Był dzieckiem, gdy uratował życie tonącemu chłopcu. Trwają poszukiwania bohatera sprzed 52 lat

„Poszukujemy bohatera o nazwisku Andrzej Rode, który w maju 1969 r. uratował życie tonącemu chłopcu. Kartkę z dedykacją znalazłyśmy włożoną w jedną z książek otrzymanych na nasz bazarek i pomimo, że jest to tylko jedna kartka, to na pewno jest to ważna pamiątka. Jeśli zna ktoś tego Pana, prosimy o kontakt. Kartkę, oczywiście, odeślemy.”

Taki post opublikowała Edyta Seidler z Fundacji "Psie Nadzieje" w Sępólnie Krajeńskim, która tę pamiątkę znalazła wyrwaną między stronami powieści "Ten obcy" Ireny Jurgielewiczowej. Kobieta znalazła ten cenny dokument przypadkowo, w książce przeznaczonej do sprzedaży na aukcji internetowej prowadzonej przez jej fundację. Dziś szuka bohatera, by poznać jego historię. „Nagroda dla Rode Andrzeja, ucznia klasy VIb za uratowanie życia tonącemu uczniowi klasy III”, tak brzmi treść podziękowań znalezionych w starym egzemplarzu książki. Niestety jedynym tropem jest tylko pieczątka Szkoły Podstawowej nr 62 w Gdańsku i data - 5 maja 1969 roku. Pomocy szuka wśród fejsbukowej społeczności.

Zobacz też:
Studentka znalazła tajemniczy list. Uniwersytet Wrocławski szukał jego adresatki. Łzy same cisną się do oczu  
6-latka napisała list do zmarłego ojca i otrzymała odpowiedź! 
Przez koronawirusa mogła stracić dorobek życia. Teraz do krakowskiej kapeluszniczki ustawiają się długie kolejki! Magia Świąt czy Facebooka?

Opublikowany przez Edytę Seidler Poniedziałek, 25 stycznia 2021

Był dzieckiem, gdy uratował życie tonącemu chłopcu. Kim jest tajemniczy bohater?

„Dla mnie to jest wyjątkowa dedykacja, niezwykły wyczyn młodego człowieka. Chcielibyśmy poznać tę historię, co się wydarzyło 52 lata temu. Jak to się stało, że chłopiec się topił i to 13-latek mu pomógł. Dziecko uratowało drugie dziecko. Dla mnie to jest niezwykły, bohaterski czyn”, powiedziała TVN24 pani Edyta.

W poszukiwaniach bohatera jednym z kluczowych tropów jest książka „Ten obcy” – jak znalazła się w rękach pani Edyty? Kobieta podejrzewa, że książka trafiła do niej z jednego z antykwariatów w Gdańsku, wśród zamówionych z sieci.

„To książkowy bazarek Fundacji "Psie Nadzieje. Prowadzę go w swoim domu. Mam jeden pokój, w którym są same książki. Dostajemy je od darczyńców. Czasami, jak jest ich mało albo jak chcę to jakoś urozmaicić, zamawiam coś przez internet”.

Sprawa ruszyła po publikacji postu na Facebooku – w komentarzach zaczęli się pojawiać kolejni chcący odkryć tajemnicę. Mimo wielu poszlak, kontaktu z gdańską szkołą i wywiadów wśród tamtejszych pracowników, nie udało się jednak odnaleźć bohatera sprzed ponad pół wieku, ale nikt nie traci nadziei na szczęśliwy finał tej historii.