Są kobiety, które au naturel wyglądają zniewalająco. Nie ja. Nie lubię siebie bez przyciemnionych rzęs i nie ma w tym nic złego (chociaż na plaży maskarę wyciągam ukradkiem). Wszystko pięknie, do momentu kiedy: a) nie zanurkuję, b) nie spadnie letni deszcz, c) nie przysnę z twarzą w piasku. Mimo to do tej pory unikałam kosmetyków wodoodpornych. O maskarach krążą plotki, że niszczą rzęsy, uczulają i dziwnie pachną. Postanawiam to sprawdzić.

Testuję kilka. Najlepszy w wersji waterproof jest moim zdaniem tusz Scandaleyes Rimmel. Ma dużą szczoteczkę, która maksymalnie pogrubia rzęsy, a nie zostawia przy tym charakterystycznego dla maskar wodoodpornych uczucia ciężkości. Tusz dzielnie trzyma się przez cały dzień. Nie jest w stanie złamać go joga, godziny mierzenia sukienek (będę druhną na ślubie przyjaciółki) ani lekka mżawka. Nie odczuwam też żadnego pieczenia czy swędzenia, ale to kwestia bardzo indywidualna. Pierwszy kłopot pojawia się wieczorem – pianka do demakijażu nie daje rady. Podejście drugie – płyn dwufazowy. Przytrzymuję nasączony nim wacik przez 30 sekund i, o dziwo, tusz schodzi w całości, bez tarcia i niepotrzebnego wyrywania rzęs. Co prawda później czytam książkę jak przez mgłę, ale całodniowa trwałość (ani razu nie poprawiałam makijażu) była tego warta!

RAZ A DOBRZE, CZYLI... TESTUJEMY ZABIEGI, KTÓRE NIE BOJA SIĘ WODY

Kto codziennie maluje rzęsy lub prostuje włosy? Ręka do góry. No właśnie. A są sposoby na to, żeby na dłuższy czas (wakacje?) mieć z tym spokój. Sprawdzamy: hit z Wielkiej Brytanii (najlepszy zabieg roku 2011), czyli semipermanentny tusz do rzęs, brazylijskie keratynowe prostowanie włosów i permanentne kreski na powiekach. Tylko ustom proponuję klasyczną szminkę, za to w wersji extra lasting.

MYSCARA

Trwały, wodoodporny tusz- lakier, który utrzyma się trzy tygodnie, to dla mnie genialne wakacyjne rozwiązanie. Wybierając się na nurkowanie, zawsze marzyłam o tym, by mieć idealne rzęsy tuż po wyjściu z wody. Zabieg trwa godzinę, rzęsy są odtłuszczane i malowane czarną maskarą. Efekt jest bardzo naturalny. O taki mi chodziło, teraz mogę udawać, że wcale się nie malowałam, a jednak oko mam podkreślone. Dwie godziny po nałożeniu MYscary trzeba unikać wody, przez dobę nie uciskać i nie trzeć oczu, odpada basen i sauna. Potem można szaleć. Do demakijażu należy używać kosmetyków beztłuszczowych. Po trzech tygodniach trwały tusz trzeba fachowo usunąć (w cenie zabiegu).

Cena: 200 zł.

Gdzie? New Body Clinic, www.newbodyclinic.pl.

PROSTOWANIE KERATYNOWE

Zabieg trwa około trzech godzin, jest monotonny, ale przyjemny (pachnie wiśniami). Najpierw włosy są myte szamponem otwierającym łuski, potem na wilgotne pasma fryzjer nakłada pędzelkiem preparat (tak jak farbę), suszy włosy na szczotce, a na koniec prostuje. Przez 48 godzin włosów nie można myć, stylizować, związywać. W ogóle najlepiej ich nie dotykać. Jeśli się pogniotą, trzeba je wyprostować żelazkiem. Efekt – idealnie proste, wręcz azjatyckie włosy – utrzymuje się do sześciu miesięcy, w zależności od tego, jak się o nie dba (nie lubią chlorowanej wody!). Nie powinno się ich również myć zwykłym szamponem, który wypłukuje keratynę, lepiej specjalnymi produktami TrueKeratin (180 zł).

Cena: 790 zł.

Gdzie? Ce-Ce Beauty Clinic, www. salon.cece.pl.

MAKIJAŻ PERMANENTNY

Wydaje mi się, że bez eyelinera wyglądam „niewyraźnie”, dlatego zdecydowałam się na metodę Long-Time-Liner. Nie lubię ryzykować, więc wybrałam najlepsze miejsce w Polsce na taki zabieg: nowy salon Magdy Bogulak. Tam linergistka z 15-letnim doświadczeniem znieczuliła moje powieki, a później rysowała kreski maszynką podobną do tej do tatuażu. Nie jest to przyjemne ze względu na wibracje i przesuwanie igłą po wrażliwej powiece. Ale kreska jest perfekcyjna! Po trzech tygodniach zabieg należy poprawić. Wtedy zdecyduję, czy zostawić efekt optycznie zagęszczonych rzęs, czy pogrubić kreski. Po zabiegu wyglądałam normalnie chociaż czułam leciutkie szczypanie.

Cena: 600 zł. Gdzie? Centrum Makijażu Magdy Bogulak, www.permanentnywarszawa. pl.

WATERPROOF W PRAKTYCE

POPŁYNĘŁO Z TUSZEM...

Zdarza się nawet najlepszym. Wytrzyj chusteczką to, co się da, a pozostałe smugi zamień na smokey eyes. Poprowadź eyelinerem (polecam ten w pisaku) cienką linię wzdłuż nasady górnych i dolnych rzęs, a następnie rozetrzyj ją patyczkiem kosmetycznym. P.S. Ostatnio zamiast patyczka użyłam drugiej strony ołówka z gumką, ale nie wiem, czy wypada mi polecać wam tę metodę.

MAGICZNA RÓŻDŻKA

Jeżeli po różu na policzkach zostało tylko wspomnienie, wyciągnij czarodziejski... błyszczyk z pędzelkiem. Jeśli ma odcień między baby pink a malinowym – jesteś uratowana. Rozetrzyj kroplę palcem na szczytach kości policzkowych i już się słodko rumienisz.

OD RĘKI, GOTOWA, MAT!

Nawet jeżeli uda ci się uniknąć rzęsistego deszczu, wraz ze wzrostem wilgotności powietrza podkład traci swoją „przyczepność” i właściwości kryjące. Dlatego gdy zaświeci się kontrolka alarmowa błyszczącego nosa, zamiast fiksować resztki podkładu sypkim pudrem, użyj chusteczek matujących lub... papieru śniadaniowego (równie dobrze pochłania wilgoć).

ZAIMPREGNUJ CIENIE

Jeżeli w obawie przed wieczornym deszczem (lub nieoczekiwaną kąpielą) już chciałaś zrezygnować z koloru na powiece (polecam monochromatyczną zieleń z pokazu Westwood lub róż jak u Moschino), wypróbuj preparat umożliwiający aplikację cieni na mokro, który jednocześnie działa na nie jak impregnat. Sprawdź Duraline od Inglota (20 zł).