Aneta Żuchowska, a jeszcze kilka miesięcy temu Aneta Czajkowska do programu "Ślub od pierwszego wejrzenia" zgłosiła się spontanicznie. Choć była gotowa na miłość, nie wiedziała, że ta spadnie na nią jak grom z jasnego nieba. I to ze zdwojoną siłą! Aneta i wybrany dla niej przez ekspertów mąż, Robert Żuchowski już niedługo powitają na świecie swoje pierwsze dziecko. "Cieszę się, że trafiłam na osobę o podobnych pragnieniach" - mówi o nim. Rozmawiając z Anetą widziałam, że jest szczęśliwa i że nie uczestniczy już w żadnym eksperymencie. To jej prawdziwe życie.

Xymena Borowiecka, kobieta.pl: Ktoś gdzieś założył, że jesteście eksperymentem, a Wam naprawdę się udało. Jakie to uczucie?

Aneta Żuchowska: Powiem tak, jak mówiłam w dniu decyzji, a właściwie wcześniej, bo już wcześniej byliśmy pewni, że coś z tego będzie - to jakiś cud. Ani jedno, ani drugie nie wierzyło w rzeczy typu "eksperyment w telewizji".

I w dodatku zakończony prawdziwym happy endem, bo wkrótce zostaniecie rodzicami. Jak się czujesz? Ciąża to szczególny czas, a wokół was wiele się dzieje.

Spełniają się nasze kolejne marzenia. Mały cudzik już niedługo będzie z nami. Przez całe życie powtarzałam sobie: trzeba być cierpliwym i wszystko przyjdzie. Zawsze byłam cierpliwa i tym razem też się opłaciło.

Na pewno pamiętasz moment, kiedy dowiedziałaś się o ciąży. Jak powiedziałaś o tym mężowi? Czy może dowiedzieliście się razem?

Dowiedzieliśmy się razem. Nie bałam się, nie musiałam wymyślać, jak mu powiem. Ja byłam delikatnie zdziwiona, Robert od razu zadowolony. A byłam zdziwiona tylko dlatego, że pierwsze testy wyszły negatywnie. Miałam nawet na to odpowiedź - że to jeszcze nie ten czas i tyle. A kilka dni, czy tygodni później okazało się, że kolejny test wyszedł pozytywny. 

Zobacz także:

Odcinki programu były już wtedy emitowane? Byliście rozpoznawani przez widzów?

Nie. Program zaczął się we wrześniu, a dowiedzieliśmy chwilę wcześniej, więc miałam jeszcze czas na to, żeby pójść do kilku lekarzy. Dopiero teraz, kiedy program jeszcze trwał trzeba było naprawdę się ukrywać. Wszędzie, gdzie ktoś kolokwialnie mówiąc "czyhał" było trudno.

Byliście ulubioną parą telewidzów. Wspominałaś w jednym z wywiadów, że ludzie „wytykali was palcami”. To było/jest miłe, czy raczej krępujące? 

Określenie „wytykani palcami” z perspektywy czasu wydaje się zbyt dosadne. Może innym to pasuje, mnie nie. Zawsze byłam samotnikiem. Lubię być incognito. Nie jestem też szczególnie towarzyską osobą. Wolę ciszę i spokój - czytanie książek, spędzacie czasu z psem. I, mimo że to miłe, bo ludzie mówią nam miłe słowa, uśmiechają się, to zawsze, kiedy gdzieś weszłam i ktoś mnie rozpoznał, pokazał palcem, to ja już miałam rozwalony dzień. Szybko wychodziłam ze sklepu, czy innego miejsca, bo zwyczajnie nie umiałam i nadal nie umiem się odnaleźć. Robert mnie uspokaja - on ma luźniejsze podejście do tego. Mnie to niekoniecznie pasuje.

Inne pary z programu wręcz przeciwnie - część uczestników poprzednich edycji to dziś influencerzy z ogromnymi zasięgami, wykorzystujący popularność, którą dał im "Ślub...". Macie z nimi kontakt?

