Lea Jarmołowicz-Turczynowicz: Karolina, kiedy obserwuje się Twoje życie w mediach oraz karierę zawodową można powiedzieć: silna i przebojowa kobieta-rakieta! A jaka prywatnie jest Gigi?

Karolina Gilon: Jak każdy człowiek mam wiele twarzy. Cechy, które wymieniłaś-wszystko się zgadza! Ale w środku, pod tą twardą skorupą jest też mała, wrażliwa dziewczynka. Która nie zawsze potrafi być silna, samodzielna i twarda. Dziewczynka która lubi, gdy się ją przytuli, wysłucha i doceni.

L.J.T.: To pewnie jest bliskie wielu kobietom...

K.G.: No właśnie. Żyjemy w czasach, gdzie my kobiety mamy potrzebę być takie samowystarczalne, samodzielne i wiele z nas chce udowadniać wszystkim, że poradzimy sobie same. W tym - nie oszukujmy się, wciąż bardzo męskim świecie. Po drodze więc zdarza się, że zapominamy o tej małej dziewczynce, która jest w każdej z nas, chowając ją pod ciasną zbroją. Przyznaję się, że mi się to często zdarza. Zapominam o nią dbać. Szczególnie kiedy nie jestem w związku, tylko sama i dużo pracuję. Tak jakbym szła do pracy i zostawiała ją samą. A to wiem, że nie jest dobre. Bo ta dziewczynka czasem nie do końca wierzy, że jest w miejscu, w którym spełniają się jej zawodowe marzenia. Chociaż wie, że na to zasłużyła.

L.J.T.: A kiedy ona zaczęła tak marzyć?

K.G.: Odkąd pamiętam. Od wczesnego dzieciństwa już po prostu czułam, że to będę robiła. Pamiętam, jak oglądałam tv z mamą i mówiłam: „Oooo, ja kiedyś będę pracowała w telewizji!" Dla mnie było jasne i oczywiste. Czułam to powołanie. Miałam to przed oczami i dążyłam do tego od zawsze. Pamiętam jak brat czasem mi mówił: „Weź Ty już się weź do roboty normalnej. Przestań marzyć o tej karierze w telewizji”. A ja odpowiadałam: „A tam sobie gadaj, gadaj, a ja wiem, że to będę robiła". Już w wieku 4 lat występowałam w teatrzykach, różnych szkolnych przedstawieniach i chciałam od razu grać główne role. Pamiętam, jak się wtrącałam bratu w jego występy. Tak samo na podwórku lubiłam być przywódcą i rozstawiałam koleżanki po kątach.

LTJ: Czyli mała Karolinka to już wtedy była przebojowa?

K.G.: Oj tak, od dziecka prezentowałam się podobno wśród innych jako silna dziewczyna. Kiedy spotykam ludzi z podstawówki, czy z gimnazjum, to mówią nie raz: „Karolina, ale dla nas to było oczywiste, że Ty osiągniesz karierę, bo Ty zawsze byłaś inna. Ty zawsze byłaś konkretna, Ty zawsze byłaś charyzmatyczna”. Mówiąc szczerze, to ja tego tak nie pamiętam. No może trochę ten mój zawadiacki charakterek (śmiech).

L.J.T.: To znaczy, że nie zawsze byłaś pewna siebie?

K.G.: Ta pewność przyszła z czasem. Głównie przez pracę. Kiedy jesteś na świeczniku i to co robisz udaje Ci się, osiągasz sukcesy, jesteś doceniana, awansujesz... później te wszystkie kontrakty, kampanie ...firmy, które się do mnie odzywały, sprawiały, że po prostu zaczęłam nabierać pewności, że jestem spoko, że jestem fajna i chyba dobrze to robię.

L.J.T.: Od dziecka byłaś utalentowana, ale też dużo pracy włożyłaś i wkładasz, by być dziś w miejscu w jakim jesteś.

