Maria Andrejczyk wywalczyła srebro w rzucie oszczepem

Maria Andrejczyk zdobyła srebrny medal na igrzyskach olimpijskich w Tokio w rzucie oszczepem. Polka z wynikiem 64.61 m została wicemistrzynią olimpijską i wywalczyła dla nas ósmy medal. W rozgrywkach trudno było pokonać Chinkę Shiying Liu, która w pierwszej kolejce rzuciła na 66.34 m.

Maria po pierwszej kolejce (62.56 m) miała trzecie miejsce, po drugiej (64.61 m) już była na drugim. Kolejne rzuty były bardzo do siebie zbliżone: 63.62, 64.45 i nie udało jej się przerzucić Chinki. Ostatecznie może cieszyć się ze srebrnego medalu, a my razem z nią.

Tuż po zwycięstwie w rozmowie z dziennikarzem TVP Sport pełna emocji i ze łzami w oczach Maria Andrejczyk  mówiła: "Nie czułam się dzisiaj sobą absolutnie. Po raz pierwszy na rozgrzewce byłam niesamowicie poddenerwowana, był wręcz moment agresji. Nie byłam dzisiaj sobą, ale zrobiłam ile mogłam."

Chociaż Maria czuje niedosyt, to cieszy się ze swojego osiągnięcia, zwłaszcza, że ma za sobą bardzo poważne problemy zdrowotne.

Po tych wszystkich przejściach, po czterech operacjach przez te pięć lat, jestem z siebie dumna. Uważam to za wielki sukces, ale będę dalej walczyć. Do tego zostałam stworzona.

Maria z determinacją dodaje: "Jest wiele rzeczy do poprawy. Mam zobowiązania jako liderka tabel światowych i będę walczyć. Czas doprowadzić swoje zdrowie do porządku. Przede mną jeszcze dwa starty w tym sezonie już jako wicemistrzyni olimpijska, ale chcę więcej, znacznie więcej niż to srebro."

Maria Andrejczyk: cztery operacje i nowotwór kości

Maria Andrejczyk w ostatnim czasie zmagała się z poważnymi problemami ze zdrowiem: "Zaraz po igrzyskach w Rio miałam operację barku, później dwie operacje na zatoki, bo ciągle miałam bóle głowy, nie mogłam przez nie normalnie trenować. I na koniec staw skokowy - mówiła dla sport.pl. Później usłyszała diagnozę: nowotwór kości. Na szczęście okazał się łagodny.

Cztery operacje jak na 25-latkę to dużo, śmieję się, że weteranka ze mnie. Ale naprawdę uważam, że to wszystko było po coś. Jestem megawdzięczna za każdą operację, za każdy ból, który mi dokuczał. To wszystko się przydało. To mi daje siłę, żeby spokojnie i zdroworozsądkowo myśleć o pracy, o kolejnych startach, a nie podpalać się wynikiem i samej sobie zakładać już medal olimpijski. Są jeszcze rzeczy do zrobienia  - mówiła w maju Maria dla sport.pl.

Rozpiera nas duma z postawy i osiągnięć Marii i jesteśmy przekonane, że jeszcze nie raz usłyszymy o jej sukcesach!