W jej pokoju stoi stare biurko przykryte szklanym blatem. Przygnieciona szkłem leży kolekcja fotogra i mężczyzn jej życia. Spoczywają tam, jak przyszpilone owady, które już nie odfruną. Jeden zasłania drugiego, gdyż nie mieszczą się w tłoku, jaki zrobili – napisał o niej w swojej książce Jerzy Urban, bliski znajomy jeszcze z czasów studenckich. Urban idzie dalej i wymienia "przyszpilone" owady: Wojciech Frykowski, Andrzej Jarecki, Daniel Passent, Marek Hłasko. Mężczyźni jej życia? Na pewno nie wszyscy. Ale ci najbardziej znani, z którymi łączyły poetkę burzliwe związki – emocjonalne, przyjacielsko-partnerskie czy twórcze, które potem przechodziły w uczuciowe. Wszystkie, bez wyjątku, mają jedną wspólną cechę – musiały być skomplikowane. Taką już miała naturę autorka kultowej „Małgośki". Mam skłonność do życia we śnie, do zmyślania sobie ludzi i sytuacji. Do urabiania życia na kształt teatru. Do nierzeczywistości. Wychodzę za mąż za nieznajomych, opowiadam o nieznajomych - oznajmiała i dodawała: Miałam zawsze skłonności do kręcenia się wokół chłopców, którzy nie bardzo kręcili się koło mnie. Cała ONA. Agnieszka Osiecka. 

Wilk: związek Agnieszki Osieckiej i Marka Hłaski

Z Markiem Hłaską poznali się pod koniec lat pięćdziesiątych. Wcześniej Osiecka rozstała się z Witoldem Dąbrowskim, którego poznała podczas Międzynarodowego Festiwalu Młodzieży.

Nie byłam wtedy taka poważna, (Marek - przyp. red.) lubił mnie wtedy rozmaicie przezywać: »Ty masz rozszerzenie na dziób, a zwężenie na móżdżek«, ponieważ byłam wielką gadułą - opowiadała po latach.

Poetka poszła razem z nim na bal maskowy, który odbywał się w warszawskim liceum im. Stefana Batorego. Niedługo potem Marek Hłasko zaręczył się z Agnieszką. Bardzo tradycyjnie. W obecności jednej i drugiej mamy (ojciec Osieckiej nie zgadzał się na związek córki z pisarzem). „Panna Czaczkes" - tak nazywał ją pieszczotliwie. 

Marek był jeszcze barwniej upierzonym ptakiem. Raz odgrywał kowboja, raz starca pochylonego nad grobem, raz typa spod ciemnej gwiazdy, raz znowu brutalnego macho, to znamy z jego prozy.

W życiu Marka kobiety chyba nie odgrywały większej roli [...] Ale lubił mnie, czuliśmy czułość - pisała.

Wspólnie jeździli często do Kazimierza nad Wisłą. O tamtych momentach artystka opowiedziała w wierszu zatytułowanym "Marek":

Odtąd wędruję z cieniem twoim przez leśne wzgórza i równiny, a w kazimierzowskim polu stoi samotny, dumny krzak tarniny.

Do końca życia miała w swoim pokoju maszynę do pisania, która należała do Hłaski. Został jej po nim także biały kożuch.

Przed jego śmiercią spotkali się w 1968 roku w Kalifornii. Minęło dziesięć lat od momentu, jak widzieli się po raz ostatni.

Nie czułam żadnych uczuć, nie miałam żadnych skojarzeń. Kiedy byli razem, Osiecka napisała – chyba najdobitniej określający jego naturę – wiersz: Niekiedy wilkiem się nazywał. Lecz wilkiem nie był. Raczej chciał być. Gdy cały naród raźnie śpiewał, on wolał zawyć. Żył tu więc chłopiec jak wędrująca gwiazda. Calutkiej on Europie pokazał błazna.

„Tak” powiedziała mu w Zakopanem: związek Agnieszki Osieckiej i Wojciecha Frykowskiego

Jeśli idzie o mojego pierwszego męża, Wojtka Frykowskiego, to podejrzewam, choć nie najlepiej to o mnie świadczy, bo już byłam wtedy mocno dojrzałą dziewczyną, że to również był tylko flirt, a nie miłość. Wojtek był postacią tak malowniczą, że w wielu ludziach, nie tylko we mnie, wzbudzał fascynacje literackie. Posiadał swoisty dar uwodzenia ludzi, nie tylko kobiet, ale i mężczyzn. Każdy miał wrażenie, że w chwili poznania Wojtka otwierał się przed nim baśniowy świat kolorowych przygód - napisała, wspominając swoje pierwsze małżeństwo.

