Jak sprawić, żeby nasze życie było szczęśliwe?

Wiele osób mówi, że celem ich życia jest osiągnięcie szczęścia. W imię tej pogoni spędzamy setki godzin w pracy rezygnując z hobby, spotkań towarzyskich i życia rodzinnego. Wszystko to robimy dla “lepszej przyszłości”, którą mają zagwarantować nam zgromadzone oszczędności i własne mieszkanie. I tak każdego dnia stajemy się co raz bardziej zmęczeni, smutni, sfrustrowani. Co robić, aby życie nie przypominało drastycznej diety, w której pomimo miliona wyrzeczeń ostatecznie stajemy znowu przed “efektem jojo”?

Pierwsza kwestia to zrozumienie, że szczęście nie jest celem samym w sobie, a sposobem na życie. W życiu, jak w chodzeniu po linie – podstawą jest balans. To brak równowagi prowadzi do upadku. Tego zrównoważenia uczymy się od dziecka. Jak zdążyć po szkole na obiad, potem odrobić lekcję przed wyjściem na podwórko, aby ostatecznie obejrzeć dobranockę, umyć zęby i pójść spać na tyle wcześniej, by nie zaspać do szkoły. A czy tego aby balansu uczyli nas rodzicie? Hmmm.... “bez pracy nie ma kołaczy”, “jaka praca taka płaca”, “ciężką pracą ludzie się bogacą”, “tylko praca człowieka wzbogaca”… ani słowa tu o odpoczynku i czasie dla bliskich. “Bezczynność jest matką wszelkiego zła” to jedne z przestróg przed lenistwem. Jak czuć się wartościowym człowiekiem odkładając nieskończony raport w pracy na następny dzień, po to by pograc w piłkę z synem?

Brak równowagi to główny problem ludzkości, a więc i nas kobiet. Szczególnie obdarzonych talentem do robienia wszystkiego jednocześnie i za wszystkich. Zmęczenie i stres to powód wielu zaburzeń psychosomatycznych. Naszym relaksem nie powinien być papieros w przerwie albo pospiesznie zjedzona kanapka, czy godzina przed telewizorem jak już dzieci pójdą spać. Powinniśmy wypracować swój własny “złoty środek”, w którym znajdzie się czas na wszystko co tak naprawde jest nam potrzebne do szczęścia.

Jak odnaleźć życiowy balans?

Po pierwsze “muszę” zastępujemy “chcę”. Po drugie: odpowiadamy sobie na pytanie: co w moim życiu jest naprawdę ważne? Weź kartkę i napisz 5 rzeczy, które musisz i 5 rzeczy jakie cenisz i uważasz za najważniejsze. Potraktuj to jako zbiory, z których możesz zbudować swoje  fajne życie. Zacznij od rozpisania tygodnia. Wybieraj z każdej grupy na zmianę – tak aby wszystkie elementy znalazły się na przestrzeni 7 dni w równej ilości.

Pomocnym ćwiczeniem jest także audyt codzienności. Zacznij notować przez jeden tydzień co robisz każdego dnia. Ile czasu zajmuje ci śniadanie, mycie, ubieranie, dojazd do pracy, lunch, gotowanie, czy rozmowa z partnerem lub zabawa z dziećmi. To pozwoli ci zobaczyć jak żyjesz i zdecydować czego powinno być więcej, a czego mniej, abyś miała czas na to, co uczyni cię radośniejszą. Przecież doba ma tylko 24h. Może się okazać, że np. jak zamienisz auto na tramwaj, to zamiast stania w korku poczytasz sobie książkę, na którą nie znajdujesz przestrzeni już od wielu lat. To jest swoista “ergonomia życiowa”, czyli nauka o sposobie zużywania siły i zdolności jaką dysponujemy w życiu. Na początku optymalizowanie może sprawiać Ci trochę trudności, ale jeżeli poświęcisz temu chwile i dobrze to zaplanujesz – twój dzień nie będzie walką o przetrwanie, a miłym doznaniem.           
Regularnie odpowiadaj sobie na pytanie: czy jestem zadowolona ze swojego życia? Jeżeli nie jesteś - to zatrzymaj się, weź kartkę i zastanów się co byś mogła zrobić “tu i teraz”, aby być. Zamiast noworocznych obietnic i marzeń o spokojnej starości, zacznij dawać sobie uśmiech każdego dnia. Inaczej spędzisz większość życia na byciu w męczącej podróży do celu, którego możesz nie dożyć, bo dopadnie Cię zawał zanim dożyjesz czterdziestki.

Radość z życia będziesz czerpała z wielu małych przyjemności i jak to powiedział Einstein: “Jeśli chcesz mieć szczęśliwe życie, skup się na swoich celach, a nie na tym, czego oczekują ludzie”.

 

Karolina Jarmołowicz – psychoterapeuta, socjolog, Ośrodek CENTRUM