Katarzyna Koczułap: "Co z tym seksem?"

O Katarzynie Koczułap zrobiło się głośno, kiedy pod koniec 2019 roku psycholożka i seksuolożka na swoim Instagramie zamieściła dość nietypowy kalendarz adwentowy, a dokładniej sekskalendarz z zadaniami na każdy dzień adwentu.

"Dziewczyny, lusterka w dłoń i oglądamy swoje cipki!" - tak brzmiało pierwsze zadanie z kalendarza. Dalej w kolejności było: zapisanie się na wykonanie badań na HIV i choroby weneryczne oraz oglądanie porno z partnerem. Pomysł na taki kalendarz spodobał się Polkom, a zainteresowanie osobą pani Kasi rosło, co było widać w ilości obserwujących psycholog na Instagramie i jej blogu pod tytułem "Co z tym seksem?"

"Stworzyłam to miejsce z myślą o wszystkich, którzy chcieliby czasem pogadać o seksie. Bez tabu, bez spiny i bez wstydu." - pisze Katarzyna Koczułap na blogu, gdzie porusza ważne dla nas kobiet tematy. "Nie ma znaczenia, czy jesteś w małżeństwie czy nie; nie ma znaczenia czy jesteś kobietą czy mężczyzną – seks nigdy nie jest obowiązkiem. Obowiązkowo to musisz czasem zrobić pranie" - pisze psycholog, a jej wpisy na Instagramie spotykają się z dużym odzewem Internautek.

Katarzyna Koczułap podkreśla, że szczególnie trudno jest młodym osobom dotrzeć do merytorycznych tekstów w ramach edukacji seksualnej, zwłaszcza w Internecie. Dla serwisu natemat.pl, psycholog powiedziała: "Młodzi chcą o seksie rozmawiać, szukają wiedzy i naprawdę chcą do wielu spraw podejść odpowiedzialnie. Widzą jednak, że dokopanie się do tej wiedzy to problem, że ich pytań nie traktuje się poważnie, że są lekceważeni, wyśmiewani i zbywani krótkim "jak dorośniesz, to się dowiesz". (...) Chcę wyjść im naprzeciw, z wiedzą i edukacją, która sprawia, że będą się czuli trochę pewniej w tym niepewnym świecie dojrzewania, pierwszych doświadczeń seksualnych, pierwszych relacji. Chciałabym, żeby ta wiedza docierała do nich w szkole, ale jeśli to niemożliwe to trudno. W dzisiejszych czasach edukować można nawet na Instagramie." To właśnie pani Kasia czyni.

"Sama chciałaś", "Ale dupa", "Spoko cycki"

"Czuję gniew, bo moje ciało zostało odbierane mi zbyt wiele razy. Kawałek po kawałeczku. Drobnym zdaniem, drobnym gestem. Latami. Powoli i bezlitośnie. Wszystkie teksty ze zdjęcia słyszałam wiele razy, za każdym razem czując obrzydzenie i gniew, ale także... winę. Bo może faktycznie byłam prowokująca? Źle ubrana? Za miła? Może uśmiechałam się zbyt długo? Za każdym razem chciałam zmyć z siebie każde takie słowo, zdanie czy spojrzenie, które oblepiało mnie tłustą, śmierdzącą warstwą.
Dziś nie czuję się winna. Czuję tylko gniew, gniew mnie często napędza, by robić słuszne rzeczy i walczyć o słuszne rzeczy. Wiecie że gniew jest taki niekobiecy? Kobiety płonące gniewem są nielubiane, oceniane jako agresywne, szalone. Nie są delikatne, kobiecie, nie trzymają języka za zębami. Wprowadzają DYSKOMFORT, a przecież celem istnienia kobiety jest aby wszyscy czuli się komfortowo.
Wiele z nas pisze do mnie, o tym jak trudno Wam jest cieszyć się seksem, bo jesteście odłączone od swoich ciał. Macie kompleksy, wstydzicie się, nie inicjujecie seksu, bo boicie się że zostaniecie uznane za "łatwe", "nieskromne", "wyzywające".
Walić to :) Wprowadzajcie dyskomfort, brońcie swojego ciała, czujcie gniew. Odzyskujcie swoje ciało aż będzie całkowicie Wasze.
Teksty, które widzicie na zdjęciu i wszystkie tego typu to molestowanie seksualne. Przemoc. Nie są Waszą winą. Nigdy. Nic nie zrobiłyście źle. Jeśli jest to dla Was za trudne, macie prawo szukać pomocy. Ja szukałam. Chcę byście to wiedziały. Moje ciało jest już moje i dlatego robię sobie takie zdjęcia. Na publicznej plaży. Bo chcę. Bo mogę." - ten właśnie wpis sprawił, że kobiety w komentarzach dzieliły się swoimi, podobnymi historiami.

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Długo zastanawiałam się nad tym postem. Czy wstawiać, co napisać, czy w ogóle w takiej formie to będzie okej, czy nie za mocne? A może przeciwnie, za płytkie?  Myślałam tak długo, aż moje emocje zostały wyciszone. Poza jedną - gniewem. . Czuję gniew, bo moje ciało zostało odbierane mi zbyt wiele razy. Kawałek po kawałeczku. Drobnym zdaniem, drobnym gestem. Latami. Powoli i bezlitośnie. Wszystkie teksty ze zdjęcia słyszałam wiele razy, za każdym razem czując obrzydzenie i gniew, ale także... winę. Bo może faktycznie byłam prowokująca? Źle ubrana? Za miła? Może uśmiechałam się zbyt długo? Za każdym razem chciałam zmyć z siebie każde takie słowo, zdanie czy spojrzenie, które oblepiało mnie tłustą, śmierdzącą warstwą. . Dziś nie czuję się winna. Czuję tylko gniew, gniew mnie często napędza, by robić słuszne rzeczy i walczyć o słuszne rzeczy. Wiecie że gniew jest taki niekobiecy? Kobiety płonące gniewem są nielubiane, oceniane jako agresywne, szalone. Nie są delikatne, kobiecie, nie trzymają języka za zębami. Wprowadzają DYSKOMFORT, a przecież celem istnienia kobiety jest aby wszyscy czuli się komfortowo. . Wiele z nas pisze do mnie, o tym jak trudno Wam jest cieszyć się seksem, bo jesteście odłączone od swoich ciał. Macie kompleksy, wstydzicie się, nie inicjujecie seksu, bo boicie się że zostaniecie uznane za "łatwe", "nieskromne", "wyzywające". . Walić to :) Wprowadzajcie dyskomfort, brońcie swojego ciała, czujcie gniew. Odzyskujcie swoje ciało aż będzie całkowicie Wasze. . Teksty, które widzicie na zdjęciu i wszystkie tego typu to molestowanie seksualne. Przemoc. Nie są Waszą winą. Nigdy. Nic nie zrobiłyście źle. Jeśli jest to dla Was za trudne, macie prawo szukać pomocy. Ja szukałam. Chcę byście to wiedziały. Moje ciało jest już moje i dlatego robię sobie takie zdjęcia. Na publicznej plaży. Bo chcę. Bo mogę. . Trzymam za Was kciuki 

Post udostępniony przez Katarzyna Koczułap (@kasia_coztymseksem) Sty 23, 2020 o 10:56 PST

Pani Kasia chce poruszać tematy, które najczęściej interesują młode pokolenie: jak się zabezpieczać, objawy dojrzewania (budzące się libido, masturbację, polucje, zmiany w ciele) oraz szukają potwierdzenia, że to co przeżywają jest normalne i ich rówieśnicy też mają podobnie.

Chcę być tam, gdzie są młodzi ludzie. Idę za nimi. Mogłabym pisać długie eseje na kilka stron A4 albo próbować publikować na stronach naukowych, medycznych czy nawet w czasopismach tego typu i czuć się dzięki temu bardziej profesjonalna, tylko… po co? Tam nie ma ludzi, którzy potrzebują mojej wiedzy. Oni są na Instagramie, Tik Toku, Twitterze, Facebooku. - mówi psycholog dla natemat.pl

Forma edukacji seksualnej w mediach społecznościowych jaką obrała Kasia widać, że ma wielu zwolenników. Może właśnie zamiast nudnych podręczników czy zajęć w szkole taka droga zrewolucjonizuje ten temat w Polsce i młodzież w końcu dostanie to w takiej formie, na jaką czeka?