Determinacja. To podstawa każdego biznesu – Antonina Kopała nie zamierza podawać gotowego przepisu na sukces, ale tego składnika receptury jest pewna. – Nie wolno się poddać, a kiedy pojawią się trudności (a pojawią się na pewno), zawsze trzeba zakładać, że są przejściowe – mówi. Wie, co mówi, bo właśnie mija 25 lat, odkąd prowadzi działalność gospodarczą. W tym czasie otworzyła, bagatela, 11 firm: restauracje, stołówki, które wydawały dziennie po 700 obiadów, bary, sklep, pensjonat. Każde z tych przedsięwzięć pochłaniało masę jej energii, nie wszystkie przetrwały próbę czasu. Czasem trzeba było z czegoś zrezygnować, któryś biznes zamknąć, potem się pozbierać, iść dalej. Tak, to wymaga gigantycznej siły. Skąd ta drobna kobieta ją bierze?

Napęd do działania

Jest filigranowa, ale już na pierwszy rzut oka widać, że to silny człowiek, także fizycznie. Przy pierwszym spotkaniu trudno nie pomyśleć: „Wow, ale figura!”. Wyprostowana, wysportowana. Jest z tych, którzy nie patrzą w tył, nie narzekają na wiek, tylko ruszają przed siebie, biegną na siłownię, basen. – Kiedyś spędziłam na  rusztowaniu niemal bez przerwy 19 godzin. Z pracownikami przygotowywaliśmy aranżację sali bankietowej. Z rękami w górze upinałam dekorację – wspomina. – Następnego dnia nikt nie przyszedł  do pracy, tylko ja. Wszyscy leczyli zakwasy – śmieje się.  
Inne źródło jej niespożytej energii to działalność charytatywna. – Jestem w tym interesowna – żartuje. – Sama mnóstwo zyskuję, zaskarbiam sobie ludzką sympatię, a poza tym to, co daję od siebie, wróci do mnie w dwójnasób – mruga porozumiewawczo. Zaczęła od pomocy stowarzyszeniu społecznemu nauczycieli Carpe Diem, ale angażuje się też w wiele innych przedsięwzięć: pomaga szkołom, wspiera młodych sportowców, twórców. Zwłaszcza tych ostatnich, bo jej się marzy, żeby Bolesławiec był miastem artystów.

 
Gdy nazywają ją restauratorką, protestuje. Jest tylko (lub aż) menedżerką. To jej wspólnik kreuje menu, ma do tego dar,  w kuchni tworzy cuda. Ona dodaje do tego szczyptę intuicji. Czuje, co może się udać, a co nie.

Najważniejsi są ludzie

W Bolesławcu mieszka od 15. roku życia, to już 45 lat. Zapala się, gdy opowiada  o swoim mieście. – Jest piękne, teraz wspaniale odrestaurowane, byłoby atrakcyjne dla turystów, ale... – zawiesza głos. Trzeba jeszcze trochę się postarać, by przyciągnąć turystów. – Wpadłam na pomysł, żeby w Rynku postawić scenę, urządzać koncerty, obudzić miasto. I jest szansa, że to się uda, że scena stanie jeszcze w tym roku – zdradza. Jak zwykle bierze sprawy  w swoje ręce. W restauracji Oleńka na Starówce także organizuje koncerty, wernisaże – gościła m.in. Kasę Chorych, zaprasza młodych artystów, muzyków, malarzy.
Antonina przyciąga artystyczne dusze, ma w sobie coś, co sprawia, że ludzie do niej się garną. Zwłaszcza młodzi. – Od młodych można i trzeba się uczyć. Traktować ich poważnie, jak własne dzieci – przekonuje. – Są fajni, pracowici, zdolni, mają mnóstwo zalet – dodaje. Fakt, ona ma dar dostrzegania ich w innych. – Zdarzało się nie raz, że ktoś chciał pracować jako kelner, a potykał się o własne nogi. Za to miał talent kulinarny, zostawał więc kucharzem – opowiada. Trudno się dziwić, że w jej firmach niemal nie ma rotacji, choć zatrudniła już ponad 400 osób.

Antonina Kopała trzy lata temu przy Rynku w Bolesławcu otworzyła restaurację Oleńka na Starówce. To jej ukochane biznesowe dziecko, ale nie jedyne. Ma też salę bankietową Galeria, prowadzi stołówkę i firmę cateringową.

Czasem trzeba ustąpić

Firmą-matką wszystkich 11 przedsięwzięć Antoniny jest P.H.U. Oleńka – przedsiębiorstwo, którego jest wspówłaścicielką  ze szwagrem. – Firma Oleńka to właściwie dziecko banku – śmieje się Antonina.
Jej działalność gospodarcza zaczęła się, gdy w 1991 r. w Banku Zachodnim WBK zaciągnęła pierwszy kredyt na rozkręcenie biznesu. – Zaufali mi, uwierzyli, że się nie poddam, choć sama taka pewna nie byłam – przyznaje. Na początkującą bizneswoman działało to jak motywacja w trudnych chwilach i wiadro zimnej wody jednocześnie. Wiedziała, że musi przetrwać, spłacić kredyt. Kolejny, na otwarcie sali bankietowej, wzięła w 2003 r. – Nie, nie dostawałam pieniędzy zawsze, gdy o nie prosiłam – uprzedza pytanie. Kiedyś wpadła na pomysł, żeby kupić hotel niedaleko Bolesławca. Ale analitycy z banku podeszli do sprawy chłodno. Uznali, że przedsięwzięcie  się nie uda, i kredytu nie udzielili. – Mieli rację, jestem im za to wdzięczna. Ta miejscowość wciąż jest martwa, hotel nie zarobiłby na siebie – przyznaje.

Doskonale wie, że w biznesie, poza tonami wytrwałości, kupą szczęścia, odrobiną   intuicji, trzeba mieć mnóstwo pokory i nie upierać się przy swoim za wszelką cenę.

Ekspert:

Małgorzata Tomaszewska
dyrektor Departamentu Doskonalenia Doświadczeń Klientów MŚP

Współpracując z małymi i średnimi przedsiębiorstwami, dostrzegłam, że wiele kobiet biznesu z entuzjazmem i otwartością pozyskuje z zewnątrz opinie o swoich pomysłach i projektach. Szefowe firm w taki sposób podchodzą też do współpracy z bankiem. Oczekując najlepszych produktów finansowych, dodatkowo intensywnie wykorzystują bogatą wiedzę i doświadczenie naszych doradców i analityków. Proces analizy możliwości finansowania jakiegoś projektu rozwojowego niejednokrotnie staje się źródłem nowych informacji o potencjale inwestycji i szansach na to, że przyniesie ona oczekiwany zwrot. To oznacza, że jako bank jesteśmy prawdziwym partnerem firm na ścieżce ich rozwoju. Warto korzystać z tego rodzaju wsparcia. Może bowiem się okazać, że opinia kompetentnego eksperta bankowego zainspiruje udoskonalenia projektu lub zachęci do upewnienia się, że podejmowana decyzja biznesowa jest słuszna.