Japana to marka, która zrodziła się z miłości do Japoni, ale sukces zawdzięcza trzem przebojowym, silnym kobietom. Kamila Hankiewicz, Anna Maria Szymczak i Anna Czarnowska to dziewczyny, które połączyła fascynacja kulturą Japonii i siłą kobiet Samurajek. Poznajcie Japana!

Wasz biznes jest bardzo oryginalny. Skąd wziął się ten pomysł?

Kamila: Fascynacja japońskimi nożami ze stali damasceńskiej zrodziła się ponad 2 lata temu, kiedy szukałam prezentu świątecznego dla swojego partnera. Cena japońskich noży w sklepach jest zaporowa, dlatego zaczęłam szukać innego rozwiązania. Udało mi się skontaktować z japońskim kowalem, który stworzył dla mnie nóż szefa tj. gyuto z wygrawerowaną w katakanie dedykacją dla Kuby, mojego partnera. Nóż był przepiękny, a cena bardzo przystępna, dlatego zaczęłam rozważać to jako pomysł na biznes. Pomysł spodobał się mojej przyjaciółce Ani Szymczak i tak wszystko się zaczęło. Pod koniec ubiegłego roku dołączyła do nas Anna Czarnowska, projektantka wnętrz i produktów.

Pierwszy krok zwykle wymaga dużo siły i determinacji, a początki bywają trudne. Jak wyglądał Wasz start?

Ania Szymczak: Miałyśmy wiele różnych problemów, począwszy od spraw organizacyjnych, braku czasu, który związany był z pracą na dwa etaty aż po różnice kulturowe, które okazały się trudne do pokonania, zwłaszcza na początku. Miałyśmy także problem z konkurencją, która w tej branży jest niezwykle silna i gra dość nieczysto. Duzi odbiorcy, przez to, że zamawiają noże w ilościach hurtowych, mieli zupełnie inną pozycję przetargową niż my, w związku z tym mogli sobie pozwolić na dużo więcej. Sposób robienia biznesu u Japończyków wygląda zupełnie inaczej niż u nas i to też sprawiało nam na początku sporo kłopotów.

Czyli rozumiem, że miałyście okazję doświadczyć różnic kulturowych na własnej skórze?

Ania Szymczak: Oj tak. Szybko przekonałyśmy się jak łatwo można urazić Japończyków.  Z Japończykami jest ten problem, że można nie być świadomym, że się ich uraziło, a oni nic nie dadzą po sobie poznać i problem wypłynie nieoczekiwanie gdzieś później. Nasz pierwszy większy dostawca z dnia na dzień odmówił współpracy z nami i wstrzymał wszystkie dostawy tylko dlatego, że poskarżyłyśmy się na długi czas przetwarzania zamówień. Teraz mamy już zupełnie inne podejście, jesteśmy bardziej delikatne w kontaktach z Japończykami.

Wspomniałyście, że dotychczas noże były uważane za 'boy's toy', a Wy staracie się ten obraz zmienić, promując obraz kobiety Samurajki (onna bugeisha). Kim właściwie są kobiety Samurajki?

KamilaJapońskie noże tworzone są w tej samej technice co broń samurajska - słynne katany. Niewiele osób wie, że w starodawnej Japonii istniały waleczne Samurajki, zwane onna bu-geisha. Były szkolone w samoobronie i manewrach ofensywnych w taki sam sposób jak mężczyźni, jednak używały broni specjalnie zaprojektowanej dla kobiet, zwanej Naginata, aby zapewnić im lepszą równowagę, biorąc pod uwagę ich mniejszą posturę. Przez lata onna-bugeisha’s walczyły u boku samurajów, utrzymywały te same standardy i miały te same obowiązki. Uważano je za niezwykle silne i niezależne kobiety. Jedną z pierwszych samurajskich wojowniczek była Cesarzowa Jingū, (ok. 169-269 roku) która wykorzystała swoje umiejętności, by zainspirować zmiany gospodarcze i społeczne.

Prowadzenie własnego biznesu wymaga sporo siły i odwagi. Czy same postrzegacie się za takie onna-bugeisha? (śmiech)

Ania Szymczak: Teraz na pewno tak, te 2 lata wiele nas nauczyły i umocniły charakter. Nasza siła tkwi głównie w jasnym podziale zadań i tak naprawdę w różnicy charakterów. Kamila jest bardziej stanowcza, daje upust emocjom, co kiedyś przestraszyło naszych biednych Japończyków (śmiech). Ja jestem bardziej wyważona, więc nieraz gasiłam pożary i wyjaśniałam nieporozumienia. Każda z nas zajmuje się tym, co lubi robić najbardziej, w czym czuje się najlepiej.

Wasza marka jest silnie związana z Japonią, gdzie wciąż dominuje patriarchalny model rodziny, i co za tym idzie, postrzegania kobiet. Czy miałyście okazję doświadczyć tego na własnej skórze? A jeśli tak, to jak sobie z tym poradziłyście?

Kamila: Japonia jest krajem kontrastów, z jednej strony jest to jeden z najbardziej rozwiniętych technologicznie państw, a z drugiej, występuje wielkie przywiązanie do honoru, tradycji i budowania zaufania przez wiele lat. Nasza branża jest bardzo konserwatywna, dlatego dużo czasu zajęło nam, żeby to zaufanie zyskać. Szczególnie będąc przeciwieństwem tego, czego Japończycy oczekują we wzorcowym partnerze biznesowym - starszego, doświadczonego mężczyzny. Ale my Polki wiemy jak zaskarbić sobie sympatię, dlatego przy naszej ostatniej podróży do Japonii na spotkanie z kontrahentami przywieźliśmy dużo słodyczy i naszej polskiej wódki. (śmiech).

Co można znaleźć w Waszej ofercie? Czy Japana to tylko japońskie noże?

Ania Czarnowska: Będąc projektantką wnętrz i mebli, chciałabym stworzyć produkty, które będą cieszyć oko w wielu pomieszczeniach, takie jak dywan, lustra, poduszki dekoracyjne i inne akcesoria. Po kolekcji kintsugi planujemy kolekcję cut czyli cięcie. Będą to produkty z asymetrycznym motywem. Styl japoński zawsze mnie fascynował. Kiedy Kamila zaproponowała mi współpracę - od razu miało to dla mnie sens, mogę powrócić do źródła inspiracji.

Kamila: W 2016 zaczęłyśmy od sprzedawania ręcznie robionych noży kuchennych sprowadzanych z Japonii. Od dwóch miesięcy tworzymy też własne produkty skupione wokół noży, tak zwane satellite products, takie jak listwy magnetyczne czy wazy ceramiczne. Niedługo wypuszczamy na rynek własną serię nawiązującą do starodawnej Japońskiej sztuki kintsugi - łączenia pobitej ceramiki złotem. Chcemy, żeby wszystkie produkty, które wprowadzamy bazowały na materiałach, z których są wykonane noże: stal, drewno i kamień.

Czego Wam zatem życzyć na 2018?

Ania Czarnowska: Chcemy promować i zdominować rynek produktów Japońskich i inspirowanych Japonią, od produktów do kuchni i domu po high-endową linii odzieżową. Planów mamy mnóstwo! (śmiech).

W takim razie życzę spełnienia wszystkich planów i wielu sukcesów! Bardzo dziękuję za rozmowę!