nie boje, w jednym bowiem ukryta jest groszowa moneta, mająca dawać znalazcy powodzenie. Musi być też specjalnie robiony strudel z jabłkami. Specjalnie, bo ciastem trzeba sto razy uderzyć o stół, „na szczęście”. Wraz z powiększaniem się rodziny (o kolejnych zięciów) do rodzinnego menu dochodzą nowe potrawy, np. kluski z makiem lub ze śliwkami.

Życzenia i kolędy

Wieczerza wigilijna co roku odbywa się w dużym gronie. – Do kolacji zawsze siadamy „z zegarkiem w ręku”, o 17.15, wygłodniali po całodniowym poście. Zaczynamy ją modlitwą, czytaniem Pisma Świętego i życzeniami – opowiada aktorka. Naturalnie są i prezenty. Góry prezentów, bo rodzina jest całkiem spora. – Pamiętam te magiczne chwile, kiedy byłam dzieckiem. Rodzice otwierali okno, żeby wpuścić Anioły, które przynosiły podarunki – wspomina. Tradycją rodzinną jest wspólne kolędowanie. – Kolędy śpiewamy z podziałem na głosy i jak zwykle spieramy się o tonację. My z mamą mamy niskie głosy, inne panie wysokie... Do stałych rytuałów należy także karmienie zwierząt w lesie. – Wieszamy na gałęziach marchew, seler. Jest naprawdę miło.