Zaczęło się od telewizji. Brałam udział w reality show "Zdobywcy” i poznałam Marcina " przystojnego operatora kamery. Najpierw pojawiła się miłość, a potem Jeremi...

Najbardziej zaskoczyło mnie...

Hmm.... niech pomyślę. Właściwie to najbardziej zaskoczona byłam, gdy dowiedziałam się, że to chłopiec. Oboje nie chcieliśmy wiedzieć, kto się urodzi, a tu pod sam koniec, na ostatnim USG okazuje się, że będzie... no siusiak :). W zasadzie chyba nastawiałam się na dziewczynkę. Tym bardziej, że w mojej rodzinie są 3 kobitki i u Marcina... też same baby. Ale jeśli mam mówić o tym, co mnie najbardziej zaskoczyło, jak Jeremi był już poza moim brzuchem, to mogę opowiedzieć Wam historię pierwszego przewijania. Było to jeszcze w szpitalu. Położyłam malca na przewijaku, odwinęłam pieluszkę i powoli, niezdarnie zaczęłam wykonywać wszystkie czynności, które wcześniej pokazywała nam położna. Nagle Jeremi zrobił się strasznie czerwony i taki lekko uśmiechnięty. Chyba już jasne, co było dalej... Zaskoczyło mnie to, że takie maleństwo może zrobić taki bałagan i że trzeba myć całą podłogę w sali. Z tej bitwy wyszłam jako przegrana, ale teraz, za każdym razem, staram się robić to coraz sprawniej. I chyba mi się udaje. A na pewno nie jestem już tak bardzo zdziwiona jak wtedy, za pierwszym razem.

To było łatwiejsze niż sądziłam

Ach, jak przyjemnie mi o tym mówić! Bo dla mnie łatwiejszy niż sądziłam był PORÓD. Bardzo się tego bałam - chyba jak każda kobieta, która spodziewa się swojego pierwszego dziecka. Do końca nie byłam przekonana, czy chcę rodzić z Marcinem. Wydawało mi się, że powinnam sama zmierzyć się z naturą. Zresztą, chyba nawet bardziej bałam się o niego niż o siebie: czy aby na pewno wytrzyma to całe napięcie. Ale i myślałam czy nie będzie mi przeszkadzał. Nic bardziej mylnego! To, że postanowiliśmy rodzić razem, było najlepszą decyzją, jaką mogliśmy podjąć. Sam poród lekarze wywoływali u mnie podając mi oksytocynę (Jeremi spóźniał się już z przyjściem na świat o tydzień). Oczywiście nastawiałam się na najgorsze. Mówiłam sobie: "Miłka, musisz być gotowa na 15 do 30 godzin bólu. Ale to wszystko jest po to, żebyś mogła zobaczyć Jeremiego". Mówiłam sobie, że muszę być twarda i nie mogę się poddawać. Nie ukrywam, że pierwsze bóle były bardzo intensywne i kiedy myślałam, że już się kończą, okazywało się, że to jeszcze nie koniec. I do tego wszystkiego odpoczynki między skurczami były coraz krótsze! Byłam zupełnie wyczerpana. W końcu poprosiłam Marcina, żeby zawołał anestozjologa, bo ";chcę mieć podane znieczulenie zewnątrzoponowe!". Okazało się, że jest to teraz niemożliwe, bo lekarz akurat podaje je innej pacjentce. Chwilę później nie mogłam już go wziąć, bo rozwarcie było zbyt duże. Bardzo się cieszę, że tak się stało, bo to dało mi możliwość rodzenia w małopopularnej pozycji (dzięki której, moim zdaniem, nie byłam nacinana). Gdy zaczęły się bóle parte, położna kazała mi klęknąć. Kiedy parłam, rękoma zapierałam się o swoje uda, a odpoczywając, głowę i ręce kładłam na łóżku. Marcin był przede mną, trzymał mnie za rękę, a mokrą szmatką przecierał mi czoło. Nim się obejrzałam, Jeremi leżał już między moimi udami. Taki malutki i słodki... Zamiast krzyczeć, tylko pisnął. To my z Marcinem zaczęliśmy płakać! Zresztą teraz pisząc to, też płaczę. To była najpiękniejsza chwila w moim życiu. Jeremi rodził się dwie i pół godziny... Kocham go bardzo!

To sprawiło mi kłopot

Największy problem sprawiła mi moja bezradność, kiedy Jeremi zaczął chorować. 24 grudnia, zaniepokojeni dziwnym oddechem synka, pojechaliśmy do przychodni. Od razu skierowano nas do szpitala i po konsultacji z lekarzem usłyszałam, że niestety musimy zostać. Okazało się, że Jeremi ma zapalenie nosogardła. W szpitalu zastosowano u synka terapię antybiotykową, której jestem zagorzałym przeciwnikiem. W związku z tym, że była to Wigilia, nie mogliśmy znaleźć żadnej innej placówki, w której udzielono by nam pomocy i tym samym może udałoby się uniknąć szpitala... Bardzo baliśmy się o zdrowie Jeremiego i postanowiliśmy zostać na oddziale. Dziś już wiem, że nie każdą infekcję należy leczyć antybiotykiem, który tak naprawdę zabijając te "dobre i złe bakterie" zmniejsza też odporność organizmu. Wiem o tym, bo po dwóch tygodniach od pobytu w szpitalu, Jeremi znów był chory... Tym razem leczyliśmy się powolutku, w domu, naturalnymi domowymi sposobami. Oczywiście, byliśmy pod opieką bardzo dobrego, zaufanego pediatry, który kontrolował stan zdrowia synka. Wiem, że nasz lekarz o podaniu antybiotyku zdecyduje tylko wówczas, jeśli będzie to naprawdę konieczne. A to bardzo ważne dla zdrowia naszego maluszka!