Agnieszka i Wojtek poznali się w łódzkiej szkole filmowej, w której Osiecka studiowała reżyserię. Pobrali się w 1963 roku w Zakopanem. Świadkami na ich ślubie byli aktor Bogumił Kobiela i kompozytor Krzysztof Komeda.

Przez parę tygodni byłam zakochana jak głupia koza. Serce mi skakało jak na zabawie... - mówiła Osiecka kilka lat później.

Po powrocie z Zakopanego poetka i producent filmowy zamieszkali w posiadłości ojca Frykowskiego kilkadziesiąt kilometrów od Warszawy, w Radonicach. Do legendy przeszły obiady na „frykowisku”, jak nazywała to miejsce Agnieszka. Przyjeżdżali na nie m.in. Stanisław Dygat, Zbigniew Cybulski, czy Jerzy Skolimowski.

Dlaczego poetka poślubiła Frykowskiego? Wiele osób uważało, że przez innego mężczyznę Andrzeja Jareckiego, współtwórcę STS-u (Studenckiego Teatru Satyryków), na którym jej naprawdę zależało. On z kolei miał „na oku” piosenkarkę i aktorkę Annę Prucnal. Małżeństwo z Wojtkiem Frykowskim nie przetrwało nawet 6 miesięcy.

Bez chwili wahania rzucałam się w mętne bajoro życiorysu Wojtka Frykowskiego - skwitowała gorzko ich wspólne miesiące.

Po Frykowskim, który w 1969 roku zginął w Los Angeles zamordowany przez bandę Charlesa Mansona, poetka wyszła po raz drugi za mąż, za reżysera teatralnego z Krakowa Wojciecha Jesionkę. Ten ich związek trwał tak bardzo krótko i był tak zwyczajny, że popadł w całkowite zapomnienie - stwierdziła w jednym z wywiadów aktorka Alina Janowska, która wtedy przyjaźniła się z poetką i jej mężem.

Ta dziwna miłość: związek Agnieszki Osieckiej i Jeremiego Przybory

O tej miłości - Agnieszki Osieckiej do Jeremiego Przybory - nie mówiło się głośno do chwili publikacji książki „Listy na wyczerpanym papierze”. Jej pomysłodawczynią była Magda Umer - przyjaciółka bohaterów publikacji, która tak opisuje moment, kiedy dowiedziała się, co łączyło kiedyś Przyborę i Osiecką:

To ty nie wiesz, że oni kiedyś byli razem? Naprawdę? Tak, tak, ale bardzo dawno temu i to nie było nic poważnego. Nie wiedziałam – pisze Umer w „Listach na wyczerpanym papierze”.

Książka, która ukazała się w 2011 roku, zawiera kilkadziesiąt listów, telegramów, kartek pocztowych z intymną, bardzo osobistą korespondencją między poetką a Jeremim, legendą (obok Jerzego Wasowskiego) „Kabaretu Starszych Panów”. Skrupulatnie ułożone dokumenty pochodzą z okresu od 1964 do 1966 roku.

Z tej dziwnej miłości powstały najpiękniejsze piosenki [...] W tych piosenkach i listach ich uczucie żyje do dziś - pisze we wstępie do książki jej autorka. 

On (Przybora – przyp. red.) miał 49 lat, był już po raz drugi żonaty. Miał małego synka Konstantego i dorastającą, piękną córkę z pierwszego małżeństwa – Martę [...]. Ona (Osiecka – przyp. red.) była piękną, 28-letnią rozwódką po przejściach – pisze w książce Magda Umer.

To bez wątpienia najbardziej romantyczny związek autorki tekstu piosenki „Niech żyje bal”. Dowodzi tego miłosna korespondencja obojga:

Kocham Pana po swojemu, Kocham Pana tak, jak umiem (Osiecka do Przybory).

Bądź cieplejsza o dwa słoneczka, nie więcej – dobrze? (Przybora do Osieckiej, Wielkanoc 1964).

Przybora do Osieckiej: Agnieszko! Nie krytykuj tej Wiosny, bo to nasza pierwsza.

