W eleganckim, klimatycznym klubie zbiera się grupa mężczyzn i tyle samo kobiet. Każda kobieta rozmawia z każdym mężczyzną, mają na to 5 minut. I decydują, z kim chcą spotkać się raz jeszcze. Jeśli dwie osoby wzajemnie sobie się spodobają, nastąpi wymiana kontaktów. Czy jest szansa na ciąg dalszy – to już zależy od nich. A czy jest szansa, aby zaiskrzyło? Bardzo duża.

Dagmara z Warszawy, 29-letnia rehabilitantka

Czy to wymaga odwagi?

W pewnym sensie tak. Sama pewnie bym się nie odważyła, ale namówiła mnie koleżanka. Na początku byłam spięta, jak na rozmowie kwalifikacyjnej. Ale stres szybko puścił. Z każdą kolejną 5-minutową rozmową humor mi się poprawiał, przestałam się skupiać na tym, jak wypadam. Po prostu – patrzyłam i słuchałam. Ludzie byli przeróżni, tacy, którzy próbowali zaimponować, i tacy, co mówili „poszłem”. Na kolejny speed dating wybrałam się z grupą znajomych. To był świetny pomysł na wspólną zabawę. Choć nikt z nas nie traktował tego poważnie, przyjaciółka znalazła kogoś interesującego. Ja zaś nabrałam chęci na kolejne takie wyjścia. Wybrałam się jeszcze dwa razy.

Ten ostatni raz był wyjątkowo udany. Klimatyczne miejsce i ludzie świetni. Wśród nich Piotrek. Zobaczyłam go przy barze i przemknęła mi myśl, że to organizator – za przystojny, żeby szukać partnerki. Gdy usiadł naprzeciw mnie, poczułam, że oblewa mnie rumieniec. I zamiast przedstawić się jako elokwentna, interesująca osoba, speszona dukałam coś pod nosem. A mimo to Piotr chciał się ze mną spotkać! Okazał się facetem nie tylko przystojnym. Jest też niesamowicie inteligentny. I łączy nas wspólna pasja: podróże.

Tomasz z Katowic, 33-letni informatyk

Co jest do tego potrzebne?

Energia. Przez dwie godziny jesteś na pełnych obrotach, starasz się zrobić dobre wrażenie, uśmiechasz się. Informację o imprezie znalazłem w necie, zgłosiłem się, dostałem e-maila z wytycznymi, gdzie się stawić, a w przeddzień organizator zadzwonił, żebym potwierdził, że przyjdę. Gdyby nie to, pewnie bym się rozmyślił w ostatniej chwili. A tak musiałem się ogolić, buty wypastować i iść. Raz kozie śmierć! Zamówiłem coś przy barze, bo kazali czekać, aż panie zajmą miejsca. Dostałem listę z numerami i imionami, miałem stawiać plusy i minusy. Zaczął się maraton. Pięć minut, dzwonek, przesiadka. W ciągu 2 godzin rozmawiałem z 15 dziewczynami. Ile plusów postawiłem? Kilka. Sam też zaplusowałem kilka razy. Z jednego coś się szykuje na przyszłość. Ale to na razie tajemnica.

ZDANIEM EKSPERTA

dr Julita Czernecka, socjolog z Uniwersytetu Łódzkiego (www.julitaczernecka.uni.lodz.pl)

Współczesna wersja randek w ciemno

Ofert dla singli przybywa jak wody w rzece po deszczu. Ktoś zwietrzył interes?

Jest popyt na takie usługi. Jest ich dużo, stają się coraz bardziej popularne. Między innymi dzięki temu z takich ofert korzystają nie tylko osoby, które chcą znaleźć partnera, a nie mają na to innego pomysłu. Coraz częściej także ci, którzy na przykład nie mają z kim wyjechać na wakacje. Chcą się dobrze bawić, pogadać, pozwiedzać, ale nie solo, lecz w czyimś towarzystwie.

Niekoniecznie trzeba szukać drugiej połowy?

Wbrew pozorom na takich wyjazdach jest mniejsza presja „poznania kogoś” niż na portalu randkowym, gdzie większość jest na to nastawiona. Korespondując z kimś, zakładamy, nawet nieświadomie, że powinno dojść do randki. A to stwarza rodzaj wewnętrznej presji, żeby bardziej się starać. Podczas wyjazdu, imprezy od razu weryfikujemy, kto nam się podoba. Związki, które się tworzą, są bardziej naturalne, jeśli dzieje się to bez przymusu.

Czy szybkie randki są dla tych, którzy nie dość, że muszą, to jeszcze muszą w trybie ekspresowym?

Nie, to przede wszystkim rodzaj zabawy. Sama kiedyś brałam udział w czymś takim i nie wspominam tego źle. Można przy tej okazji spotkać osoby niezwykle różnorodne, dać się zaskoczyć. Jeśli ma się dystans do stawianych pytań, do siebie i do innych, zabawa będzie znakomita. A strzała Amora może nas dosięgnąć wszędzie. Kto wie, czy nie na takiej szybkiej randce.