Botoks Patryka Vegi to film misyjny?

Patryk Vega promuje "Botoks" jako film, który został zainspirowany prawdziwymi wydarzeniami i pokazuje tylko autentyczne historie z życia polskich lekarzy i pacjentów. W rozmowie w TVP Info Vega przyznał, że jako apolityczny katolik, którego całe życie ustawia wiara, nakręcił "Botoks", bo dostał ten film "z góry", była to jego misja. Reżyser jest zadowolony z reakcji widzów na "Botoks", bo, jak twierdzi, dostaje wiele sygnałów od ludzi, którzy po obejrzeniu filmu stali się przeciwnikami aborcji. 

To film misyjny, rozszerza światło w świecie ogarniętym ciemnością, dostałem ten film z góry, byłem tylko narzędziem. Ludzie mówią, że jak zobaczyli "Botoks", stali się przeciwnikami aborcji. Nawet jeśli tylko jedna osoba zmieni zdanie i nie usunie dziecka, warto było go nakręcić.

Przypomnijmy, w jednej ze scen"Botoksu" lekarz przeprowadza zabieg aborcji 22-tygodniowego płodu, cały proces pokazany jest bardzo dosłownie, bez cenzury. Nie wszystkim widzom podoba się naturalizm i wulgarność filmu, inni zarzucają Vedze zafałszowanie obrazu polskiej służby zdrowia, jeszcze inni twierdzą, że to po prostu antyaborcyjna propaganda.

Jednocześnie Patryk Vega podkreśla, że popiera protesty polskich kobiet i ich prawo do decydowania o swoim życiu (prawo do aborcji?), choć niektóre z nich nazywa hipokrytkami, które walczą o prawo do wolności, a zarazem odmawiają mu prawa do wolności słowa i kontestują jego film.

Dla mnie jest dość przykre, że kobiety są dyskryminowane w większości zawodów w tym kraju. Uważam, że to powinno się zmienić, bo to jest nie w porządku. W tym sensie popieram ruchy społeczne, w których kobiety wychodzą na ulice i w sposób otwarty artykułują swoje potrzeby, swoje prawa. Uważam, że to jest w porządku. Natomiast jestem przeciwnikiem hipokryzji. Nie mogę zgodzić się z tym, że Maja Ostaszewska i Magda Cielecka, które chodzą na czele tych marszów dyskryminują mój film.