17 maja 1964, Osiecka do Przybory:

Wiesz, jest w nas obojgu coś takiego [...] co powoduje, że z przerażeniem myślę o chwili, kiedy znajdziemy się sami w pokoju, ale z drugiej strony... śni mi się, że Ciebie całuję. Ciągle sobie Ciebie wyobrażam, aż się w głowie kręci...

Miłość do ogromnych oczu: związek Agnieszki Osieckiej i Daniela Passenta

Daniel Passent, kolejny mężczyzna jej życia, ujął ją swoimi wielkimi oczami. Ich związek miał niewiele wspólnego z poprzednim: pełnym pasji i delikatności.

Stanowiła w jego życiu huragan – tak o wspólnym „byciu” dziennikarza i poetki napisał Jerzy Urban.

A zapytana o to, co fascynowało ją w Passencie, Osiecka odparła:

No chyba przede wszystkim oczy. Był młody. [...] Gdy czasem pokazuje się w telewizji, widzę te same ogromne oczy, w których – bardzo głęboko schowany za dobrym wychowaniem – jest temperament, strach i figlarność.

To właśnie z Danielem Passentem poetka miała jedyną córkę, Agatę, dzisiaj opiekującą się spuścizną artystyczną po mamie. I ten związek jak poprzednie nie przetrwał. Kiedy się rozstali, Agata miała osiem lat.

Agnieszka miała rzadką umiejętność nie tylko nawiązywania związków, ale również ich kończenia. Zarówno w życiu osobistym, jak i we współpracy z artystami – powiedział w 2006 roku Daniel Passent.

Dalej twierdził, że Osiecka: [...] była jednocześnie osobą bardzo zdecydowaną i kategoryczną, kiedy zmierza do jakiegoś celu. Zarówno, kiedy tym celem jest opublikowanie wiersza [...] czy też miłość [...] wówczas z bardzo delikatnego motyla zmienia się w czołg, który miażdży wszystko po drodze. Mimo to zachowaliśmy dobre stosunki, między innymi dlatego, że mamy dziecko.

Przyjaciółka poetki Zuzanna Łapicka-Olbrychska ujawniła po latach, że powodem rozstania Osieckiej z Passentem był kolejny mężczyzna.

Nauczycielka życia: związek Agnieszki Osieckiej i André Ochodlo

Trzy lata przed śmiercią Osiecka poznała pochodzącego z Niemiec nieco ekscentrycznego, młodego sopockiego artystę.

No i jeszcze ten André. Chyba prezent od Boga na jesień życia. Jeden z niewielu mężczyzn, który darzył ją bezinteresowną przyjaźnią. Ona przy nim znowu rozkwitła – mówiła o ostatnim związku Osieckiej poetka Magda Czapińska.

André Ochodlo, aktor, reżyser teatralny, pieśniarz oraz dyrektor Teatru Atelier w Sopocie. Spotkali się w 1994 roku.

Żyjąc w Niemczech, nie byłem obciążony mitem Agnieszki Osieckiej. Wiedziałem tylko, że jest znana i pisze piosenki – mówił artysta.

André zaprosił Osiecką, żeby zaczęła pisać dla teatru.

W okresie trzech lat dostałem od niej przyspieszony kurs życia. Gdy zmarła, powoli docierało do mnie, jak wiele mi dała [...]. Te wartości pozostały we mnie, tak więc i ona jest wciąż obecna [...] Dzięki Agnieszce dotknąłem takich pojęć, jak dobroć i tolerancja, strach, nieśmiałość, samotność – opowiadał, kiedy odeszła.

André był z poetką do samej jej śmierci. Było między nimi 27 lat różnicy.

Nowy mężczyzna - autobiograficzny wiersz Agnieszki Osieckiej

Janusz Anderman, pisarz: Mężczyźni lubili być w jej towarzystwie, ale mężczyźni takich kobiet się boją, bo nie potrafią takich zdominować.

Może dlatego Osiecka nie ustawała w poszukiwaniu tego jedynego, który nie będzie się jej bał?

Napisała wiersz zatytułowany: „Nowy mężczyzna”:

Nowy mężczyzna
pachnie wodą kolońską
i pastą do smarowania nart.
Jest przyjemnie i trochę wstyd.
Gorzka łza usycha pod powiekami.
Hen za czarną łachą żelastwa
zostaje tamto łoże
i tamten chybocący się cień.

O kim myślała? Tego nigdy się nie dowiemy.

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ: