Jak stworzyć udany związek?

„Miłość to nie pluszowy miś… „ jak głoszą słowa znanej piosenki. Niestety nasze bajkowe wyobrażenia pielęgnowane latami przez komedie romantyczne, utrudniają czasem tworzenie dojrzałych relacji. Na każdym kroku słyszymy o toksycznych związkach, niedojrzałych partnerach, przemocy, rozwodach i zdradach. Dlaczego to, co wydaje się jedną z podstawowych ludzkich spraw, jest w naszych czasach tak nieosiągalną sprawą?

Kiedy myślę o recepcie na udaną relację to przypominają mi się słowa mojej babci: „pamiętaj dziecko, że udany związek to ciężka praca”. Z perspektywy czasu i wielu doświadczeń zgadzam się, ale z małą korektą: to nie zawsze musi być taka syzyfowa praca, jaką babcia akurat miała. Dziadek był alkoholikiem. Częste kłótnie, agresja, ciche dni wymownego milczenia były w domu codziennością. Dla mnie dziadek był przekochany, więc domyślam się, że dla babci kiedyś także. Kiedy ludzie się poznają, różowe okulary mocno trzymają się na nosie. Z biegiem miesięcy i lat niestety czar pryska, a codzienność przestaje być wypełniona motylami w brzuchu. W domu babci, jak i wielu domach, przyszły na świat dzieci, a zależność finansowa i uwarunkowania kulturowe zakończyły bezpowrotnie miodowe lata. Dziadek miał kilka kochanek. Dopiero po jego śmierci dowiedziałam się, że te „ciocie” nie były naszą rodziną, a dziadek bezpardonowo odwiedzał je kiedy miał ochotę. Pamiętam babcię… zawsze spiętą, zaganianą, umęczoną… ktoś musiał wychować przecież trzech synów, bo biciem paskiem to dziadek raczej mądrości im do głowy nie nawkładał. Ona starała się unikać konfliktów. Nie narażać się na nieprzyjemne słowa. Jednak wyczuwalna nerwowość podszyta lękiem, czyniła to małżeństwo jedynie formalnością. Ostatnie lata ich związku oparte były na podziale półek w lodówce. Często płakała. Zresztą rzadko widziałam ją przy nim szczęśliwą. Właściwie to chyba raz… nie zapomnę nigdy jej promiennej twarzy, kiedy dziadek dał jej jakiś prezent. Ten mały i jakże podstawowy gest - dla niej był czymś niezwykle unikalnym! Spojrzała wtedy z taką dziecięcą radością i nieśmiałością, jakby całe jej serce należało tylko do niego. Nawet ja kiedy piszę o tym czuję wzruszenie. Tak jak ona żyło i zycje wiele kobiet. Silne, troskliwe, poświęcające się dla dzieci, które zasługują na to, by je kochano, szanowano i doceniano. To partner powinien być piewszą osobą, która podziwia swoją druga połówkę i pokazuje to nie tylko z okazji dnia kobiet czy matki, ale codziennie. W drobnych gestach, ciepłych słowach, spojrzeniach, a najbardziej kiedy jej przy nim nie ma. Przecież tak istotne jest jak wypowiadają się mężczyźni o swoich żonach.

Relacji uczymy się budować w domu

To jak traktuje nasz ojciec, matkę, a ona jego, uczy tego jak traktować powinniśmy siebie i naszego partnera. To związek rodziców jest punktem odniesienia w naszym dorosłym życiu. Właśnie na bazie ich relacji tworzymy obraz naszego wymarzonego związku. Czasem mówimy: „ja tak nigdy na pewno nie będę !”, a potem budzimy się obok mężczyzny, który nas lekceważy i poniża i nie wiemy jak to się stało, że płaczemy w kątach jak własna matka. Nasze dziecięce doświadczenia potrafią być naszym ogromnym zasobem, ale też wielką przeszkodą do budowania satysfakcjonujących relacji. Związek to jest ciężka praca, bo wymaga kompromisów i niewiele ma wspólnego z wizją romantycznych uniesień z amerykańskich produkcji filmowych. Ani ja taka Julia Roberts, ani on taki Hugh Grant, to czemu poświęcamy czasem energię na fantazjowanie o bukietach róż, zamiast starać się budować stabilną fajną relację w realnym świecie?

„Miłość to kiedy jedno spada w dół, a drugie ciągnie je ku górze !”. O toksyczną relację bardzo łatwo. Z jednej strony wiemy, że ciągnie ona nas w dół i wyniszcza, ale z drugiej nie jesteśmy w stanie odpuścić i odejść. I ten konflikt to jest główna przyczyna braku satysfakcji, a nie nasz partner.

Jeśli naprawdę zależy Ci na szczęściu, to pracę nad relacją zacznij od siebie. Pomysl o źródle swoich wątpliwości. Daj sobie czas na poznanie partnera, na analizy. Nie obciążaj tym drugiej strony od razu. Takie obserwacje mogą okazać się bardziej pomocne niż skupianie się na krytykowaniu drugiej strony. Nie przelewaj swoich flustracji na kogoś, a pomyśl, co sama możesz zrobić inaczej, aby czuć się dobrze. Tu nie chodzi o winę, a to co jest przyczyną braku Twojego szczęścia. Czasem warto skorzystać ze wsparcia psychoterapeuty,  aby lepiej zrozumieć siebie i nie marnować życia.

Czy to na pewno ten jedyny pasujący? Na pewno nie! Ale tu i na ten moment możesz przyjrzeć się temu czy to będzie ten jedyny na całe życie, czy jednak nie warto poświęcać się w imię idealnej przyszłości, która nie nadejdzie.

Do takiego spojrzenia „z balkonu” na swój związek i siebie zachęcam. Dystans pozwala czasem zobaczyć szerzej co utrudnia i to zmienić.