Historia poprzedzająca klątwę sięga drugiej połowy XVIII wieku. Pomiędzy Indianami, po stronie których stanęli Brytyjczycy, a wojskami amerykańskimi toczyły się wówczas walki o dolinę Ohio. Amerykanie ponieśli klęskę - ponad 600 ich żołnierzy zginęło, a 400 zostało rannych. W 1784 roku rząd w Waszyngtonie postanowił wysłać w rejon walk generała Anthony'ego Wayne'a. W bitwie tej po raz pierwszy spotkali się na polu walki: Tecumseh ("Puma gotowa do skoku") - wówczas zaledwie 16-letni wódz plemienia Szaunisów - oraz młody porucznik William Henry Harrison, który później został gubernatorem Indiany, a następnie dziewiątym prezydentem USA.

Mówię wam, Harrison umrze...

W 1785 roku rozpoczęły się negocjacje pokojowe, które miały umożliwić Amerykanom osiedlenie się w Ohio. Tecumseh zbojkotował propozycję Waszyngtonu i postanowił zawiązać szeroką koalicję Indian Ameryki Północnej.
Jego zabiegi polityczne zyskiwały coraz większe poparcie. William Harrison obawiał się, że Indianin mógłby nawet stworzyć potężne imperium na wzór państwa Inków czy Azteków.

Wraz z Tecumsehem działał jego młodszy o trzy lata brat, Tenskwatawa ("Otwarte Drzwi"), znany też jako Prorok, ponieważ udało mu się przewidzieć na przykład zaćmienie Słońca. Wspólne działania braci przynosiły coraz większe sukcesy. W 1808 roku ustanowiono, iż stolicą konfederacji, na czele której stał Tecumseh, będzie Tippecanoe w zachodniej Indianie. Harrison - wówczas już gubernator tego stanu - z niepokojem obserwował rozwój wydarzeń. W 1811 roku postanowił - pod nieobecność Tecumseha - przemaszerować w kierunku Tippecanoe i tym samym zademonstrować swą militarną potęgę. Tenskwatawa, wbrew zaleceniom brata, zaatakował wojska Harrisona, co okazało się poważnym błędem taktycznym. Walka ta wprawdzie nie została rozstrzygnięta, ale bezpowrotnie oddaliła szansę na pokojowe rozwiązanie konfliktu indiańsko-amerykańskiego.

Klęskę przypieczętowała w 1813 roku bitwa pod Moraviantown. Opuszczeni przez Brytyjczyków Indianie nie byli w stanie przeciwstawić się 8-tysięcznej armii Harrisona. Tecumseh poległ na polu walki. Oznaczało to koniec niepodległościowych aspiracji Indian. Jednak przed śmiercią wielki wódz zdążył ogłosić przepowiednię, która stała się najniebezpieczniejszym, bo metafizycznym orężem przeciwko dawnym wrogom. Znana jako "klątwa Tecumseha" brzmi następująco: "Za kilka lat Harrison zostanie prezydentem. Jednak umrze on, sprawując urząd. Ja, który sprawiam, że Słońce pogrąża się w ciemnościach i że Czerwoni Ludzie rezygnują z ognistej wody, mówię wam, że Harrison umrze. I każdy następny prezydent wybierany co 20 lat po nim, także umrze. A gdy każdy z nich będzie umierał, niech wszyscy pamiętają o śmierci naszego ludu".

Reagan - wyjątek od reguły?

William Henry Harrison prawie 30 lat po ogłoszeniu przepowiedni - w 1840 roku - faktycznie został prezydentem USA. Zmarł na zapalenie płuc przed upływem kadencji, w kwietniu 1841 roku. Co ciekawe, był pierwszą w historii USA głową państwa, która rozstała się z życiem w trakcie piastowania stanowiska.
Klątwa głosiła, że wybrany 20 lat później prezydent także umrze, sprawując urząd. Rzeczywiście, w 1860 roku prezydentem został Abraham Lincoln, którego zamordowano w teatrze w Waszyngtonie.
Podobny los był udziałem wszystkich następnych prezydentów wybieranych co 20 lat, licząc od elekcji Harrisona: każdy umierał, pełniąc urząd. Amerykańscy astrologowie określają to zjawisko mianem "przekleństwa roku okrągłego". Jedynym szefem państwa, który oparł się mocy klątwy był - wybrany w 1980 roku - Ronald Reagan. Zgodnie z przepowiednią on również powinien umrzeć i była ku temu "wspaniała okazja". Jednak w 1981 roku, podczas próby zamachu na jego życie prezydent ocalał! Kula przeszła tuż obok serca i Reagan pełnił później urząd jeszcze przez dwie kadencje.
Czyżby klątwa Tecumseha się wypaliła? Członkowie grupy "Intercessors for America" (Orędownicy Ameryki) wierzą, że to ich modlitwy przyczyniły się do osłabienia jej działania.

Zagadkę rozwiąże Bush

Co innego mówią astrologowie. Okazuje się, że działanie klątwy skorelowane jest z cyklem koniunkcji Jowisza z Saturnem, do której dochodzi właśnie raz na około 20 lat. Co najważniejsze - zbiega się ona z datami elekcji amerykańskich prezydentów. Istotne jest również i to, że w XIX i XX wieku koniunkcja Jowisza z Saturnem zawsze wypadała w znakach ziemskich (Byk, Panna, Koziorożec) - z wyjątkiem roku 1980. Wtedy wypadła w Wadze przyporządkowanej żywiołowi Powietrza. Ten fakt oraz to, że Reagan od początku swojej prezydentury w porozumieniu z astrologami ustalał najważniejsze posunięcia polityczne i podróże - zadecydowały być może, że wybrany w 1980 roku prezydent USA nie podzielił losu poprzedników. Niewykluczone jednak, że klątwa tylko "zrobiła wyjątek" i działa nadal...
W roku 2000, gdy doszło do koniunkcji Jowisza z Saturnem w ziemskim znaku Byka, na prezydenta USA wybrany został George W. Bush jr. To dzięki niemu uzyskamy odpowiedź na pytanie, czy "przekleństwo roku okrągłego" jeszcze działa...