Wojciech Bojanowski opowiedział o stracie dziecka

Wojciech Bojanowski to dziennikarz "Faktów" TVN i laureat nagrody Grand Press 2020 za reportaż "Niech toną". To niezwykle poruszająca historia uchodźców, którzy są w stanie zrobić wszystko, aby ratować swoje życie. 

Wojciech Bojanowski odbierając 8 grudnia nagrodę (z powodu pandemii, uroczystość częściowo odbywała się online), opowiedział o kulisach powstawania materiału, które zbiegły się z jego osobistą tragedią. Podczas pracy dziennikarza nad reportażem, jego żona była wówczas w ciąży. O komplikacjach Wojciech Bojanowski dowiedział się na odległość.

Moja żona była brzemienna. Ja pracuję, a u mnie w domu się rozgrywa dramat, moje dziecko urodzi się chore albo się w ogóle nie urodzi. Ja się przez taki komunikator dowiedziałem o tym - relacjonował podczas gali Bojanowski.

Niestety, kiedy dziennikarz wrócił do kraju, dowiedział się, że synek nie żyje.

Niestety o tym, że nasz syn nie żyje dowiedziałem się już na miejscu. Później przeszedłem depresję. Próbowałem montować ten materiał, ale płakałem nad klawiaturą.

Dziennikarz podziękował za wsparcie wszystkim, którzy mu pomogli w tym trudnym czasie. Wspomniał również o tym, że w samym środku pandemii urodził mu się syn Janek.

Ta nasza historia też ma happy end. W szczycie pandemii urodził nam się synek, zdrowy, szczęśliwy Janek. I jak dzisiaj rano on płakał, to pomyślałem, że to super, że on płacze, bo te dzieci na Morzu Śródziemnym nie mają na to szansy - dodał.

Przeczytaj także: Od trzech lat jest szczęśliwym tatą Jagódki, która ma zespół Downa. Bartek Królik skomentował wyrok TK w sprawie aborcji

Pod koniec października Wojciech Bojanowski zamieścił wzruszające nagranie z cmentarza, na którym jest pochowany jego synek. Wówczas dziennikarz opowiedział o stracie dziecka. W czwartym miesiącu ciąży wraz z żoną dowiedzieli się, że synek cierpi na zespół Edwardsa i ma bardzo małe szanse, żeby się urodzić żywym i zdrowym.

Podjęliśmy decyzję, że spróbujemy, że może zdarzy się jakiś cud. Może Bóg pomoże. Tak chcieliśmy. Stwierdziliśmy, że może uda się go wyleczyć. Byliśmy gotowi na to, żeby w domu urządzić sobie szpital, żeby się zmierzyć z tym wszystkim, co się dzieje. Po kilku, kilkunastu dniach okazało się, że jego serduszko przestało bić - mówił na nagraniu Bojanowski.

"Wolność podjęcia decyzji, to jest coś, co w tej szalenie trudnej sytuacji, mogłoby się po prostu rodzicom należeć" - podsumował dziennikarz odnosząc się do decyzji wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji.