Jeszcze sześć lat temu moje życie polegało głównie na pakowaniu i rozpakowywaniu walizek. Co drugi, trzeci dzień byłam w samolocie do innego kraju. Zdarzało się, że w ciągu 10 dni byłam na trzech kontynentach. Przez rok odbyłam 120 lotów. Miałam 15 lat, kiedy na jednym z pokazów zauważył mnie przedstawiciel agencji modelek z Mediolanu. Wszystko potoczyło się w ekspresowym tempie. Valentino, Giorgio Armani, Chanel, YSL, Christian Dior, Gucci, Sonia Rykiel, John Galliano, Kenzo... – w ciągu sześciu lat zrobiłam prawie wszystkie pokazy w Paryżu i Mediolanie. W Nowym Jorku Ralph Lauren i Calvin Klein zatrudniali mnie po kilka razy.

FUNDAMENT ŻYCIA

Nigdy tak naprawdę nie wyprowadziłam się na dłużej z Poznania. Nie wyobrażałam sobie dłuższego rozstania z rodzicami i bratem. Moja rodzina? Normalna, ciepła, kochająca. Dała mi siłę i poczucie bezpieczeństwa. Byliśmy we czwórkę: rodzice, brat i ja – bardzo ze sobą związani. Dzieciństwo? Całkiem zwyczajne. Nie byliśmy bogaci, ale nigdy niczego nam nie brakowało. Nasz dom był bardzo tradycyjny. Rodzice pracowali, mama dodatkowo studiowała i dbała o dom. Dziś podobnie prowadzę swój dom i wychowuję swoje dzieci. To, że dorastałam w szczęśliwej, kochającej rodzinie, ugruntowało mnie na całe życie. Sprawiło, że tak naprawdę nigdy nie zachłysnęłam się blichtrem świata mody. I przede wszystkim dało mi bazę, na której zbudowałam to, co mam dzisiaj. Sześć lat temu poznałam swojego obecnego męża. Byliśmy razem niecałe pół roku, kiedy okazało się, że agencja wysyła mnie do Stanów Zjednoczonych na trzy albo cztery miesiące. To był mój trzeci poważny związek i nie chciałam, żeby tak jak poprzednie, rozpadł się przez moje wyjazdy. Nie wiem, jak innym udaje się utrzymać związek na odległość. Dla mnie ważne jest bycie razem, codziennie, blisko, a przy moim trybie życia było to prawie niewykonalne. Byłam w Stanach, kiedy mąż przyleciał do mnie na kilka dni. Wtedy podjęłam decyzję, że wracam do Polski. Świat mody już mnie nie kręcił. Potrzebowałam zmiany. Chciałam inaczej żyć.

TRUDNY WYBÓR

W podjęciu decyzji pomogły mi problemy ze zdrowiem. Mój organizm już od jakiegoś czasu się buntował. Gdy miałam lecieć za granicę, dostawałam ataków paniki, wręcz histerii. Płakałam, dusiłam się, serce waliło mi jak młot. Kiedyś przez trzy tygodnie na sesjach nie mogłam normalnie oddychać. Myślałam, że umrę z braku powietrza. Organizm mówił mi „dość!”. Wróciłam do Polski i od razu zapisałam się na studia z psychologii klinicznej. Chciałam mieć coś, co będzie mnie trzymać w kraju na stałe. Ale świat mody nie dawał za wygraną. Któregoś dnia zadzwoniła do mnie Vera Wang. Chciała, żebym przyleciała na jej jubileuszowy pokaz do Nowego Jorku. Wziąć udział w takim wydarzeniu to dla modelki wielki prestiż. A ja odmówiłam, bo czułam się coraz gorzej i nie byłam w stanie wyjechać nawet na dwa dni. Zdarzało się, że nie byłam w stanie wyjść z domu. Zaczęłam chodzić od jednego lekarza do drugiego. Robiłam badanie za badaniem: rentgen płuc, USG, EKG... W końcu werdykt: to nerwica, a ja mam jej somatyczne objawy. Zrozumiałam, że albo zwolnię tempo życia, albo przypłacę to zdrowiem.

