ZASADA 1. Nie zawiera się znajomości na ulicy

Niby dlaczego? Gdyby Rafał nie zaczepił mnie przed sklepem, nigdy nie bylibyśmy razem.
Patrycja Pągowska, technik fotografik (29 lat) i Rafał Pągowski, księgowy (33 lata)

Ich ślub był jak z bajki. Do kościoła podjechali bryczką z dwoma fiakrami, była długa suknia, kwiaty, łzy. Ale początek ich znajomości nie był wcale tak romantyczny. - Dawać swój telefon komuś obcemu na ulicy? Dla mnie to było nie do pomyślenia! Można najwyżej powiedzieć, która godzina i którędy na dworzec, ale nic więcej. Przecież tylu wariatów chodzi po mieście, nie ma co ryzykować. Ale ja zaryzykowałam. On miał taki miły głos i piękne, łagodne oczy - wspomina Patrycja. - Była delikatna, dziewczęca - mówi Rafał. - Widziałem ją w zakładzie fotograficznym, gdzie pracowała. Nawet chciałem do niej zagadać, ale jak? Ciągle ktoś wchodził, wychodził, głupio było mi wyrecytować jednym tchem: "Odbitki na błyszczącym i jak masz na imię, dziękuję". Okazja nadarzyła się pewnego lutowego popołudnia. Patrycja wracała z pracy, Rafał czekał na kolegę, z którym miał się wybrać do kina. Dziewczyna szła szybko. Najpierw się przestraszyła, gdy usłyszała za sobą głośne: "Cześć, zaczekaj!". Nigdy przedtem nie reagowała na zaczepki. Jednak tym razem zatrzymała się i odwróciła. - Widziałam go kiedyś wcześniej, miły chłopak. Trochę niezręcznie tak stać na środku chodnika, aż ktoś do ciebie podejdzie i czekać, co powie - wspomina Patrycja. - Powiedziałem, że mieszkam niedaleko i czasem ją widuję. Rozmowa potoczyła się gładko, ale w pierwszej chwili z wrażenia zabrakło mi słów - wyznaje Rafał. Choć spieszył się na seans, zdążył jeszcze zaproponować spotkanie i poprosić Patrycję o numer telefonu. - W czwartek, o 17.00 -  Patrycja pamięta to dokładnie. Zgodziła się od razu, a kiedy się rozstawali, pomachali do sobie jak starzy znajomi. Na pierwszą randkę Patrycja spóźniła się godzinę. Rafał tupał nogami na mrozie, ale czekał wytrwale, z czerwoną różą. Poszli do pubu i tak się zagadali, że w ostatniej chwili zdążyli do kina na "Foresta Gumpa". Potem Rafał odprowadził Patrycję do domu. I tak się zaczęła ich miłość. Od roku są małżenstwem.

ZASADA 2. Zanim zamieszka się razem, trzeba się dobrze poznać

A po co? My to zrobilismy po pierwszej randce i jesteśmy razem juz trzy lata.
Anna Bogatko, sekretarka (28 lat) i Grzegorz Gawroński, elektronik (29 lat)

Poznali się w pracy. Świetnie się dogadywali, po prostu bratnie dusze. - Ale nic więcej - mówi Ania. Czasem w gronie kolegów siedzieli w knajpce przy piwie, a potem rozchodzili się każde w swoją stronę. Pewnego dnia ona spontanicznie zaprosiła Grzesia do siebie. - Uznałam, że fajnie będzie zjeść razem kolację, ale nie w restauracji - opowiada Ania. - Grzegorz zgodził się od razu. Przyszedł i było jak na randce: flirtowaliśmy i coś między nami zaiskrzyło. Grzegorz został u mnie na noc i został do dziś - mówi Ania. Nazajutrz po śniadaniu pojechali do pracy i razem wrócili do wynajmowanego mieszkania Ani. Grzegorz stopniowo zapełniał kawalerkę swoimi rzeczami. Najpierw w łazience zamieszkała jego szczoteczka do zębów, potem w szafie pojawiło się kilka ubrań. Ania nie protestowała, bo już była zakochana po uszy.

Kiedyś wróciła z pracy i zobaczyła na biurku komputer. Grzegorz pisał swoją pracę magisterską. - Przeraziłam się. Pomyślałam: "Czy nie za szybko skoczyliśmy na głęboką wodę?". Bałam się, że jak nam nie wyjdzie, to go skrzywdzę, a on jest taki cudowny - wspomina. Znajomi byli w szoku. - Tak szybko? - pytali. Wątpliwości mieli też rodzice Ani. - Kto to widział, żeby tak od razu i bez ślubu mieszkać razem - denerwowali się. - Ale w końcu się przekonali, że takie odstępstwo od reguły to nie koniec świata - cieszy się Ania. Po trzech latach wspólnego życia w wynajmowanym mieszkaniu kupili własne. - W przyszłym roku bierzemy ślub - zapowiada Grzegorz. - Datę sam wybrałem: moje trzydzieste urodziny. To będzie dla mnie superprezent.

ZASADA 3. Nie szuka się męża wśród krewnych

A ja właśnie znalazłam. Byłam jego ciotką, zostałam jego żoną.
Marta Antoszewska, muzykoterapeutka  (43 lata) i Maciej Antoszewski, prawnik (45 lat)

- Jestem stryjeczną ciotką swojego męża - tłumaczy Marta. - Nasze rodziny każde wakacje i święta spędzały wspólnie. Ale w dzieciństwie nie cierpiałam Maćka, bo choć byłam od od niego dwa lata młodsza, on mówił do mnie "ciociu". Dopiero po maturze Marta spojrzała na Maćka zupełnie inaczej, nie jak na członka rodziny, lecz jak na przystojnego mężczyznę o zabójczo męskim głosie. - Zakochałam się w nim - mówi Marta. Ona też wpadła mu w oko. Na początku ukrywali fakt, że są parą. To było męczące, ale bali się reakcji rodziny. Czuli się jak dzieci, które sięgnęły po zakazany owoc i z pewnością spotka je za to surowa kara. - Jednak wkrótce i tak wszystko się wydało. Nasi rodzice byli w szoku. Nie chcieli, byśmy się spotykali. Znajomi mówili: "Upadliście chyba na głowę!", ale my postawiliśmy na swoim - wspomina Marta. Zaczęli się jawnie spotykać. -  Co to była za ulga! - nie kryje Marta. Nie miało znaczenia nawet to, że rodzina była niezadowolona. Ustalili datę ślubu, by postawić wszystkich przed faktem dokonanym. Dopiero wtedy krewni zrozumieli, że naprawdę nic nie wskórają i zostawili ich w spokoju. - Po latach tata stwierdził nawet, że to dobry układ, bo zna zięcia od podszewki i nie boi się, że skrzywdzi on jego jedyną córkę - śmieje się Marta.