Historie kobiet z porodówek szokują

Fundacja "Rodzić po ludzku" od lat walczy o prawa kobiet na polskich porodówkach i nagłaśnia nieludzkie historie kobiet, które spotkały się z niegodnym traktowaniem, zarówno ze strony położnych, jak i lekarzy.

Ostatnio fundacja ponownie interweniowała, tym razem chodzi o szpital we Wrześni koło Poznania. Historie kobiet, które rodziły na tamtejszej porodówce jasno pokazują, że doszło do poważnych naruszeń:

"Miałam bardzo silne skurcze i prosiłam o wózek. Na izbie go dostałam, ale przejazd na salę porodów nie był już możliwy. Usłyszałam, że dam radę iść sama. Po badaniu okazało się, że mam już 9 cm rozwarcia. Położna skwitowała to: "nie picuje nas Pani z tym bólem",

"Lekarz podczas szycia krocza mówił mi, że nie powinnam mieć dzieci, skoro nie potrafię wytrzymać bólu poporodowego i żebym więcej dzieci nie miała, bo zrobię im tylko krzywdę",

"Podczas przejścia z badania wewnętrznego na salę porodową odchodził mi czop śluzowy, w związku z czym miałam na sobie bieliznę z wkładką. Gdy położona doprowadziła mnie do sali i chciała podpiąć KTG, skomentowała to, że jestem w majtkach w taki pogardliwy sposób słowami: "Po co Ci to? Przez gatki nie urodzisz!". Później podczas porodu wyrwał mi się wenflon i ta sama położna nawrzeszczała na mnie, jakbym to zrobiła specjalnie, ale inne obecne położne nie zwróciły jej uwagi na niewłaściwe zachowanie",

"Trzeba było się ogolić przed porodem A nie zarośnięta jak małpa przyjść",

"Podczas zabiegu cesarskiego cięcia lekarz wspomagający nie omieszkał bezczelnie skomentować tego, iż posiadam tatuaże na udach i obojczyku. Było to wyśmiewanie mnie i tego, jak będę wyglądać na starość... Po czym przychodząc na następny dzień na obchód, głośno i wyraźnie, wchodząc przez drzwi do sali, pozwolił sobie na komentarz: "a, to tu ta pomazana". Za każdym razem odnosił się bardzo niemiło". 

Fundacja "Rodzić po ludzku" ponownie interweniuje

Fundacja, która niejednokrotnie nagłaśniała podobne sytuacje, również i tym razem podjęła kroki wysyłając pismo do dyrekcji szpitala z wnioskiem o wprowadzenie zmian i podjęcie działań. Fundacja domaga się przeprowadzenia wewnętrznej kontroli między innymi w obszarze przestrzegania przez personel praw pacjenta ze szczególnym uwzględnieniem prawa do poszanowania godności i intymności, przestrzegania standardów w zakresie karmienia piersią czy przestrzegania przepisów w zakresie nieprzerwanego, dwugodzinnego kontaktu matki i dziecka "skóra do skóry".

Fundacja, która wysłała wniosek do szpitala pod koniec listopada do tej pory nie otrzymała odpowiedzi. "Czekamy na reakcję szpitala i przyglądamy się kolejnym placówkom" - czytamy w poście na Facebooku.

Z kolei dla Onetu wypowiedziała się pełnomocnik zarządu ds. systemu zarządzania jakością we wrześnieńskim szpitalu - Dorota Ciechanowska-Kulczak: "Jest nam bardzo przykro, że nasze pacjentki tak nas oceniły, ponieważ zwracamy szczególną uwagę na poszanowanie intymności, mamy nowo wybudowany szpital, jedno- i dwuosobowe sale, psychologów, edukatorów, wykwalifikowany personel. Wniosek został przesłany do ordynatorów oddziału położniczo-ginekologicznego i neonatologicznego. Otrzymaliśmy odpowiedź zwrotną od oddziału położniczo-ginekologicznego, natomiast wciąż czekamy na odpowiedź z oddziału neonatologicznego. Pismo mamy już praktycznie przygotowane. Działamy na szeroką skalę, prowadzimy szkolenia i rozmowy z położnymi. Szkolenia dla personelu zostały ujęte w planie na rok 2020. Sprawa nie jest porzucona, pozostawiona bez echa. Pracujemy nad tematem, żeby wyeliminować takie sytuacje".

Pod postem fundacji na Facebooku cały czas przybywa komentarzy. Kobiety, które rodziły w szpitalu we Wrześni opisują swoje doświadczenia:

"Cieszę się bardzo, że zainteresowaliście się tym szpitalem, doznałam tam upokorzenia, jedne z tych słów pochodzą z mojej historii dziękuję Wam za to że jesteście, oby żadna przyszła mama nie usłyszała i nie przeżyła tego co ja w tym szpitalu",

"Ja prawie straciłam dziecko przez ich podejście w tym szpitalu",

"Niektórzy minęli się z powołaniem. Poród sam w sobie jest dużym wyzwaniem i zamiast wspierać w tych trudnych chwilach to funduje się kobietom stres i upokorzenie....",

"Września to katastrofa, rodziłam tam córkę nikomu nie życzę takich przejść. Córka urodziła się zdrowa a po trzech dniach tak ją zaziębili, że wylądowała pod respiratorem. Zginęły wszystkie nasze dokumenty przy przewozie do Poznania, tragedia, cud że moje dziecko żyje",

"Urodziłam w tym szpitalu 3 dzieci i nie mogę powiedzieć złego słowa jak i o lekarzach tak samo i o pielęgniarkach, położnych. Wiadomo każda zmiana jest inna może ja trafiłam na tą lepszą".