Poniższy fragment książki "Moja siła. Jak wyrwać się z kręgu przemocy i zacząć życie bez lęku” Justyny Moraczewskiej niech będzie dla Was przestrogą lub chwilą, w której zastanowicie się, czy same albo ktoś z Waszego otoczenia, nie doświadcza podobnych, trudnych sytuacji. Może czeka na wsparcie, dobre słowo albo potrzebuje realnej i konkretnej pomocy.

 

Przeczytajcie i otwórzcie oczy:

Sylwia
44 lata mama 13-letniej Heleny i 17-letniej Natalii prowadzi własną agencję PR ofiara przemocy

R O D Z I N A


Jak się poznają? To zupełnie zwyczajna historia. Sylwia i Tomek spotykają się na studenckiej imprezie. On studiuje architekturę, ona prawo. Sylwia nie jest nim specjalnie zainteresowana, ale on natarczywie zabiega o jej względy. Jest na tyle zdeterminowany, że ostatecznie zdobywa jej numer telefonu od wspólnych znajomych. Kiedy Sylwia sięga pamięcią, to słowo, które przychodzi jej pierwsze na myśl, a będzie go później dobrze charakteryzować, to przymiotnik u p i e r d l i w y. Był upierdliwy na tyle, żeby ostatecznie wymóc na niej pierwsze spotkanie, później drugie i kolejne. Każdej kobiecie pochlebia, że ktoś jest nią tak bardzo zainteresowany, że o nią zabiega i że mu tak bardzo zależy. To pochlebia, zwłaszcza kiedy w grę w chodzi niskie poczucie własnej wartości. Sylwia z rodzinnego domu nie wyszła zbudowana. Klasyczny zimny chów. Wychowanie oparte na permanentnym wytykaniu błędów i mankamentów, gdzie kara jest na porządku dziennym i nie ma miejsca na nagrody. To, co złe, jest wyolbrzymiane, sukcesy ignorowane, pomijane milczeniem. Nikt nie chwali, nie komplementuje, nie docenia. A kiedy to się dzieje przez lata, te najważniejsze lata, jeśli chodzi o kształtowanie człowieka, jego myślenia o sobie, jego narracji na swój temat, o ten ostatecznie z domu wychodzi niepewny siebie i szalenie podatny na wpływ innych.

Niepewnej siebie dziewczynie łatwo też zaimponować. Sylwia jest z bloku. Pochodzi z niezbyt zamożnej rodziny o niskim statusie społecznym. Rodzina Tomka to inny, lepszy świat. Dom z ogrodem pod Warszawą, kilka lat spędzonych na placówce za granicą, znajomość kilku języków obcych na porządku dziennym, nienaganne maniery. Typowi państwo ę-ą. Zero kłótni i awantur, które u niej w domu były na porządku dziennym. Tu widzi, że można odnosić się do siebie z szacunkiem i komunikować okrągłymi zdaniami. Dopiero za jakiś czas Sylwia ma dowiedzieć się, że ten pozorny szacunek to zwykła obojętność i chłód emocjonalny, a cały obrazek to jedynie fasada. Ale ta lukrowana fasada w tym momencie kompletnie ją uwodzi. A marzenie o tym, żeby stać się częścią takiej rodziny, staje się ostatecznym czynnikiem, dla którego wchodzi w ten związek. Tomek deklaruje miłość, tymczasem ona nie jest pewna, co tak naprawdę czuje, ale sprawy toczą się dość szybko. Zostają parą. W tym czasie Sylwia jest już niezależna, mieszka sama, pracuje i studiuje jednocześnie; Tomek mieszka z rodzicami. Sylwia nie może pozbyć się niepokojącego wrażenia, że jest totalnym maminsynkiem. Ale przecież to się zmieni. Ona to zmieni. Tak myśli.

ALERT


Kiedy Tomek nocuje u Sylwii, zawsze nastawia budzik na piątą rano, żeby zdążyć wrócić do siebie, do mamy, tak żeby sądziła, że spędził w domu całą noc i wstał na śniadanie, które ona mu przygotowała. ALERT to czerwone światełko, jedno z tych, jakie się ostrzegawczo zapalają na kontrolce intuicji, ale z niewiadomych powodów zostają zignorowane.

Czy nie rozmawia z nim o tym? Oczywiście, że tak. I wywiera presję, żeby Tomasz podjął ostateczną decyzję: albo wprowadza się do niej, albo mieszka z mamą, bo Sylwia nie życzy sobie porannych pobudek o piątej i całej tej groteskowej, w jej oczach, sytuacji. Przez kilka kolejnych lat Tomek będzie żył z nią w mieszkaniu, które Sylwia wynajmuje i za które ona sama będzie płacić. Nie tylko za mieszkanie zresztą. Przez ten pierwszy okres związku to ona będzie ich utrzymywać.


Czy rozmawiali o pieniądzach? W ogóle. Sylwia pracuje jako stewardesa, są lata dziewięćdziesiąte, diety dostaje w dolarach, co na tamte czasy gwarantuje naprawdę dobry status materialny, zwłaszcza dla dwudziestotrzyletniej studentki. Zresztą pieniądze to temat wstydliwy – szczególnie kobiecie nie wypada o nich mówić. Są tematem tabu, porusza się go tylko wtedy, kiedy jest z nimi problem. To znowu kwestia wychowania. W domu się o nich nie rozmawiało.

 

ZOBACZ TEŻ:

Z N A K I


Czerwone światła. W pierwszych latach związku zapala się ich sporo, chociaż z pozoru jeszcze nic nie wskazuje na to, że Tomek ma skłonności przemocowe. Na pewno zaczynają się pojawiać symptomy, że ma skłonności do sprawowania kontroli. Tyle że właśnie sprawowanie nad kimś kontroli jest istotą przemocy.


ALERT

Pierwsza wizyta na obiedzie u jego rodziców. Tomek ma im przedstawić Sylwię. Ona oczywiście niezwykle przejęta, ubiera się elegancko w zwiewną sukienkę i maluje usta wyrazistym kolorem szminki. „Nie możesz z takimi ustami jechać do mamy. Nie mam mowy”. Sylwia czuje wewnętrzny bunt, dochodzi do kłótni. Ostatecznie daje się spacyfikować i zmywa szminkę, ale wie, że to nie jest OK, że to jest bardzo daleko od OK.

ALERT

Tomek otrzymuje stypendium z Erasmusa we Francji. Oznajmia, że wyjeżdża na rok, sam. Sylwia czuje się urażona, nie wyobraża sobie takiej sytuacji. Przypuszcza, że jeśli Tomek pojedzie sam na rok za granicę, ten związek się rozpadnie. Tomek nie widzi problemu, nie widzi też dla niej miejsca we Francji: „Co niby miałabyś tam robić?”. Sylwia wścieka się do tego stopnia, że w desperacji dzwoni poskarżyć się jego matce, która ostatecznie nakazuje synowi zabrać ją ze sobą. W końcu jest jego dziewczyną.

Tomek mówi perfekcyjnie po francusku – był z rodzicami na placówce we francuskojęzycznym państwie i chodził do francuskiej szkoły. Sylwia nie zna ani słowa. On nie zamierza jej pomagać. „Zapisz się na jakiś kurs”, słyszy. Trudno zapisać się na kurs, nie znając ani słowa po francusku. Tomek nie jest tym specjalnie przejęty. Musi radzić sobie sama. Jest zawzięta i piekielnie ambitna. Przez trzy tygodnie siedzi w kinie na festiwalu filmów francuskojęzycznych i ogląda je, nic nie rozumiejąc. Potem idzie do Institut Français i łamaną francuszczyzną zapisuje się na kurs. Problem polega na tym, że Tomek ma swoje stypendium, a ona nie pracuje, więc nie ma pieniędzy. Karta się odwraca. Ale za każdym razem, kiedy go prosi o jakąś sumę, słyszy, że on nie ma pieniędzy. Czasem coś jej da, czasem nie. Sylwia nigdy nie wie, jaki będzie miał humor i czy wydzieli jej jakiekolwiek kieszonkowe. Chodzi głodna. Tak zapamięta pobyt we Francji, że była wiecznie głodna... Po trzech miesiącach dostaje się na studia na filologię francuską dla obcokrajowców, na trzeci rok. Od rana do wieczora się uczy. Niekiedy siedzi przy jednej kawie przez pół dnia. Na lunch nie dostaje pieniędzy. Przestaje zresztą prosić.

ZOBACZ TEŻ:

ALERT

Powrót z Francji. Po drodze przystanek w Amsterdamie. Tomek zaskakuje ją: „Wiesz, w tym Amsterdamie jest ulica z jubilerami, chodźmy tam, wybierzesz sobie pierścionek zaręczynowy”. Kiedy dziewczyna słyszy taką deklarację od swojego faceta, ma prawo zacząć budować sobie w głowie konkretny scenariusz. Poczuć przyjemne ukłucie w sercu. Chodzą od jubilera do jubilera, Sylwia ogląda pierścionki, w końcu zatrzymuje się przy którymś: „Och, ten mi się podoba!”. Przymierza pierścionek, jest naprawdę piękny, jak z marzeń, chociaż przecież nie wybrała najdroższego. Mimo to słyszy za plecami: „Jest zdecydowanie za drogi”. „Wiesz, generalnie w ogóle ten pomysł z pierścionkiem nie jest dobry, nie mam tyle pieniędzy, wracamy do Polski i musimy jakoś przeżyć, dopóki nie znajdziemy pracy”.

Sylwia reaguje jak mała dziewczynka, której obiecano wymarzoną lalkę i w sklepie zostaje jej wyrwana z rąk. Zaczyna szlochać: „Ale obiecałeś! To kupmy inny, kupmy tańszy”. Ale Tomek jest niewzruszony. Po miesiącu, już w Polsce, zaprasza ją na kolację i oświadcza się, zakładając jej na palec pierścionek, na który nie wydał ani grosza. Pierścionek po prababci albo po dalekiej cioci, w sumie bez znaczenia. Sylwia zgadza się, chociaż nie czuje radości. Po tygodniu obrączka pierścionka pęka jej na palcu. Pierścionek, który przetrwał ponad 100 lat, nagle pęka, tak po prostu. Sylwia zauważa, ale ignoruje znak.

- Wiesz, już podczas tego wyjazdu do Francji, przez ten rok, dowiedziałam się o tym gościu wszystkiego. Zamiast z nim zerwać, dalej tkwiłam w tym związku, ponieważ zadziała zasada konsekwencji, która w psychologii oznacza, że jak się powiedziało „A”, to należy powiedzieć „B”. Jeśli już stałam w kolejce dwie godziny i wiem, że jeszcze będę stała dwie, to nie odejdę z tej kolejki, choć czuję kompletny bezsens tego działania. Nie odejdę, bo przecież straciłam już te dwie godziny. I tak też jest, że patrzymy na związek przez pryzmat zysków i strat. A ja przecież wtedy tyle już zainwestowałam, tyle pieniędzy, tyle czasu, swojej młodości, zaangażowania. Już sobie przecież ułożyłam w głowie obrazek naszej rodziny, naszych dzieci. Gasiłam czerwone światła i brnęłam dalej…

ZOBACZ TEŻ:

NIEMIŁOŚĆ

Temat ślubu przewija się od czasu do czasu. Tomek o nim wspomina, Sylwia dyplomatycznie unika. I nagle dzieje się coś nieoczekiwanego. Takie rzeczy zazwyczaj dzieją się nieoczekiwanie, a raczej spadają jak grom z jasnego nieba. Sylwia poznaje kogoś i zakochuje się po uszy. Wie, że to jest właśnie miłość, ta bezwarunkowa, płynąca prosto z serca. Zrywa z Tomkiem i wchodzi w nowy związek. Mogłoby zakończyć się happy endem, ale kończy się inaczej. Po niecałym roku znajomości jej nowy chłopak ginie w wypadku samochodowym, a Sylwia kompletnie się rozsypuje. To najbardziej traumatyczne przeżycie, jakiego doświadczyła do tej pory. Jest przekonana, że świat się zawalił i nie ma już po co żyć. Zamyka się w domu. Tygodniami leży w łóżku i płacze. A kiedy mija kolejny tydzień, pojawia się Tomek w roli troskliwego pocieszyciela. I kolejny raz jest skutecznie namolny. Sylwia jest w takim dole, w jakim człowiek staje się kompletnie bezsilny i tak naprawdę jest mu wszystko jedno. W tym stanie każdy może zrobić z nią co chce. On jest opiekuńczy, a Sylwia, kiedy powoli zaczyna odzyskiwać kontakt z rzeczywistością, zaczyna też kalkulować. Jest przekonana, że już nigdy się nie zakocha. Ma wrażenie, że nic dobrego już w życiu jej nie spotka, a on jest przynajmniej kimś, kogo zna, nawet jeśli zna go jak zły szeląg. Przynajmniej wie, czego się może po nim spodziewać. Może tak właśnie miało być? Może jest po prostu na niego skazana? Jej serce rozbite jest na tysiąc drobnych kawałków, więc może słuchać wyłącznie rozsądku. Ostatecznie daje się pociągnąć za rękę i wchodzi w ten związek ponownie, tym razem po czubek z kokardą.
(…)

D O M

Pierwsza ciąża kończy się poronieniem. Kolejne traumatyczne przeżycie. Tomka nie ma obok. Za to dzwoni do swojej mamy, żeby to ona przyjechała do szpitala wspierać Sylwię. Mimo to stara się z nim o kolejne dziecko, chyba przede wszystkim po to, żeby wyjść z traumy poronienia. Ich córka przychodzi na świat, a ona zostaje z nią pozostawiona kompletnie sama. Przed ciążą zaczęła studiować psychologię, co drugi weekend ma zajęcia. W te weekendy prosi Tomka o pomoc. Słyszy, że jest złą matką. Tomasz wścieka się – zabiera co prawda dziecko, ale regularnie wozi je do swoich rodziców. Odbiera dopiero wieczorem w niedzielę, dokładnie w momencie, kiedy kończą się zajęcia Sylwii. Po latach w sądzie usłyszy, że była beznadziejną matką i porzucała swoje małe dziecko, którym to on musiał się zajmować. Tomek zarabia już naprawdę dobrze, pracując na wysokim stanowisku w jednej z największych korporacji w Polsce. Nie mają wspólnego konta. Sylwia zawsze stara się mieć swoje własne pieniądze. Zresztą musi je mieć, bo dzielą się na pół kosztami utrzymania domu, pomimo że on zarabia pięć razy więcej od niej. Z drugiej strony Sylwia świetnie zdaje sobie sprawę, że jeśli nie będzie miała swoich pieniędzy, stanie się całkowicie bezwolna i podporządkowana. Tym bardziej nie zamierza zrezygnować z pracy zawodowej, do czego namawia ją Tomek. W jego rodzinie kobiety nie pracują. Są utrzymywane przez mężów. Sylwii powoli otwierają się oczy. Dociera do niej, że te kobiety są całkowicie ubezwłasnowolnione, i to mężczyźni kierują ich życiem. One tak naprawdę nie mają nic do powiedzenia. Kiedy odzywają się przy stole, są szybko gaszone: „Och, Irenko, co ty tam opowiadasz, kocie?”. Siad! A one potulnie akceptują taki stan rzeczy. Uważają, że tak musi być, że tak działa świat.

(…)

U P O K O R Z E N I E

Kiedy pomiędzy dwojgiem ludzi zaczyna być katastrofalnie, decyzja o drugim dziecku wydaje się irracjonalna, ale to często deska ratunku, po którą sięga kobieta. Po drugim urlopie macierzyńskim Sylwia znów traci pracę. Dokładnie tak jak po poprzednim, cztery lata wcześniej. Jej chęć powrotu do zawodowej aktywności to tylko jeden powodów kłótni. Bo awantury w ich domu są już na porządku dziennym.
Podczas tych awantur Tomek nigdy nie odpuszcza, dopóki nie postawi na swoim. Sylwia jest już tak zmęczona, że wybiera model ucieczkowy i podczas kłótni, nie mogąc się przebić przez potok jego słów ani go zakończyć, wychodzi z salonu, wymyka się z kuchni. Zamyka się w sypialni. Ale on nie daje za wygraną. Potrafi wbiec za nią do sypialni, zapalić światło prosto w twarz, ściągnąć z niej kołdrę.


„Teraz będziemy rozmawiać!”
„Ale ja nie chcę, proszę”.
„Ale będziemy, aż ja skończę”.

To psychiczne dręczenie staje się nie do wytrzymania. Sylwia jest w potrzasku i nie widzi wyjścia. Straciła pracę, jest z dwójką dzieci, zerwała kontakt z własnymi rodzicami, więc nie znajdzie u nich wsparcia. Tomek wie dobrze, że ma nad nią pod każdym względem przewagę.

Z kłótni wpadają w kłótnię. Sylwia się stawia, a to doprowadza Tomka do szału. Ma być tak jak on chce. A ona ma nie wierzgać, nie dyskutować, ma przejmować jego punkt widzenia i się go słuchać. Nie ma od niego ucieczki. Kiedy w trakcie awantur Sylwia chce wyjść z domu, on zabiera jej klucze, wyrywa z rąk kluczyki od samochodu, staje w drzwiach i trzyma za ramiona, tak żeby nie mogła się ruszyć. Gdyby spokorniała, dałby jej spokój. Tylko że ona nie wyobraża sobie życia, w którym jest całkowicie podporządkowana facetowi. Wie, że powinni się rozstać, wie, że musi, ale kompletnie nie wie, jak ma to zrobić – z dwójką dzieci i bez źródła utrzymania. Niskie poczucie własnej wartości, z którym wyszła z domu, znowu daje o sobie znać. Kiedy zabrakło zewnętrznej gratyfikacji, którą dostawała na studiach i później w pracy, gdzie ją doceniano, tak łatwo wdeptać ją w ziemię. Gdy Sylwia rodziła dzieci i traciła kolejną pracę, Tomek robił zawrotną karierę. Ona jest nikim i teraz czuje, że rzeczywiście nie reprezentuje sobą niczego. Nikt nie przyjmie jej do pracy, a tym bardziej żaden facet jej nie zechce. Tomek robi wszystko, żeby utwierdzić ją w tym przekonaniu:

„Z dwójką dzieci? Laska w tym wieku? Kto by cię chciał? A w ogóle, to jesteś nikim beze mnie! Nikim. Zerem. Rozumiesz? To ja cię stworzyłem”.

S T R A C H

Sylwia popada w apatyczną rezygnację. Tomek pracuje. Również po godzinach. Praktycznie codziennie wychodzi na służbowe kolacje. Wraca zazwyczaj o piątej nad ranem. Śpi trzy godziny, żeby na dziewiątą zdążyć do biura. Sylwia mu współczuje – może jest przemocowy, ale przecież tak ciężko pracuje. Jeszcze nie widzi analogii do sytuacji, kiedy wiele lat wcześniej u niej w domu nastawiał budzik na piątą, żeby zdążyć wrócić na śniadanie do mamy. Dopiero po jakimś czasie odkryje, że nie było żadnych służbowych kolacji. Przez pięć lat nie było żadnych kolacji służbowych, bo w czasie kryzysu został przykręcony budżet firmy. Nie było na nie kasy. Czy miał z kimś romans? „Ha, ha, Sylwia! Ty się raczej zapytaj mnie, z kim on nie miał romansu! On był w stanie wyruchać wszystko na każdej imprezie”. To zdanie usłyszy niebawem od koleżanki, która z nim pracowała.

(…)

Któregoś wieczoru wraca do domu po alkoholu. Jest nabuzowany. „Pokażę ci, kto tu rządzi!” Rzuca ją na łóżko, zrywa ubrania, próbuje dusić i w brutalny sposób zgwałcić. Sylwia broni się, jedyna przewaga wynika z faktu, że on jest mocno wstawiony. W końcu wbija mu zęby w rękę, na tyle mocno, że zaczyna krwawić.

Po próbie gwałtu Tomek obiecuje, że pójdzie na terapię radzenia sobie z agresją. Po pierwszym spotkaniu rezygnuje:
„Same głupoty”.

