Julia Lubecka - Kobieta.pl: Jest Pani doktorem nauk medycznych, zajmuje się Pani zawodowo medycyną estetyczną, jest Pani twórczynią dwóch klinik, a w gronie klientek ma Pani wiele gwiazd. Dlaczego nagle zdecydowała się Pani na tak dużą zmianę i wzięcie udziału w programie reality-show?

Dr n med. Beata Dethloff: Zaproszenie do programu było dla mnie zaskoczeniem. Nie przyjęłam go „nagle”. Nie traktuję też udziału w programie jako dużej zmiany, bo i też nie zmian oczekiwałam. Program się toczy, moje życie też – równolegle i ono wcale się nie zmieniło. Córki, pacjenci, sprawy kliniki, trochę poszerzyło się i poszerza grono znajomych, zyskałam kilka przyjaźni.  Mam dystans do siebie, korzystam z mojej wolności bardzo świadomie. Dla mnie zagadnienia osobistej wolności są mocno związane z tym, że wiem kim jestem i jaka jestem - to daje mi rodzaj spokoju i szczęśliwe życie. Urlopowy eksperyment i odwaga, żeby wziąć udział w programie, potwierdziły tylko to, że ciągle jest we mnie chęć przygody i chęci poznania nowego. To również pokazanie swojej kobiecości, wrażliwości i empatii w których tkwi duża siła. To powrót do czasów „kolonii”, czyli mieszkania z grupą osób w namiocie. Mogłam wrócić wspomnieniami do czasów młodości i to też było cudowne. Sporo jest w naszych wnętrzach rzeczy do zbadania, sprawdzenia, poznania i też dowiedziałam się o sobie nowych rzeczy. To również chęć złamania pewnych stereotypów dotyczących relacji damsko - męskich i damsko - damskich. Nie mogłam się doczekać doświadczania różnic między 40+ a 20+. I to też był powód wzięcia udziału w programie, poza nowym doświadczeniem i pewnym eksperymentem, kiedy podjęłam ostatecznie (po długim czasie) decyzję na tak.

Do tej pory w programach typu reality-show widzieliśmy uczestników w podobnym wieku. „40 kontra 20” przełamuje ten schemat i podejmuje temat tabu, jakim jest duża różnica wieku w związkach. Czy uważa Pani, że program zmieni podejście widzów do tego tematu?

Pytanie o jakie stereotypy chodzi? To, co zauważyłam w programie to fakt, że większość osób z pokolenia 20+ nie zna i nie rozumie wielu perspektyw politycznych czy kulturowych sprzed 15-20 lat i jest to zrozumiałe. Widzę olbrzymią różnicę doświadczeń życiowych między tymi pokoleniami. Ale to również kwestia indywidualnej dojrzałości danej osoby. Według mnie lepsze zrozumienie będzie między osobami w zbliżonym wieku. 20 lat różnicy to przepaść na wielu płaszczyznach. Nie oznacza to, że nie jest to możliwe. Wszystko zależy od oczekiwań obydwu stron. Dla mnie program był głównie o kobietach i dla kobiet, bo tutaj dochodzi do poruszania różnych, często trudnych tematów dotyczących kobiet, ich potrzeb i relacji. To również konflikty i sposób ich rozwiązywania, to dużo innych emocji jak przyjaźń, zazdrość i zakochanie. Program na pewno pokaże, jaka jest różnica między kobietami 40+ a 20+ w wielu aspektach. Sami Państwo osądzicie, co jest dla Was ważniejsze i bardziej wartościowe. Czym kierujecie się przy wyborze partnera? A może coś zmienicie w tym podejściu? 

Profesorowie z Wydziału Ekonomii Uniwersytetu Emory w Atlancie wzięli pod lupę trzy tys. małżeństw i doszli do wniosku, że najlepsza różnica wieku między partnerami to rok. Zgadza się Pani z tym stwierdzeniem? Czy dla Pani różnica wieku w związku ma znaczenie?

Kiedy spotykają się dwie ważne dla siebie osoby, niezależnie od wieku, doznają ekscytacji i doznają innego stanu świadomości – wydarzenia nabierają rozpędu, wszystko nabiera innej energii. Często nie widzimy wad, a dostrzegamy same zalety. Tak jest często w miłości od pierwszego wejrzenia. Albo emocje będą coraz silniejsze albo po pewnym czasie różowe okulary spadną. Moim zdaniem ważna jest fascynacja i to, żeby dana osoba nam się podobała. Najważniejsza jednak jest zgodność priorytetów w życiu i to, by umieć ze sobą spędzać czas i mieć wspólne zainteresowania oraz tematy do rozmów. Wydaje się, że do 10. lat różnicy pomaga w utrzymaniu związku, bo nie ma zbyt dużej różnicy w dojrzałości i doświadczeniu życiowym. Związek to też seksualność i pewne ograniczenia biologiczne, więc to kwestia wzajemnych potrzeb. 

W programie uczestniczki rywalizują o względy dwóch panów - 43-letniego Roberta Kochanka i 24-letniego Bartosza Andrzejczaka. Który z mężczyzn zrobił na Pani największe wrażenie?

Obaj to mili i szarmanccy Panowie. Ja mam 49 lat i niełatwo chyba na mnie zrobić takie wrażenie, o jakim Pani myśli. Mam oczywiście swoje spostrzeżenia – Bartosz zaskoczył mnie np. poziomem wiedzy na wiele tematów i rodzajem dojrzałości – które niewątpliwie ma, a co w ostatecznej formie programu nie wiem czy będzie pokazane. Robert to dżentelmen z którym można wspólnie tańczyć i gotować oraz prowadzić ciekawe rozmowy. Obaj mogą czymś zaimponować kobiecie. U każdego z nich inne cechy charakteru mi się podobają. 

Jaki jest Pani ideał mężczyzny?

Na pewno na plan pierwszy wysuwa się zdecydowany i silny mężczyzna, który wie czego chce. Jestem silną kobietą i też takiego partnera potrzebuję. Poza tym musi sobie ze mną poradzić i nie mieć kompleksów. To też silna potrzeba wsparcia i bezpieczeństwa w drugiej osobie. Jestem samodzielną kobietą, umiem o siebie zadbać w każdym aspekcie, natomiast jeśli już określać coś co jest potrzebne mi w mężczyźnie, to właśnie tworzenie takiego bardzo dobrze zgranego teamu – relacji polegającej na partnerstwie. Mężczyzna powinien być silną osobowością, a przy tym też wrażliwą osobą. 

A co Pani sądzi o innych uczestniczkach programu? Czy podczas kręcenia „40 kontra 20” nawiązała Pani z kimś bliższą relację? Jakie widzi Pani różnice między 20-latkami a 40-latkami?

Zwróciłam uwagę na dużą rolę i znaczenie komunikacji niewerbalnej u 20-latek - mocne podkreślanie atutów swojego ciała, chwilami rodzaj takiej silnej ekstrawagancji w tym działaniu  - to taka główna różnica pomiędzy nami, którą zauważałam każdego dnia. Inny styl konwersacji, trochę inny styl rozpoznawania i nazywania emocji czy ich wyrażania. Za to bez względu na wiek tak samo się wzruszamy i płaczemy – czasem w reakcji na stres, czasami w innych sytuacjach -  pozwalamy sobie na łzy. Wszystkie wykazujemy dużą plastyczność zachowania i dużą skalę zmienności, to z kolei pozwala nam znaleźć wspólne płaszczyzny do rozmowy, spędzania czasu mimo różnicy wieku. To pozwala też budować pomiędzy nami relacje.  20-latki są bardziej bezpośrednie i otwarte w inicjowaniu relacji z mężczyzną. Mają silne potrzeby błyszczenia i bycia widocznym o czym też mówię w programie. To, co łączy 40-latki i 20-latki to to, że chcemy być kochane i chcemy kochać, chcemy przy mężczyźnie czuć się docenione i bezpieczne i chcemy mieć w nim wsparcie i wzajemne porozumienie.

Po nagraniu pozostały relacje pomiędzy nami. To czy przetrwają - zobaczymy. Fakt, że zyskałam głębszą relację z Lindą, która trwa po programie jest dla mnie bonusem, którego nie spodziewałam się wchodząc do programu. Inne dziewczyny też polubiłam i mam nadzieję utrzymać z nimi kontakt.

W opisie programu czytamy, że ma on „zburzyć stereotypy oraz przełamać tabu związane z różnicą wieku w związkach”. Po premierze pierwszego odcinka pojawiły się jednak głosy, że show zamiast łamać stereotypy, to je utrwala i traktuje kobiety przedmiotowo. Uczestniczki muszą bowiem odpowiednio wyglądać i spełnić oczekiwania mężczyzn, żeby zostać w programie. Jakie jest Pani zdanie na ten temat?

W dzisiejszym świecie obserwujemy zjawisko tak zwanego blednięcia stereotypów, chociaż te płciowe są nadal dosyć mocne. Ważne, abyśmy my kobiety nie utrwalały ich same. Kobiety najbardziej szkodzą sobie tym, że często podzielają stereotypy na swój temat. Nie wydaje się, aby tego rodzaju program wzmacniał czy utrwalał stereotypy bardziej niż my sami i mam na myśli tu zarówno kobiety, jak i mężczyzn. Jedyne oczekiwania jakie spełniam, to wobec siebie samej i wobec moich pacjentów w gabinecie. Program (przynajmniej w trakcie jego nagrywania tak było) pokazał, że nie zawsze wygląd jest tym najważniejszym czynnikiem w relacji, tak jak i niekiedy oczekiwania mężczyzn czasami nie szły w parze z działaniem drugiej strony. Ja wierzę w kobiety, w ich siłę i mądrość. 

W programie pojawiły się silne osobowości, mające swoje kariery czy plany rozwoju na przyszłość. Wszyscy znaliśmy formułę programu i zgodziliśmy się na to. Jeśli chodzi o uczestniczki, to każda z nas ma swoje granice i sama je określa. W ogóle nie odczułam przedmiotowego traktowania w tym programie. Gdybym tak czuła i podjęła decyzję o odejściu – po prostu bym to zrobiła. Tak jak widać w programie, jesteśmy tam też bez makijażu, w klapkach, na luzie i naprawdę to, czy „odpowiednio wyglądamy” nie warunkuje, czy zostajemy w programie. Decyduje o tym głównie „chemia”, dobry vibe, fajne porozumienie, które może zbudować się między dwojgiem ludzi. W tym programie spędzaliśmy ze sobą dużo czasu, by nawiązać relacje na płaszczyźnie emocjonalnej czy intelektualnej  i tak właśnie rodziły się sympatie i przyjaźnie. Każdy odcinek to 45 minut z każdego dnia, w ciągu których nie da się pokazać wszystkiego, a nawet nie jest to niemożliwe. 

Czy mogę zadać teraz Pani bardziej prywatne pytanie? W programie mówiła Pani o macierzyństwie. Jak córki zareagowały na wieść o tym, że weźmie Pani udział w show?

Jedną z moich córek właśnie wyprawiam w dorosłość - idzie na studia, druga jest młodsza, więc jeszcze przez jakiś czas będę czerpała radość macierzyństwa z tych relacji. Troszczymy się o siebie wzajemnie, dlatego kiedy powiedziałam im o programie przede wszystkim namawiały mnie na skrupulatne rozważenie wszystkich za i przeciw. Nie chciały, aby to była pochopna decyzja. Zachęcały do ostrożności. Jak widać są bardzo mądre i dojrzałe. Ja jestem świadoma konsekwencji i weszłam do programu dla siebie i dla innych kobiet, szczególnie dla tych 40+, żeby im pokazać, że warto być sobą, być odważną i wychodzić ze swojej strefy komfortu, bo wtedy poznajemy siebie i dajemy sobie szansę na nowe przeżycia. Dla mnie to była przygoda życia i gdybym jeszcze raz miała w niej uczestniczyć, zrobiłabym to.