Dlaczego młodym ludziom trudno jest wejść w dorosłość?

Ponad jedna czwarta klientów prywatnych gabinetów psychoterapii to osoby z zaburzeniami lękowymi. Duża część z nich to osoby bardzo młode, pomiędzy 19, a 24 rokiem życia. Nie są to osoby z biednych rodzin (przynajmniej w większych miastach) i rodziców raczej stać było na zaspokajanie podstawowych potrzeb, a nierzadko także wielu zachcianek swoich pociech. Co wpływa, więc na tak liczne trudności pojawiające się w tym okresie ich życia?

“Żeby mu niczego w życiu nie brakowało” - to jedno z wyznań rodziców pracujących po 18h na dobę. Pokolenie 40+ wychowane jeszcze w czasach komuny, nie miało za dużo uciech. W domach niezależnie od klasy społecznej było “po równo”, więc niewiele. Nauczeni ciężkiej pracy, wywierania presji na siebie, przyzwyczajeni do pijanych ojców i umęczonych życiem matek, dorastających w wielopokoleniowych domach, rośliśmy na pracoholików marzących o daniu dzieciom tego, czego sami nie mieliśmy. To “coś” to przede wszystkim bezpieczeństwo finansowe i dostęp do szerokiej oferty edukacyjnej, ale także wszelkie dobrodziejstwo “zachodniego świata” - ciuchy, imprezy, wycieczki, rowery, telefony i wszelkiej maści gadżety, niedostępne niegdyś dla zwykłego człowieka.

Przyzwyczajamy, więc nasze pociechy, że pełna lodówka, kieszonkowe, telefon, podwózka do szkoły i erasmus, to podstawa – a więc standard na jaki zasługują, tylko tym, że się urodzili. Własny telewizor w pokoju z kablówką, 500 kanałów i kino domowe, 30 par modnych butów na każdą pogodę i zmiana garderoby kiedy nadchodzi nowy sezon.

Dlaczego więc pomimo tego, że daliśmy im “wszystko czego sami nie mieliśmy” trafiają u progu dorosłości na fotele terapeutów?

Bo dając jedne rzeczy, odebraliśmy im inne: czas, cierpliwość, uwagę oraz naukę godzenia się z niedosytem! Nie nauczyliśmy ich jak cenne są relację, bo sami na relacje z nimi nie mieliśmy czasu. To, czy są w szkole sprawdza aplikacja, na gps widzimy ich powrót, a komórka stanowi niezłą smycz. “Gdzie jesteś” i “o której wrócisz” to właściwe jedyne pytania jakie padają. Opieka rodzicielska sprowadza się zwykle do kontrolowania. Chowamy dzieci trochę jak “chomiki w akwarium” – jedzenie, smakołyki, posprzątane i zestaw atrakcji. Mają wszystko, a jednocześnie niewiele naprawdę wartościowego. Krzywda im się nie dzieje - istny RAJ, pozbawiony dużych stresów. I nagle BOOM! “DOROSŁOŚĆ”.

Dorosłość to pierwsze zderzenie z prawdziwą rzeczywistością

Nasza wspaniała modnie ubrana i elokwentna pociecha, wypada z rajskiego gniazdka i wali z kretesem o beton. Nagle okazuje się, że lodówka się sama nie zapełnia, ubrania same nie piorą, włosy nie kręcą, a wi-fi nie należy do standardu każdego mieszkania.

W jednej chwili okazuje się, że świat nie jest bajką, w której w magiczny sposób osiąga się sukcesy. Na piękny dom trzeba pracować latami, a na wysoką pensję po nocach. Premia zaś nie należy się tylko za to, że przyszli do biura. W realnym świecie jest więcej “MUSIMY”, niż “CHCEMY”. To ta perspetywa jest właśnie druzgocąca…

Przepełniająca ich bezradność, złość, lęk i rozpacz, prowadzi do silnych stanów lękowych, hashimoto czy zespołu policystycznych jajników. I trudno im się dziwić.

Nie nauczyli się godzenia z niedosytem, nie znają cierpliwości i konieczności walki o realizację marzeń. Ta “depresja dorosłości” dopada ich w momencie w którym mogli, by zacząć swoje wspaniałe życie, a zamiast tego marzą jedynie o podróżach jak najdalej.

Co powinniśmy zrobić, żeby przygotować dzieci do dorosłości?

Jak więc zapewnić dzieciom dom, który stanowi dobrą podstawę do przyszłego zdrowego I szczęśliwego życia? Recepta jest dość prosta: więcej wspólnego czasu, niż pieniędzy. Pomoc i zaangażowanie, zamiast kolejnych zajęć dodatkowych. Prawdziwa relacja opartej na bezwarunkowej miłości i cierpliwości, gdzie odmawianie jest tak samo wartościowe jak dawanie. Wtedy życie dorosłe nie będzie postrzegane przez nich jako niesprawiedliwe, a świat będzie dokładnie takim rajem, jaki sami sobie zbudują.

 

Karolina Jarmołowicz – psychoterapeuta, socjolog, Ośrodek CENTRUM