Nie mamy kontaktu. I nie dlatego, że nie chcemy, ale jesteśmy zabiegani. Przygotowujemy się do przyjścia na świat naszego dziecka, więc zdecydowanie mamy co robić. To jest też czas, kiedy potrzebujemy prywatności, przestrzeni. Dodatkowo daleko od siebie mieszkamy - jesteśmy dosłownie "porozrzucani" po całej Polsce. Utrzymujemy pewien rodzaj relacji przez social media - otrzymujemy od innych uczestników gratulacje, słowa wsparcia.

Skontaktowała was ze sobą produkcja, czy sami dotarliście do siebie?

Produkcja programu nie miała z tym nic wspólnego. To wynika/wynikało z naszej - czyli uczestników - inicjatywy.

Aneta Żuchowska o programie "Ślub od pierwszego wejrzenia": "To jest eksperyment. Nie idziemy na zakupy, żeby przebierać i wybierać to, co nam się podoba"

W czerwcu jeszcze przed emisją programu przeniosłaś się do Strzelna i zamieszkałaś z mężem. Czułaś tak dużą ekscytację, że nie myślałaś o tym, że kiedyś coś między wami nie zagra, że pojawią się problemy? Miałaś obawy przed wspólnym życiem?

Nie. Kiedy jestem na coś zdecydowana, to idę za ciosem. Zastanawianie się nad tym, co zrobiłam już po podjęciu decyzji, uważam za niepotrzebne. 

Pamiętasz jeszcze etap castingów do "Ślubu..."? Co wpisałaś w rubryce: "Jaki ma być Twój mąż"? W programie powiedziałaś, że nie wyobrażałaś sobie wybranego dla Ciebie męża, że nie miałaś wobec niego szczególnych oczekiwań. Jednocześnie, wśród innych par, mogliśmy zaobserwować to, że zbyt wygórowane oczekiwania były powodem rozczarowania...

To jest eksperyment. Nie idziemy na zakupy, żeby przebierać i wybierać to, co nam się podoba. Nawet nie można mieć wygórowanych oczekiwań. Jeśli ktoś takie ma, to powinien zastanowić się przed zgłoszeniem, czy to na pewno program dla niego. Jeśli chodzi o mnie to wygląd nie miał i nie ma dla mnie większego znaczenia. Liczy się człowiek i to, co ma w sercu i głowie. Na mnie i na mojego byłego partnera mówili "piękna i bestia", bo nikt nie wierzył, że jestem z kimś takim, a dla mnie to nie miało absolutnie żadnego znaczenia. Tak samo tutaj. Nie obchodziło mnie, jak będzie wyglądała osoba, która będzie stała przed urzędnikiem, tylko jaki będzie miała charakter i czy się dopasujemy.

A masz swoją teorię, dlaczego eksperci dopasowali was do siebie?

Usłyszeliśmy raz, że podobnie wypełniliśmy ankiety. Zrobiliśmy to krótko i na temat, czyli bez rozpisywania - jedno zdanie, ale za to bardzo konkretne. Chociaż Robertowi zależało jednak na wyglądzie. A ja cały czas mu to wypominam (śmiech). 

Czy to, co napisałaś w ankiecie odpowiada temu, jaki jest Robert?

Robert jest troszkę inny i bardzo się z tego cieszę. Ja chyba wtedy nie do końca wiedziałam, kogo potrzebuję. Chciałam, żeby to była osoba podobna do mnie. Miałam styczność przez ostatnie lata z "wariatami", których miałam po prostu dosyć. Chciałam wreszcie świętego spokoju i takiej osoby jak ja. Myślałam sobie, że gdzieś na świecie taka osoba istnieje. Melancholik, z którym porozmawiam o książkach, co w tych czasach rzadko się zdarza. I na szczęście Robert tym melancholikiem nie jest. Nie jest przesadnie spokojny i wyciszony, ma przeogromne poczucie humoru, którym mnie ujmuje.

Wiedziałaś od początku, że to ten? Między wami było widać tzw. chemię, ale równie dobrze mogłaś pomyśleć sobie, że zostaniecie przyjaciółmi, a nie parą. 