K.G.: To prawda. Dla mnie nie istnieją pojęcia takie jak „udało się”, „ przytrafiło się”, „ przyfarciło”.. wszystko to zasługa ciężkiej pracy. Oczywiście szczęście również zrobiło tu swoje, ale żeby być w tym miejscu, musiałam naprawdę wiele poświecić, z wielu rzeczy zrezygnować i bardzo dużo od siebie wymagać. I wciąż wymagam. Ale wszystko to robiłam z uśmiechem na twarzy, bo wiedziałam dokąd idę i po co.

L.J.T.: Byłaś kiedyś gospodynią programu „Druga twarz”, w którym pomagałaś przejść uczestnikom metamorfozę wyglądu lub stylu. Ty za sobą także masz pewną metamorfozę?

K.G.: Takich metamorfoz przeszłam już bardzo wiele. Myślę, że największą przechodzę teraz. Kiedyś mówiąc metamorfoza, mówiono o zrzuceniu kilogramów, sportowej sylwetce, kolorze włosów, zmianach w makijażu. Tu szalałam do woli… i rzeczywiście za każdym razem to była spektakularna przemiana. Ale największą metamorfozę przechodzę teraz w środku. Po 30-stce poczułam, że dojrzewam i staję się kobietą. Przede wszystkim przestałam się przejmować rzeczami, na które nie mam wpływu. Kiedyś zwracałam dużo uwagi na szczegóły swojego ciała i miałam kompleksy. A to wystające żebra, a to za duża stopa. A teraz widzę to inaczej. Po prostu oswoiłam się ze sobą i swoim ciałem i stwierdziłam, że to naprawdę nie jest aż tak istotne. I to jest fajne, bo teraz skupiam się na zupełnie innych rzeczach w życiu. Nie na takich, na które nie mamy wpływu. Bo przecież żeber sobie nie wytnę…. Poza tym myślę, że dojrzałam mocno w relacjach. Od pewnych sytuacji już nie uciekam. Kiedyś jak było coś nie tak, to wolałam wycofać się, przemilczeć, nie potrafiłam spojrzeć komuś w oczy, czy powiedzieć czegoś. A teraz nie mam z tym problemu. I to myślę, że jest ogromną wartością.

L.J.T.: Powiedziałaś, że mała Karolinka marzyła, by być w miejscu, w którym dorosła Karolina już jest. O czym więc marzycie dziś?

K.G.: Chyba teraz dużo mniej myślę o dalekiej przyszłości. Po prostu staram się żyć chwilą, cieszyć się, że mam komfortowe życie, że jeśli chodzi o moją pracę, to zarabiam na tym, co mi sprawia ogromną przyjemność. I to jest cudowny moment, z którego staram się czerpać garściami. Oczywiście mam też marzenia typu dom, rodzina itd. Aczkolwiek zastanawiam się, czy to, aby jest moje marzenie, czy może bardziej takie stereotypowe myślenie, że każdy powinien mieć rodzinę. Więc może mi się to wkręciło, że to jest moje marzenie (śmiech).

L.J.T.: Czyli, że niczego do szczęścia Ci nie brakuje i żyjesz tak jakbyś chciała?

K.G.: Żyję na takim poziomie, na jakim zawsze chciałam żyć. Mam co potrzebuje i nie muszę się martwić po prostu, czy mi starczy pensji na przyszły miesiąc, czy będę miała za co zjeść…Po prostu jest komfort. A jak wiesz, nie jestem osobą, która potrzebuje nie wiadomo jakich luksusów. Jestem w stanie spakować plecak i wyjechać w jakieś dzikie miejsce. Jestem w stanie spać w normalnym hotelu bez złotych klamek. Nie potrzebuję nie wiadomo czego. Oczywiście czasami sobie pozwalam na luksus, ale nie koncentruję się tak bardzo na rzeczach materialnych.

L.J.T.: No właśnie, jak się jest w Twoim otoczeniu, to nie ma się poczucia, że ma się do czynienia z gwiazdą. Dużo w Tobie jest dystansu do siebie i otwartości dla ludzi, serdeczności...