WYGRAŁAM PRZYSZŁOŚĆ

Większość dziewczyn w mojej sytuacji pewnie uważałaby, że przegrała życie. Ja nigdy nie pomyślałam, że coś tracę. Gdy wzięliśmy ślub i zaszłam w ciążę, poczułam się wreszcie spełniona. Stabilna, bezpieczna, spokojna. W świecie mody spędziłam osiem intensywnych lat. Nie miałam młodości. Kiedy moje koleżanki chodziły na imprezy, ja pracowałam na sesjach po kilkanaście godzin dziennie. Byłam tym zwyczajnie zmęczona. Potrzebowałam uwolnienia się od odpowiedzialności, spokoju. Ciąża pomogła mi się wyciszyć. Nerwica ustąpiła, przestałam się dusić. Dziś wiem, że niczego nie przegrałam. Wręcz przeciwnie – wygrałam. Siebie.

ZWYKŁE ŻYCIE

Dziś mam dwoje dzieci. Julek ma 3,5 roku, Kalinka – 2 lata. Kiedy urodziłam synka, poczułam pełnię szczęścia. Wreszcie było tak, jak marzyłam – przewidywalnie. Gdy byłam na topie, moim największym problemem był brak stabilizacji. Nie wiedziałam, gdzie będę jutro, co będę robić i z kim. Nie mogłam umówić się ze znajomymi, bo nie wiedziałam, do której potrwa sesja. Wykupiłam wakacje. Dzień przed wyjazdem dzwonią z agencji: „Nie możesz nigdzie jechać, masz jutro pracę!”. Przy dzieciach wszystko jest poukładane. O tej godzinie muszę pójść spać, o tej muszę wstać. O tej jemy obiad, o tej spacer, o tej kąpiel...

POWRÓT NA SZCZYT

Powoli wracam do modelingu. Nie czuję potrzeby udowadniać sobie, że jestem supermodelką. Chodzę w pokazach, biorę udział w sesjach i ciekawych projektach (jestem np. ambasadorką konkursu Miss Polonia). To daje mi dużo satysfakcji. Po urodzeniu Kalinki raz, drugi, trzeci przypadkiem spotkałam kogoś znajomego, kto zapytał, czy nie pokazałabym się na wybiegu, bo dobrze wyglądam. I tak spontanicznie wszystko zaczęło się na nowo kręcić. Myślę, że tak się dzieje, bo teraz mam formę i ciało lepsze, niż kiedy byłam na topie. Po dwóch ciążach strasznie bolał mnie kręgosłup, więc musiałam zacząć ćwiczyć. Jeżdżę konno, chodzę na taniec na rurze i na zajęcia z rozciągania. Z bolącym kręgosłupem pomaga mi się uporać terapeuta manualny. Kiedy byłam w pierwszej ciąży, bałam się rozstępów, więc bardzo dbałam o ciało. Po drugiej ciąży okazało się, że dobre kosmetyki nie wystarczą, żeby ujędrnić skórę, więc zwróciłam się o pomoc do specjalistów z Butterfly Body Clinic. To, że moja skóra jest w doskonałej kondycji, zawdzięczam zabiegom Proshock Ice, które są całkowicie bezinwazyjne, a w widoczny sposób redukują tkankę tłuszczową i cellulit. Zwracam ogromną uwagę na to, co jem. W moim domu nie ma przetworzonej żywności. Wszystko gotuję sama, bo dbanie o rodzinę sprawia mi ogromną przyjemność. Ciągle robię dużo rzeczy. Kończę studia z psychologii klinicznej. Bardzo pomogły mi zrozumieć moje lęki i nerwicę. Współpracuję z Towarzystwem Opieki nad Zwierzętami i z fundacją Viva!, która ratuje konie przeznaczone na rzeź. Rodzina była, jest i zawsze będzie dla mnie najważniejsza. Wolę pracować w kraju, ale za to być z moimi bliskimi, zamiast podbijać Nowy Jork. Karierę da się pogodzić z rodziną. Wystarczy chcieć.