Kiedy przekracza tę cienką czerwoną linię, nagle zmienia biegun i potrafi być wspaniały. Kupuje Sylwii prezenty, zaprasza na kolacje, adoruje. Cykl dobroci kończy się, kiedy w jakiejkolwiek sprawie ona mu się sprzeciwia. Wtedy hamulce puszczają. Podczas awantur Sylwia potrafi wybiec na korytarz, on biegnie za nią, wciąga po schodach, na siłę odrywa jej palce od poręczy, za którą się trzyma.

„Ale przecież ja cię nie pobiłem!”
To zdanie słyszy bardzo często.

(…)

Strach to dominująca emocja. Sylwia boi się, że w którymś momencie Tomek posunie się dalej i rzeczywiście ją uderzy. Boi się o siebie, ale boi się też zrobić pierwszy krok. Najzwyczajniej w świecie boi się, czy da sobie radę, czy będzie miała wystarczająco pieniędzy, czy będzie miała gdzie mieszkać z córkami. Ale strach jest najgorszym z możliwych doradców. Patrząc z perspektywy strachu, zawsze widzisz czarny scenariusz – tylko ten, w którym ci nie wyjdzie. Ale przychodzi moment, kiedy Sylwia zadaje sobie kluczowe pytanie: „Czy ja naprawdę chcę TAK do końca życia?”. Dała sobie wmówić, że jest stara i brzydka. Rany! To dopiero połowa jej życia. Przed nią co najmniej drugie tyle. Może jeszcze dobrze żyć w wieku pięćdziesięciu czy sześćdziesięciu lat. Gdzie ja siebie widzę za te dziesięć, dwadzieścia lat? Jaka będę? Tutaj? Z nim? Ta wizja, bardzo klarowna, to ostateczny bodziec do działania.

 

Historia Sylwii to fragment książki "Moja siła. Jak wyrwać się z kręgu przemocy i zacząć życie bez lęku” Justyny Moraczewskiej, którą będzie można kupić w księgarniach już od 14 kwietnia 2021. To książka, która porusza ważny temat przemocy, a ta może przybierać różne, czasem bardzo wyrafinowane formy.

W cieniu oprawcy nawet pozornie najmocniejsze osoby mogą stać się uległymi ofiarami. Krok po kroku rezygnować z samych siebie, ze swoich marzeń, a ostatecznie z poczucia godności, poddając się toksycznemu partnerowi. Lęk, bezsilność, uzależnienie – w poczuciu tego wszystkiego można żyć przez wiele lat. Kobiety często pokonują długą i ciężką drogę, zanim uświadomią sobie, że już dłużej nie są w stanie tkwić w wyniszczającej relacji, i odważą się dokonać zmiany.

Nowa droga nie jest skąpana w słońcu, ale kobiety, które ją wybrały, nigdy nie żałują swojej decyzji. Na nowej drodze często brakuje pieniędzy i trzeba prosić o pomoc. Ale na tej nowej drodze jest wolność, godność i życie bez lęku. A brak strachu daje poczucie, że można wszystko. Każda przedstawiona historia zawiera komentarze ekspertów: psychoterapeuty, terapeuty, radcy prawnego, policjantki oraz praktyczne porady i wskazówki dla ofiar przemocy domowej.

Polecamy książkę "Moja siła" każdej kobiecie, która sama doświadczyła przemocy lub jest jej świadkiem.

 

 

JUSTYNA MORACZEWSKA

Justyna Moraczewska - dziennikarka i stylistka od ponad 20 lat związana z mediami dla kobiet. Karierę zaczynała jako stylistka w magazynie „Elle”, a przez kolejne 13 lat pełniła funkcję szefowej działu mody w miesięczniku „Cosmopolitan”. Następnie objęła stanowisko szefowej działu urody w magazynach „In Style” i „Gala”. Zajmowała się również wizerunkiem gwiazd i osób publicznych, kreacją kampanii wizerunkowych marek odzieżowych i stylizacją prezenterów programów telewizyjnych, reklam i pokazów mody. Autorka książki „Kobiety Rakiety. My z pokolenia X” oraz bloga justpassion.pl, na którym pisze o urodzie, modzie, zdrowym, a przede wszystkim świadomym stylu życia. Fanka sportu, biegaczka. Autorka projektu wspierającego drogę kobiet do samorozwoju i samoakceptacji #piekniejszabedzieszsilniejsza.