K.G.: Mało kto wie, ale ja się krępuję nawet w takich sytuacjach, kiedy ktoś mnie traktuje tak "za bardzo". Jak np. na sesjach zdjęciowych ktoś wychodzi z parasolką, żeby uchronić mnie przed słońcem, to dla mnie takie krępujące. Czasami nie wiem, jak się zachować. Wiadomo, że w pracy z racji tego co robię, mam są pewne udogodnienia, które pomogą mi w tej pracy. Ale nie chcę ich nad wyraz. Jestem normalnym człowiekiem i tak można mnie traktować. A często znajomi się śmieją, że to ja przy stole pytam po sto razy, czy komuś coś podać, czy jest głodny. Lubię dbać o ludzi.

L.J.T.: Jak myślisz skąd w Tobie tak dużo pokory?

K.G.: Na pewno wychowanie ma na to wpływ. Pamiętam, jak moja mama mnie na to wyczulała. Jej postawa wobec ludzi to był główny przykład. Pomimo, że żyliśmy skromnie, to pamiętam, jak mama (pomimo, że sama nie miała za dużo), kupowała mojemu ubogiemu koledze z klasy podręcznik, bo wiedziała, że on go nie ma. Wydaje mi się, że w mojej głowie zapisały się takie mamine zachowania. Ona była zawsze dla ludzi miła i serdeczna. Nigdy nie słyszałam, żeby była dla kogoś wredna, albo żeby nawet przeklinała. Chociaż mnie zdarza się przeklinać (śmiech), to staram się traktować innych tak, jakbym sama chciała być traktowana. Mój brat też jest bardzo kulturalny i jest bardzo dobrym człowiekiem. Więc też na niego się napatrzyłam. Wydaje się, że to właśnie mnie ukształtowało.

L.J.T.: Osobom medialnym często się zarzuca, że dostają pracę "po znajomości", że są z jakiegoś układu albo że rodzicie zapłacili. O Tobie pisano np. że ojciec to załatwił.

KG: No właśnie. A to nieprawda. Tym bardziej, że poznałam ojca dopiero w wieku 16 lat. Mamy kontakt z ojcem, ale on nie ma nic wspólnego z tą branżą. On mieszka za granicą i czasami sam był zaskoczony, że sama bez pomocy tyle osiągnęłam. To dla mnie dosyć przykre więc, że ludzie tak piszą i nie wierzą, że ktoś może sam ciężką swoją pracą dojść do czegoś. Ja jestem dowodem na to, że się da bez znajomości. A to czego najwięcej dostałam to właśnie od kobiet. Na początku spotykałam praktycznie wyłącznie kobiety. Producentki, potem panią dyrektor programową z TTV, która dała mi szansę i pierwszą pracę w telewizji. Zresztą widzę to także po moim Instagramie, że naprawdę dostaję mnóstwo wiadomości od kobiet, które mi gratulują i wspierają. Jak mam słabsze momenty to bardzo miłe są te słowa otuchy. Bardzo wierzę w siłę kobiecego wsparcia. Dlatego też byłam częścią kampanii podkreślającą siłę kobiet dla Puma.

L.J.T.: Jak mówisz o kobiecym wsparciu to też pomyślałam o tym co się dzieje w mediach i dużej ilości hejtu, której doświadczają osoby publiczne. W tym także bodyshamingu.

