Na rynku wypełniaczy to całkiem „świeża” nowość. Hydroksyapatyt wapnia pod nazwą Radiesse został dopuszczony do użytku przez najbardziej restrykcyjny organ: FDA (amerykański Urząd ds. Rejestracji Żywności i Leków) w 2006 roku. W porównaniu z kwasem jest trwalszy (efekt od 1 do 1,5 roku) i nieco bardziej plastyczny. Nie można jednak wstrzyknąć go zbyt płytko, bo ma biały kolor i byłby widoczny pod cienką warstwą skóry.

Nasza testerka Liliana ma świetną cerę, ale (mimo że?) pali 30 papierosów dziennie. W związku z tym powstały dosyć głębokie bruzdy nosowo-wargowe i tzw. linie marionetki (od kącików ust w dół, które powodują zmartwiony wyraz twarzy). Do redukowania takich zapadnięć skóry idealny jest nowy wypełniacz Radiesse. W instytucie Beauty Derm dowiadujemy się, że zabieg można wykonać natychmiast (nie potrzeba wstępnej konsultacji), jeśli z ankiety lekarskiej nie wynikną żadne przeciwskazania. Liliana decyduje się od razu. Spędza 40 minut ze znieczulającym kremem Emla. W tym czasie pani doktor miesza produkt z lidokainą, substancją znieczulającą, dzięki której tylko pierwsze wkłucie będzie bolesne. Preparat wygada jak biały klej biurowy. Do wypełnienia czterech naprawdę głębokich bruzd potrzebna będzie strzykawka o pojemności 1,5 ml (to koszt 1800 zł).

Liliana zostaje poinformowana, że przez kilka dni może jeszcze wyczuwać preparat pod skórą, a obrzęki są absolutnie normalne. Pani doktor wykonuje kilka wkłuć (po 3, 4 na bruzdę, podając preparat w formie „siateczki” w pionie i poziomie). Dosłownie na naszych oczach bruzdy symetrycznie się wypełniają, prawie znikają. Liliana twierdzi, że uczucie nie jest bardziej bolesne od ukąszenia solidnego komara. Problem bruzdy można zlikwidować jednym wstrzyknięciem. Zabieg trwa ok. 20 minut. Dzień po Liliana czuje lekki ból przy schylaniu, pojawiły się też siniaki. Po tygodniu widać pełny efekt!