Tak było! Pamiętam taki moment, to było jakiś czas po podróży poślubnej. Jechaliśmy samochodem, trzymaliśmy się za ręce, było miło. W pewnym momencie, patrząc na niego, pomyślałam: "Może z tego nic nie wyjdzie, bo ja tak po prostu mam?, Jak mam się odblokować? Nie mam pojęcia, jak to zrobić...". Bałam się, bo nie wiedziałam, czy to uczucie przyjdzie, czy nie. Dokładnie tak miałam w każdej poprzedniej relacji. 

Po kolejnych rozstaniach próbowałaś sobie samej wytłumaczyć, co poszło nie tak? Obwiniałaś siebie, czy byłaś wierna temu, że wina leży po obu stronach?

Wina zazwyczaj leży po obu stronach. Tak po prostu jest. Ja nie czekałam na cud, nie zamknęłam się też w sobie po tym, co przeżyłam z poprzednim partnerem. Z człowiekiem, który był uzależniony. Poszłam to przepracować. Długo chodziłam na psychoterapię. Dzięki temu poczułam się wolna i spokojna.  

Mówienie o tym przychodzi Ci naturalnie. Kobiet, które są w związkach, gdzie jest przemoc, czy destrukcyjne współuzależnienie, są tysiące, ale wiele z nich nie ma odwagi poprosić o pomoc. Osobę taką jak Ty, która nie jest gwiazdą, traktujemy bardziej "po ludzku" i czasami wierzymy jej bardziej niż odrealnionemu idolowi...

Mówię o tym otwarcie, żeby uświadomić dziewczyny takie, jak ja. Już się nie boję i nie wstydzę. Kiedyś się bałam i wstydziłam tego, co się stało. Było bardzo ciężko, a ja uważałam się za twardzielkę, która wszystko przeżyje, a rzeczywistości... Dzisiaj wiem, jak ważne jest, żeby dać sobie pomóc. 

Komentujący program widzowie widzieli w Tobie właśnie taką silną osobę, która "nie da sobie wejść na głowę". Mieli rację?

Ja mam sobie ogromną siłę. Ja to wiem i nie muszę tego nikomu udowadniać, ale to nie oznacza bycia zadziornym, co często mi przypisywano. Dla mnie to jednak nie miało i nie ma znaczenia. Każdy może obejrzeć program i zinterpretować moje wypowiedzi, czy zachowanie jak chce. W ostatecznym rozrachunku i tak w końcu dowiemy się, kto, jaki jest. Jednocześnie dziwnie było mi - osobie naprawdę spokojnej - słuchać, że "on z nią nie wytrzyma". Pewnie, że mam swoje zdanie, ale oboje jesteśmy bardzo charyzmatyczni.

To, jak zostaniemy pokazani w telewizji, w dużej mierze zależy od montażu...

Tak, dokładnie tak jest. Zostaniemy pokazani w pewien bardzo konkretny sposób, czy nam się to podoba, czy nie. Jeśli chodzi o nas i to, jak zostaliśmy pokazani w programie, to miejscami nam się podobało, a miejscami nie. Wiele osób mówiło, że u nas się mało dzieje, że jest nudno. A u nas po prostu było normalne życie, tacy jesteśmy. Po co miałam robić coś wbrew sobie tylko dlatego, że patrzą na nas kamery? 

Dystansujesz się od kontynuowania tzw. kariery internetowej.

Nie marnuję czasu na to, żeby się nad tym zastanawiać nad byciem influencerką czy kimś podobnym. Jedyna kariera, jakiej teraz chcę, to kariera mamusi (śmiech).

I to chyba też was połączyło - pragnienie posiadania rodziny, o którym mówiliście w jednym z wywiadów.

Tak, zdecydowanie! Z wieloma osobami przestałam się spotykać właśnie z takiego powodu - szczerze mówiłam, na czym mi zależy i była to właśnie duża rodzina. I nie przesadzę jeśli powiem, że 99 proc. od razu rezygnowało. Chcieli przygód, karier...

Posiadanie licznej rodziny nie jest teraz popularnym marzeniem.

To prawda. Taki mamy dziś świat, dlatego cieszę się, że trafiłam na osobę o podobnych pragnieniach. To scementowało nasz związek. Cieszę się, że możemy spełniać wspólne marzenia. Dostaliśmy od losu coś wyjątkowego. Chciałabym, żeby po prostu było tak, jak jest.