K.G.: No ja nie jestem filigranową blondynką powiedzmy sobie (śmiech), ale pogodziłam się z tym już dawno. Każda kobieta jest inna i mówiąc, oczywiście żartem: "każda potwora znajdzie swojego amatora". Wiadomo, że naturalne jest to, że większość z nas chce wyglądać atrakcyjnie i się podobać. Ale na szczęście, ile ludzi tyle gustów. Niektórzy zwracają uwagę na figurę, niektórzy tylko na twarz, a inni nie zwracają zbytniej uwagi na wygląd i zauraczają się w czyimś śmiechu lub poczuciu humoru. Ja kiedyś często słyszałam komplementy dotyczące mojej twarzy, ale miałam także tak, że nierzadko czułam się jak taki słoń w składzie porcelany. Ostatnio to nawet żartem mówię o sobie, że jestem Guliwer. Ale to już ze śmiechem, bo akceptuję siebie jaką jestem i wręcz doceniam swój wzrost, bo przecież idzie za tym długa noga też. Ale muszę przyznać, że czasami było tak w życiu, że chciałam mieć chociaż te 10 cm mniej. Ostatnio koleżanka mi pokazała jakieś nagranie z czasów jak byłam mała. Chuda i długie chude kończyny. Później się to zatrzymało, ale w wieku 15 lat brałam udział w Miss Mrągowa i miałam już 181 cm. Więc w wieku 15 lat byłam tego samego wzrostu, którego jestem teraz. W okresie dojrzewania przytyłam bardzo dużo. Ważyłam z 78 kg, gdzie wszystkie koleżanki ważyły po 50. Jak teraz oglądam to byłam trochę pyzata. Ale wtedy tego nie widziałam, bo w ogóle o tym nie myślałam. Wygląd nie był taki ważny dla mnie. Bo też w Mrągowie, czy Olsztynie mam wrażenie, nikt nie przykładał do takich rzeczy uwagi. Nie było też jeszcze szału na instagrama. I tu fakt, że jak zaczął się temat podobania chłopakom, a instagram się rozkręcał to oglądając szczupłe dziewczyny patrzyłam na siebie i mówiłam: „kurczę, no coś tutaj jest nie tak. Też bym chciała być taka szczupła. Też bym chciała być jak one”. I niestety zaczęłam się nakręcać jak wiele młodych kobiet pewnie. Najpierw było odchudzanie i wiele drakońskich diet i tabletek. Nie miałam świadomości, że to nie jest zdrowe. Rezygnowanie z czegoś tak całkowicie albo drastyczne ograniczanie czegoś jest niezdrowe. Niestety wtedy nie było jeszcze tak dużej edukacji. Popadałam w ogromne skrajności. Chudłam i tyłam na przemian. Nie potrafiłam znaleźć balansu. Był taki moment, że jak zaczęłam trenować i wpadłam w taką schizę, że schudłam za bardzo. Wyglądałam naprawdę niezdrowo. Jak szkieletor. A wtedy tego nie widziałam. Jak coś zjadłam to od razu sprawdzałam brzuch czy nie przytyłam. Dziś wiem, że to mogło doprowadzić do zaburzeń odżywiania. I przed tym bardzo chciałabym przestrzec młode dziewczyny. Na szczęście zapaliła mi się na czas czerwona lampka, że coś jest nie tak. I przyszła refleksja, że za dużą uwagę przykuwam do tego tematu. Szczerze mówiąc to wciąż gdzieś jeszcze mam ten głos kiedy zdarzy mi się przytyć i nie czuję się dobrze w swoim ciele. Bo kiedy jestem szczupła to czuję się pewniejsza siebie, więc łatwo mi odpalić ten mechanizm. Ale jestem mądrzejsza i utrzymuję balans.

L.J.T.: I pewnie media także nie pomagają i takie publikacje jak przy okazji ostatniego PolsatHitFestiwal, który prowadziłaś.

K.G.: Media bardzo nie pomagają. Z resztą sama wiesz, media czasami z jednej fałdki, robią sensację. Nie jestem maszyną tylko człowiekiem. Taki hejt nie jest przyjemny dla nikogo. No, bo w sumie ktoś to wymyślił, że tylko chude jest ładne??? Kiedyś np. za Rubensa było inaczej (śmiech). Trendy w wyglądzie się zmieniają, dlatego ważne jest, aby nie podążać za tym co modne, a budować swoją wartość na tym co w środku. Niby banalne, ale bardzo prawdziwe. Z niektórymi rzeczami trzeba po prostu się pogodzić np. ze swoją genetyką. Też bym chciała mieć w talii wcięcie 60, ale jeśli wiem, że to nie jest genetycznie u mnie możliwe, to nie będę się katować. Owszem - ja kocham jeść i to jest gdzieś wieczna walka. Mój apetyt, który jest nieskończony, kontra to, że mój zawód jednak określonego wyglądu wymaga. Kiedy przy nazwisku pojawiły się hasła: modelka, prezenterka to idzie gdzieś za tym oczekiwanie, że będę o siebie dbała. Ale dbała nie oznacza już dla mnie, że mam być mega szczupła. Staram się o taki zdrowy balans w tym co robię. Teraz np. mam więcej kilogramów niż w poprzednich edycjach „Love Island. Wyspa miłości”, ale kurczę - przecież to jest tylko kilka kilogramów. To nie ma takiego dużego znaczenia jeżeli dobrze robię swoją pracę. Staram się więc przede wszystkim dbać o swoje zdrowie. Chociaż czasem niełatwo w dużym tempie życia.

L.J.T.: Kiedy mówisz o dbaniu o zdrowie to nie jest to wcale takie łatwe w Twoim wypadku. Jakiś czas temu przyznałaś się w mediach, że sama mierzysz się z problemami zdrowotnymi tkj. SIBO.

KG: Sibo. Ach… te cztery literki kojarzą mi się z dużym cierpieniem i częstymi przeszkodami na drodze zawodowej, na której jestem. Wiem, że ludzie mają cięższe choroby i bardzo im współczuję. Aczkolwiek mnie dotknęły właśnie te problemy. Na pozór nic groźnego. Nawet nazwa brzmi dość przyjaźnie. Ale niestety. Każdy kto ma te trudności wie, że to lata męczarni i bólu spotykające się ze wzruszeniem ramionami ludzi na zasadzie „oesu.. każdego czasem boli brzuch”. Z tym, że ból brzucha jest moim życiowym partnerem, z którym rzadko się rozstaję. I tak od dzieciństwa. Choroby jelit niestety siadają także na psychikę. Wiec miewałam naprawdę ciężkie momenty. Tym bardziej kiedy brzuch puchnie jak balon, a ja mam akurat sukienkę obcisłą. Oczywiście pomogło mi wielu lekarzy i dietetyków. Ale niestety. Choroba wracała i wraca nadal jak boomerang. Mam pewne obawy, że się zestarzeję w towarzystwie SIBO. Oczywiście są momenty, że trochę odpuszcza, kiedy pilnuję diety, ale przecież trudno żyć wciąż na restrykcyjnej diecie. Można zwariować odmawiając sobie dosłownie wszystkiego. Nie mówiąc już o przyjemnościach w postaci np. serniczka. Czasami zwykłe, podstawowe produkty potrafią urządzić mi piekło. Ataki SIBO nie pomagają zarówno w pracy, jak i relacjach. Bywały momenty, że podczas sesji zwijałam się z bólu. Musiałam czasem z wielkim bólem brzucha stanąć przed kamerami i się uśmiechać jakby nigdy nic. Ludzie oglądając okładkę czasopisma na której jestem, nie mają pojęcia, że za tym uśmiechem kryje się często ból. Kiedyś gdy miewałam silne ataki, a byłam w związku to nawet nie dawałam się dotknąć. Czułam się jak nieatrakcyjny balon napełniony powietrzem marzący o tym, żeby już przestało boleć. SIBO nie pomaga także w utrzymywaniu formy. Wieczne zatrzymywanie wody. Opuchnięty brzuch. Robiąc zakupy w galerii rezygnuję z opiętych sukienek wiedząc, że SIBO raczej mi nie pozwoli na to, abym ją założyła. Na szczęście ostatnio jest już trochę lepiej i ataki nie występują codziennie więc mam takie małe marzenie, że przyjdzie taki dzień w którym poczuję 100% ulgę, że SIBO już za mną.

L.J.T.: To co opowiadasz brzmi jak bardzo nierówna walka. Niewiele osób wie jak ciężko jest funkcjonować z tymi problemami.

K.G.: To prawda, że to odwieczna walka. Sinusoida. Podejmuję walkę, potem czując ulgę zaczynam się męczyć dietą i wszelkimi restrykcjami i wracam do normalnego trybu jedzenia i… SIBO wraca … i tak w kółko. Ehhhhh. No ale będę walczyć, bo to moje zdrowie. I myślę, że kluczem jest znaleźć swój balans - jak i w życiu, tak i w jedzeniu. Przyglądać się sobie, patrzeć co mi służy i znaleźć coś dla siebie. Bo każdy jest inny.

L.J.T.: I znowu mam przed oczami tą dorosłą silną Karolinę, która przytula tą małą i kruchą dziewczynkę w środku i mówi: jestem przy tobie mała - damy sobie radę! Może to jest Twój sposób na sukces właśnie, że jesteś przy sobie i wspierasz się stale?

K.G.: Dokładnie tak. I staram się podążać za tym co jest we mnie, a nie dopasowywać się stale do wymagań innych np. facetów. Miałam oczywiście w przeszłości takie relacje, że wiedziałam, że facet lubi, jak kobieta jest ubrana elegancko to i ja ubierałam dla niego szpilki, za którymi nie przepadam na co dzień. Że próbowałam się dostosowywać. Dziś już wiem, że to nie jest dobra droga ani do dobrego samopoczucia, ani do dobrego związku. Ja uwielbiam facetów, którzy nie oceniają. Fajny facet to taki, który jak Ci spuchnie brzuch to powie: „ja kocham ten Twój brzuszek” i to jest prawdziwy mężczyzna i wartościowa relacja. Dziewczyny - uciekajcie od facetów, którzy Wam coś wytykają, bo to świadczy o tym, że to oni mają problem ze sobą i nie są dla Was! Twój mężczyzna powinien sprawiać, że czujesz się piękna i kochana niezależnie od tego jaki masz rozmiar albo spuchnięty brzuch. I z takimi się warto umawiać. Bo dobry związek to taki, w którym przez większą część czasu czujesz się dobrze. Naturalnie dobrze.

L.J.T.: Ta naturalność to bliskie wielu Twoim obszarom, prawda? Pokazujesz siebie naturalną codziennie pół milionom followersom. Wielu z nich komentuje, że jesteś tak naturalnie pewna siebie i naturalnie radosna.

K.G.: Bardzo często dostaję pytania od dziewczyn jak ja to robię. I to jest dla mnie za każdym razem, bardzo trudne pytanie. Dokładnie tak samo trudne pytanie jak udało mi się zdobyć taki sukces. I zwykle odpowiadam, że to połączenie dwóch elementów: odrobinę talentu, ale przede wszystkim ciężka praca. Kiedy się zaczyna spełniać swoje marzenia i zaczyna robić to, co się kocha, to Cię to buduje i wzmacnia. Jeśli ktoś ma pracę, której nie lubi, to będzie chodził cały czas struty. Jeśli ktoś jest w związku, który nie wygląda tak jakby chciał, to też w domu będzie zawiedziony. I to się łączy. Więc trzeba się w życiu starać i pracować nad tym, aby robić to, co się kocha, a przede wszystkim otaczać się ludźmi, przy których czujemy się dobrze. Dawać ludziom dobrą energie i brać od nich ją także. I tego życzę wszystkim. Ten rok ostatni mój także taki jest. Trochę „sprzątam” w nim i od razu przy mnie pojawiają się ludzie pozytywni, dający mi także dużo pewności siebie. Za co jestem im bardzo wdzięczna. Kiedyś Kuba Wojewódzki mi powiedział – Karolina, jak będą wszyscy Cię lubili to znaczy, że zrobiłaś coś nie tak. Więc trzymam się takich, przy których czuję się naturalnie i dobrze. Uważam też, że psychoterapia pomaga. Ja też chodziłam na terapię, chociaż wiem, że jej nie skończyłam to uważam, że to jest fantastyczna rzecz dla każdego. Jak masz dobrego psychoterapeutę i gotowość do pracy nad sobą to wyciągniesz z tego najwięcej. Bo czasami sami nie jesteśmy w stanie wpaść na dane pytanie, które możemy sobie zadać, a odpowiedź na nie może być kluczową w drodze do satysfakcjonującego życia. Dlatego warto na nią iść. Nawet dla samorozwoju. Pójść na taką psychoterapię i dowiedzieć się o sobie czegoś czego nie wiemy.

L.J.T.: Wygląda na to więc, że Twój sposób na sukces to branie odpowiedzialności za swoje życie i zgoda na ciężką pracę.

K.G.: Dokładnie. Nic łatwo nie przychodzi. Warto brać życie w swoje ręce. Słuchać i wspierać siebie, a przede wszystkim otaczać się serdecznymi ludźmi i być wytrwałym w realizacji swoich marzeń. Amen.