Najbardziej przydało mi się

A tu miła niespodzianka, bo najbardziej przydatną rzeczą jest torba z przewijakiem, którą dostałam do testowania od redakcji "Rodziców". Taka niebieska, na ramię. Bardzo mi się przydaje, bo dużo "podróżujemy" z Jeremim i dzięki niej mogę go przewinąć po prostu wszędzie. Przydaje się też coś takiego jak "frida". Jeśli dziecko ma katarek, to tym banalnym urządzeniem można mu wszystko z noska powyciągać.

Innym mamom poradziłabym

Jestem jeszcze bardzo młodą mamą, która popełnia masę błędów, więc nie wiem czy mi wypada... Ale jeśli już mogę coś poradzić, to żeby nie ignorowały nawet najmniejszego katarku, bo zawsze lepiej "dmuchać na zimne"! I szukały informacji wszędzie, gdzie się tylko da (książki, ciocie, gazety), porównywały je i... same podejmowały ostateczną decyzję, co robić. Wierzę, że każda kochająca mama w głębi serca ma najlepsze źródło porad i recept - miłość do swojego dziecka.

Jeremi i inne maluchy w pierwszym miesiącu życia...

...zdrowe

Pierwszy miesiąc to ważny czas - zarówno dla dziecka jak i dla mamy. Noworodek jest maleńki, a ty... obolała i jeszcze nie całkiem pewna swej nowej roli. Dlatego warto po powrocie ze szpitala zadzwonić do przychodni i poprosić o wizytę patronażową (przyjdzie położna, która oceni stan maluszka i odpowie na pytania). Teraz musisz pamiętać o tym, by:

Zobacz także:

  • przemywać kikut pępowiny 70-procentowym roztworem spirytusu. Kikucik odpada po około 14 dniach.
  • nie zamaczać podczas kapieli "krosty" na ramieniu dziecka (może ropieć, ale to normalne!). Przykładaj na nią jałowy gazik. Krosta ta jest śladem po szczepionce przeciwko gruźlicy, którą malec dostał w szpitalu.

...sprawne

Już w pierwszym miesiącu życia zdrowy maluszek potrafi wykonywać pewne czynności. Chętnie pokazuje rodzicom, że:

  • ułożony na brzuszku umie podnieść na moment główkę (robi to już w kilka dni po swych narodzinach),
  • potrafi bardzo energicznie machać nóżkami,
  • umie zacisnąć dłoń na włożonym w nią przedmiocie czy twoim palcu,
  • umie ssać, a kiedy muśniesz go w policzek odwróci w tę stronę główkę i otworzy usteczka gotowe do uchwycenia piersi lub smoczka,
  • przestraszony hałasem lub nagłym ruchem gwałtownie prostuje rączki i nóżki, a potem przyciska je do siebie zaciskając piąstki (to tzw. odruch Moro).

...najedzone

Mleko to jest to, czego teraz malec ciągle potrzebuje!

  • Pokarm mamy jest najlepszy! Jego skład zaspokaja wszystkie potrzeby noworodka. Zawsze dostosowany do potrzeb dziecka - zmienia się w zależności od pory dnia, fazy karmienia i czasu, jaki upłynął od porodu. Ponadto chroni malca przed infekcjami i zmniejsza ryzyko zaparć. Niemowlę warto przystawiać zawsze wtedy, kiedy się tego domaga (na raz jego żołądek mieści malutko pokarmu i dlatego często jest głodne).
  • Czasami zdarza się, że mama nie może karmić naturalnie. Wtedy trzeba podać noworodkowi mleko modyfikowane. Takie maleństwo rzadziej domaga się jedzenia, bo mieszanka jest bardziej sycąca od maminego mleka. Zwykle dziecko je 6-8 razy na dobę.
  • Po karmieniu, tak piersią, jak i z butelki warto dopilnować, by malcowi się odbiło. Najlepiej ponosić go kilka minut w pozycji pionowej.

...mądre

Noworodek nie potrafi jeszcze odróżnić dnia od nocy. Budzi się po prostu wtedy, gdy jest głodny. Powoli jednak zaczyna uczyć się żyć po tej stronie brzuszka:

  • po około 3 tygodniach maluszek potrafi zatrzymywać wzrok na twojej twarzy i przyglądać się, a także wodzić oczami za przesuwającymi sie wolno przedmiotami (wtedy przyda się jakaś ruchoma zabawka przywieszona nad łóżeczkiem);
  • są dzieci, które pod koniec okresu noworodkowego potrafią już... odwzajemnić uśmiech mamy czy taty!
  • po ok. 3-4 tygodniach malec zacznie reagować na hałas (może np. rozpłakać się, nagle uciszyć, zadrżeć);
  • już teraz można zaobserwować czy maluszek będzie w przyszłości aktywny czy raczej spokojny. Temperament bowiem jest cechą wrodzoną, a to znaczy, że ruchliwe dziecko wyrośnie na dynamicznego dorosłego, a spokojniejsze - na bardziej zrównoważonego.