Zawsze chciała być policjantką śledczą, nurtowała ją też natura zła i przemocy. Teraz ma na koncie parę książek, doskonałe reportaże, czytane przez całą Polskę, które faktycznie zmieniają bieg spraw oraz pracę nad scenariuszem do pierwszego filmu z Borysem Lankoszem. Justyna Kopińska jest kobietą, która nie boi się przeciwstawić systemowi sprawiedliwości, ma świetne pióro i dar opowiadania historii, które zapadają w pamięć. Za to właśnie nagrodzono ją prestiżową European Press Award.  

Na początek chciałam Ci pogratulować europejskiego Pulitzera, którego, notabene, otrzymałaś jako pierwsza Polka.

Dziękuję, to dla mnie wielkie wyróżnienie i kolejna nagroda w dorobku dziennikarskim, choć przyznam, że zdecydowanie zwiększyła mi się ilość pracy. Piszę dwa nowe reportaże dla Dużego Formatu, kolejną książkę i scenariusz do filmu „Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie”, który robimy razem z Borysem Lankoszem. Zależy mi, żeby wszystko było na jak najwyższym poziomie.

Z pewnością cieszy tym bardziej, że konkurencja w European Press Awards była naprawdę spora.

Tak, nominowani byli także dziennikarze z „Guardian” i „Der Spiegiel”. Redaktorów naczelnych tych tytułów mocno zainteresowały tematy, które poruszam w reportażach – sytuacje dziejące się za zamkniętymi drzwiami instytucji np. szpitali psychiatrycznych jak w „Oddział chorych ze strachu”. Przypominały im one historię z „Lotu nad kukułczym gniazdem”. W dyskusjach w kuluarach sporo rozmawialiśmy o naturze zła, które było obecne w czasie II wojny światowej i stalinizmu, a teraz przeniosło się do zamkniętych, odizolowanych od reszty miejsc, w których umieszcza się bezbronnych ludzi.

fot. Gosia Bańka

Czy w związku z tym czujesz, że masz do spełnienia społeczną misję?

Dla mnie dziennikarstwo w ogóle jest misyjne – zawsze oznaczało dla mnie oddanie głosu tym, którzy na co dzień go nie mają. Nie zależy mi na rozmowach z ludźmi z pierwszych stron gazet, wolę docierać do tych, którzy mają do opowiedzenia ciekawe historie, a nikt ich o to nigdy nie zapytał.

Widzę, że publikacje takich historii mogą wiele zmienić. Po reportażu „Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadecie” na przykład zostały wprowadzone prawne zmiany w funkcjonowaniu burs dla nieletnich, siostra z kolei została osadzona w zakładzie karnym. Po „Ten trup się nie liczy” z mojej książki „Polska odwraca oczy” policja ponownie przyjrzała się sprawom, które opisałam. Mąż Anny G., zasugerowany przeze mnie jako jej prawdopodobny morderca, został aresztowany pod zarzutem zabójstwa, po dobrych kilku latach. Lepiej jednak późno, niż wcale.

Przemoc, którą się ukrywa za zamkniętymi drzwiami, miłość, która prowadzi do samobójstwa, przedawnione, nigdy niewyjaśnione sprawy... W jaki sposób trafiasz na takie historie? 

Zwykle piszą do mnie ludzie. Po reportażu o dziewczynce skazanej za udział w gwałcie w Łysej Górze, dostałam bardzo wiele maili o przemocy w innych miejscach dla nieletnich. M.in. wiadomość od byłego wychowanka sióstr Boromeuszek zaczynającą się od słów „Pani jeszcze nie wie, co to jest piekło”. Napisał to anonimowo, bez podpisu, jednak odpisałam i zaczęliśmy rozmawiać. Każdą opowieść sprawdzam z wielu stron, analizuję, pytam, robię research. 

Są jednak też takie historie, które zwyczajnie mnie uderzają. Takie jak ta związana ze śmiercią minister Zbrojewskiej. Jestem oczywiście przeciwniczką prowadzenia po alkoholu (minister Zbrojewską zatrzymano niedaleko parkingu pod domem), jednak wielu mężczyzn polityków wcześniej już to robiło. Nigdy jednak nie było w sieci i mediach takiego hejtu, jak w tym konkretnym przypadku. W niektórych komentarzach życzono pani minister śmierci, wulgarnie komentowano jej wygląd, wzywano do oddania habilitacji.

Wiedziałam, że czytała te wszystkie opinie, a tydzień później już nie żyła. Postanowiłam przywrócić jej godność. Moim zdaniem to była jedna z bardziej wybitnych prawniczek i polityków z ideałami. To rzadko się zdarza.

W swoich reportażach dostarczasz czytelnikom cały wachlarz emocji. Poruszasz się w tematach, które przez wielu są wypierane. Jak sama sobie radzisz przy pisaniu o szokujących sprawach?

Dla mnie najgorszy jest moment zaraz przed napisaniem tekstu, kiedy po zebraniu całej dokumentacji staram się nie dzielić z nikim tym co odkryłam, do czego dotarłam. Trzymam to wszystko w sobie i czasem zdarzają się senne koszmary. Potem jednak, kiedy przelewam słowa na papier i dzielę się nimi  ze swoimi czytelnikami – zaczynam o tych sytuacjach rozmawiać.

Napięcie opada przez rozmowy. Staram się jednak nie obarczać nim swojej rodziny i przyjaciół, zazwyczaj więc dyskutuję z osobami z „branży” - prokuratorami, psychologiami, policjantami. Oni zresztą też mogą zawsze do mnie zadzwonić. Potrafimy sobie nawzajem pomóc.

Kim są Twoje główne źródła informacji? To właśnie ci policjanci i prokuratorzy?

Zazwyczaj dostaję kilkadziesiąt maili dziennie od ludzi, którzy chcą opowiedzieć swoją historię. Czasem faktycznie zgłosi się do mnie znajomy związany zawodowo z kryminalistyką, podrzucając temat, który wymaga rzetelnej, medialnej analizy. Zazwyczaj jednak źródłem są sami bohaterowie, którzy czytają moje reportaże i chcą się podzielić swoimi przeżyciami. Ostatnio dostałam piękny mail od Rzecznika Praw Obywatelskich, Adama Bodnara, który zaoferował swoje wsparcie i wiedzę w każdej ze spraw, którymi chciałabym się zająć. Nawet minister Ziobro, prokurator generalny, pomagał mi w materiale o minister Zbrojewskiej, zależało mu na pokazaniu jej w prawdziwym świetle.

Minister Ziobro to inna opcja polityczna, niż Twój pracodawca, a teraz podziały w kraju są widoczne jak na dłoni.

Staram się być dziennikarzem apolitycznym. Choć widzę wyraźny podział na duże miasta Warszawę, Kraków, Wrocław a Polskę z Sieradza, Zduńskiej Woli. Tam ludzie mają poczucie wykorzystania i opuszczenia. I, co najgorsze, jeśli podwinie im się noga – nie mogą w naszym kraju liczyć na sprawiedliwość.

Na pewno każdy z Twoich materiałów jest w jakiś sposób dla Ciebie obciążeniem, który z nich uważasz za najcięższy?

Zdecydowanie były to „Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadecie” oraz „Oddział chorych ze strachu”. Dwa materiały o przemocy wobec dzieci i  tym, jak wyrządzone zło spowodowało w nich brak wiary we własne siły. Historie o izolacji i przemocy psychicznej oraz fizycznej na długo zapadają w pamięć. Mam też jednak w swojej książce „Polska odwraca oczy” opowieści o miłości, z przeciwległego bieguna.

Takie jak „Nieśmiertelność chrabąszczy”?

Tak, ale też „Beethoven z Murzasichla”, o chłopcu, który został źle zdiagnozowany w wieku dwóch lat jako autystyczny i upośledzony umysłowo. Stracił czternaście lat swojej edukacji, ponieważ po tym czasie okazało się, że był głuchy. Kiedy zrobiono mu operację, odkryto w nim niezwykły talent muzyczny - zaczął grać Beethovena na światowych festiwalach. Opisałam tu głównie ogromne wsparcie i miłość matki, która okazała się być jego przybraną mamą. Biologiczna zmarła w wypadku samochodowym, a za życia była wybitną pianistką.

Niesamowite, że takie historie zdarzają się w Polsce, w malutkim Murzasichle – wiele osób uważa mój reportaż o Grzegorzu za gotowy scenariusz na film. „Nieśmiertelność chrabąszczy” to z kolei materiał o wieloletniej miłości na Saskiej Kępie , całkowitym oddaniu dwojga ludzi i o prawdziwości przysięgi małżeńskiej „będę z Tobą dopóki śmierć nas nie rozłączy”. Tę historię opowiedział mi znajomy policjant. Skontaktowałam się z synem pary. Okazało się, że jego ojciec znał i cenił mój reportaż o przemocy w sierocińcu siostry Bernadetty, więc zgodził się na rozmowę, tuż po pogrzebie rodziców.

Która historia była Twoim „chrztem bojowym” w pracy dziennikarki śledczej?

„Karmel”, o księdzu, który popełnił samobójstwo w związku z swoją orientacją seksualną, a rok później popełnił samobójstwo jego brat, również ksiądz. Ten temat opowiedziała mi, jeszcze kiedy pracowałam w Krakowie, koleżanka ze środowiska wydawniczego. Być może nie był to reportaż stricte kryminalny, ale za to psychologiczny. Próba zrozumienia tego człowieka, daleka od oceny.

fot. Gosia Bańka

Wspomniałaś, że niejednokrotnie mówiono Ci, iż Twoje reportaże to gotowy scenariusz na film. I taki film właśnie powstaje?

Tak, z Borysem Lankoszem. Jego „Rewers” to jeden z moich ulubionych filmów. Bierzemy się do pracy nad scenariuszem do „Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadecie”, są też wstępne plany ekranizacji „Oddziału chorych ze strachu”. Rozważamy aktualnie obsadę – oboje jesteśmy zdania, że do roli siostry Bernadetty idealna byłaby Agata Buzek, a ona też wyraziła zainteresowanie. Szukamy teraz osoby odpowiedniej do roli pani prokurator. Pod postem o filmie na moim Facebooku padały różne nazwiska: Danuta Stenka, Maja Ostaszewska, Katarzyna Herman. To ciekawe, jak ludzie wyobrażają sobie tę historię. Zarówno silna rola siostry jak i młoda prokurator będą wymagające, ale wydaje mi się, że wydobędą ze swoich odtwórczyń to, co najlepsze. Co zastanawiające, zwykle w filmach tego typu główne role grają mężczyźni.

W mocno katolickiej Polsce odważnie przełamujesz tabu.

Ta pani prokurator z mojego materiału jako pierwsza zaczęła siostrę Bernadetę traktować bez całej „otoczki”, zaczęła się do niej zwracać per pani, odjęła jej aurę świętości (siostra wcześniej dostała nagrodę św. Kamila za działalność na rzecz osób bezbronnych), co pozwoliło ją finalnie skazać. Starsi koledzy po fachu odradzali jej tę sprawę, mówili, że to przecież zakonnica, nie warto tego ruszać. Podziwiam takie osoby jak prokurator Joanna.

Czy zderzasz się, właśnie z powodu poruszania tak delikatnych rejestrów, z hejtem?

To zaskakujące, ale nie. Po publikacji „Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadecie” dostałam około 8 tysięcy maili, wszystkie pozytywne. Nawet od środowisk duchownych, które wierzyły w tę historię.

Być może to kwestia doboru świadków. Wybrałam spośród kilkunastu wychowanków sióstr Boromeuszek dwóch, którzy nie nienawidzili sióstr. Wręcz przeciwnie – czuli się oszukani jak przez matkę, która ich skrzywdziła. Podobnie jak dzieci z oddziału szpitala psychiatrycznego, które chciały, żeby innych nie spotkał taki sam los. To czyni opowieść bardziej wiarygodną, bo jest opowiedziana głosem moich rozmówców. Wiele historii, o których piszą do mnie ludzie ,nie jestem fizycznie w stanie opisać, jednak dzięki tym wiadomościom wiem, co „siedzi” w naszym społeczeństwie. Dla mnie ogromne znaczenie ma fakt, żeby pisać o sprawach ważnych, takich, które dzieją się tu i teraz, bez podziału na lepsze i gorsze.

Dziękuję za rozmowę.