"Kto raz prześpi się w lnie, ten nie będzie chciał zamienić go na żadną inną pościel" - tak o swoich lnianych produktach mówią Helena i Maria, siostry, które stworzyły piękną markę ŁYKO. Chyba coś musi w tym być, bo kilka dni temu lniana pościel ŁYKO została wyróżniona na targach Łódź Design Festival jako tegoroczny MUST HAVE. Poznajcie kobiety stojące za tym sukcesem.

Skąd wziął się pomysł na ŁYKO?

Helena: ŁYKO to wynik wielu czynników. Ja zawsze myślałam o swoim biznesie. Tuż po studiach (obroniłam dyplom na warszawskiej uczelni SGH) zostałam mamą i tym mocniej chciałam zrealizować swój plan. Marzyłam o rozwiązaniu, które pozwoliłoby mi zostać z dzieckiem w domu. Marysia z kolei ukończyła Wzornictwo Przemysłowe na warszawskiej ASP i miała milion pomysłów co dalej. Obie czułyśmy, że brakuje pięknych minimalistycznych tkanin z ładnymi nadrukami, że polski rynek zalany jest poliestrem i wzorami, które proszą o schowanie ich w czeluściach szafy. W fazie prób i testów poznałyśmy zmiękczany len najlepszej jakości. I mimo, że miały być też inne tkaniny, to len przejął całą naszą firmę. Cóż się dziwić: najstarsza i najszlachetniejsza z tkanin, z właściwościami zdrowotnymi. Niezwykle wytrzymała i po prostu piękna!

Prowadzenie własnego biznesu nie jest prostą sprawą i zwykle wymaga przedsiębiorczości, odwagi i pomysłu. Jakimi kobietami jesteście? Jakie cechy pomogły Wam dojść do miejsca, w którym jesteście dziś? Macie poczucie, że kobietom trudniej jest zaistnieć w biznesie czy nie miałyście żadnych doświadczeń, które by o tym świadczyły?

Helena: Jak wspomniałam, dla mnie biznes miał być pomysłem na połączenie życia prywatnego z zawodowym, bym nie musiała wracać do pracy i zostawiać dziecka z nianią lub w żłobku. O naiwności! Praca w każdym wolnym od dzieci momencie, nocami bądź w godzinach, kiedy mąż wraca z pracy i przejmuje opiekę nad dzieckiem, potrafi wykończyć fizycznie i psychicznie. Czuje, że jestem kobietą bardzo silną i wytrzymałą. Szczerze? Nie wyobrażam sobie na moim miejscu mężczyzny. Są chwile, kiedy trzymam młodszą córkę przy piersi, starszej rysuje pieska, a przy uchu trzymam telefon i zamawiam tkaniny. Także najważniejsze hasło w tym biznesie to zdecydowanie „multitasking”, którego synonimem jest kobieta! (śmiech)

Maria: Helena jest bardzo uporządkowana - żona, mama dwójki dzieci. Wie, gdzie jest i gdzie chce się znaleźć. Ja jestem kompletnie inna. Chciałabym podróżować po świecie, sama nie wiem gdzie znajdę się docelowo. Niedawno dostałam się na Rzeźbę na ASP. Mam dużo pomysłów na ŁYKO i to jest coś, co daje mi moc i siłę.

Helena: Marysia to artystka! I to jest dla nas bardzo cenna cecha. Jej wykształcenie pozwala nam podejść do produktu i identyfikacji wizualnej profesjonalnie. Marysia też wpadła na pomysł rozszerzenia oferty o kimona, które sama zaprojektowała. Pracujemy właśnie nad nową kolekcją!

Jesteście siostrami. Jak prowadzi się biznes wspólnie z rodzeństwem?

Maria: Prosimy o następne pytanie! (śmiech)

Helena: Na początku zupełnie inaczej podchodziłyśmy do wspólnego biznesu: ja chciałam żeby stało się to moim źródłem utrzymania i czymś pozwalającym realizować siebie. Marysia traktowała to jako „projekt”, zajmując się w tym samym czasie setką innych rzeczy. Nasze pierwsze spotkania zarządu kończyły się awanturami i płaczem. Mediatorami byli oczywiście rodzice. ŁYKO ma już prawie 2 lata i w tym momencie już wiemy, czego możemy od siebie oczekiwać. Już się „dotarłyśmy”.

Wasze produkty cechuje minimalizm i prostota. Dlaczego akurat te idee są Wam bliskie? Czy to próba kontry do nadmiaru i pędu dzisiejszego świata? Czy może powód jest jakiś inny? (śmiech)

Maria: Dokładnie tak! Kontra do sezonowości też. Jednokolorowa pościel zawsze będzie „na czasie”, a lniana się nie zestarzeje i nie wyjdzie z mody. Z nadrukami może być różnie, a dostępna na rynku bawełna to już nie ta tkanina co kiedyś. Bazujemy na kolorach, dobierając je tak, by każdy do każdego pasował. Najważniejsza jest dla mnie jakość produktu tak, żeby służył na długie lata.

Jak same mówicie, jesteście fankami dobrego wzornictwa. Jaki jest Wasz ulubiony wnętrzarski trend?

Maria: Wnętrzarsko zdecydowanie to, co się dzieje w Australii i Nowej Zelandii. Naturalne tkaniny, przede wszystkim len i bambus, prostota. A ogólnie bardzo inspirują nas młode marki prowadzone przez fajne dziewczyny z zagranicy takie jak LRNCE czy Paloma’s Wool. Bardzo podoba mi się jak każda z tych marek indywidualizuje swoje produkty i wykonuje je w limitowanych seriach. Wydaje mi się, że coraz częściej jesteśmy w stanie działać według własnych reguł i tym samym tworzyć coś zupełnie swojego. Dlatego tez dla mnie najgorętszym trendem jest personalizacja. Albo brak trendu jako takiego. Podoba mi się pełna swoboda projektowa, na którą jest coraz więcej miejsca.

Są rzeczy, które nigdy nie wychodzą z mody, jak np. mała czarna. W co – Waszym zdaniem – warto inwestować, jeśli chodzi o wnętrza?

Helena: Warto inwestować w len! (śmiech) To jest prawdziwa inwestycja, bo pościel lniana, czy lniane obrusy potrafią być dziesięć razy droższe od bawełnianych (a z drugiej strony czasami potrafimy wydać tyle na jedną sukienkę, parę butów czy płaszcz, który służy nam rok). Staramy się, żeby nasze produkty nie były zakupem na jeden sezon, a na lata. Żeby móc przekazać je dzieciom, tak jak to robiły nasze babcie.

Bardzo dziękuję za rozmowę! Trzymam kciuki za dalszy rozwój ŁYKO i życzę dużo sukcesów (lnianych i nie tylko)!