Parterowy dworek, w którym kiedyś mieszkał Cyprian Kamil Norwid. Siadamy w salonie, stare obrazy, meble, fortepian kupiony przez ojca Andrzeja Wajdę, na ścianie piękny gobelin z portretu mamy Beaty Tyszkiewicz. - Fortepian pójdzie do renowacji. Jest ze mną, odkąd pamiętam - mówi Karolina. Tak widzi swoją rolę w tym domu. Dba o przedmioty, chce je pozostawić w jak najlepszym stanie. Jest w spodniach do jazdy konnej i kaszmirowym swetrze. Opowiada o weselu młodszej siostry Wiktorii, które niedawno urządziła w Głuchach. - W ogrodzie rozstawiłam stoły i namioty. Podałam jajka faszerowane, pasztet z kaczki. Większość potraw przygotowałam sama, starałam się zachować polski charakter, pamiętając, żeby były zjadliwe dla Francuzów - śmieje się. - Było domowo, ale elegancko, tak jak lubię. Lula siada na kanapie obok Karoliny, wskakują dwa koty. - Kocham to miejsce. Byłam szczęśliwa, kiedy tu przyjeżdżałam, i nieszczęśliwa kiedy musiałam wyjeżdżać - mówi. Na stałe mieszka w Głuchach już 18 lat.

Jak wygląda twój dzień w Głuchach?

KAROLINA WAJDA: Wstaję rano, piję kawę z mlekiem i wychodzę pojeździć konno. A później cały czas "łatam" różne dziury, coś planuję lub reperuję. Lubię usiąść pod wieczór na ganku, popatrzeć w zieloną przestrzeń. O niczym wtedy nie myślę...

W dzieciństwie spędzałaś tu każde wakacje.

KAROLINA WAJDA: Rodzice kupili dwór, jeszcze zanim się urodziłam. Babcia mieszkała tu w lecie, a ja przyjeżdżałam z nianiami, mama na ogół pracowała. Czułam, że to jest moje miejsce. Wyobrażałam sobie, że koszę trawę, zwożę ją do stodoły. Albo że jestem koniem (śmiech). Cieszyłam się, gdy mogłam tu zostać z ukochaną babcią Barbarą.

Jaka ona była?

KAROLINA WAJDA: Dzielna, słowna i odpowiedzialna. Sama wychowała moją mamę i jej brata Krzysia. Zawsze mówiła, że niewiele dla siebie potrzebuje. Żyła skromnie, na obiad jadała płatki owsiane z wodą i kostką bulionową, popołudniami czytała książki pod orzechem. Uczyła mnie wierszy Mickiewicza, zanim jeszcze nauczyłam się czytać. Do dziś znam na pamięć "Ballady i romanse". Babcia kochała ten dom i inwestowała tu każdy grosz. Zamieszkałam w Głuchach po jej śmierci. Żałuję, że nie udało mi się to wcześniej. Zobaczyłaby, że ktoś zaopiekuje się tym, co tak kochała.

Co fascynującego jest w Głuchach?

KAROLINA WAJDA: Żyję blisko natury. Mam cztery owczarki kaukaskie, sześć kotów, moją kochaną Lulę, psa łóżkowego (śmiech), dziesięć koni, kury i kaczki. Śmierć konia, narodziny kotów, zwierzęta, które muszę nakarmić. To jest prawdziwe życie. Myślę, że dlatego nie mam kłopotów ze sobą, depresji, lęków. Jeżeli zdarzają mi się chwile słabości, to zawsze wyciąga mnie z tego coś, co właśnie dzieje się w gospodarstwie. Trzeba wziąć się w garść i zabrać do pracy.

Z czego żyjesz?

KAROLINA WAJDA: Wyspecjalizowałam się w organizowaniu pokazów i spektakli konnych. Jestem reżyserem, scenarzystą, choreografem. To połączenie moich ambicji twórczych z miłością do koni, które rozumiem i znam. Czasami prowadzę jakieś imprezy. Żyję skromnie. Wszystkie zarobione pieniądze inwestuję w dom i konie.

Jest w twoim życiu jakiś mężczyzna?

KAROLINA WAJDA: Im jestem starsza, tym na mądrzejszych mężczyzn trafiam. Obecny partner rozumie moją pasję i potrafił znaleźć dla siebie miejsce w moim życiu. Polubił wszystko, co ja kocham i co jest dla mnie ważne. Nie wyobrażam sobie, że mogłabym zrezygnować ze swojego życia dla mężczyzny, nawet gdyby to był następca tronu.

Twój mąż nadal mówi o tobie ciepło. Rozstaliście się kilka lat temu. Przyjaźnicie się?

KAROLINA WAJDA: Nie utrzymujemy kontaktów. Oboje jesteśmy zaabsorbowani własnymi sprawami. Cieszę się, że ma udane życie. To nadzwyczajny człowiek. Nie każdy związek, który się skończył, był zły, po prostu się skończył. Nigdy nie potrafiłam trwać w czymś nieprawdziwym z przyzwyczajenia. Myślę, że jeżeli ludzie rozstaną się w odpowiednim momencie, to mają szansę coś ważnego uratować. Choćby dobrą pamięć, wspomnienia.

Dwa lata temu w jednym z wywiadów powiedziałaś: Może kiedyś zdecyduję się na dziecko...

KAROLINA WAJDA: Nie wykluczam tego. Chyba należę do tych kobiet, które mają słaby instynkt macierzyński. Nigdy nie miałam poczucia, że uda mi się wytrwać 20 lat z jednym mężczyzną. Uważam, że jeżeli decydujemy się na dziecko, to dobrze jest przynajmniej założyć, że je wspólnie wychowamy. Realizuję się w innych rzeczach.

Kilka miesięcy temu skończyłaś 40 lat. Czujesz upływ czasu?

KAROLINA WAJDA: Bardzo. Kobieta najlepsze lata przeżywa w wieku trzydziestu kilku lat. Po 40. urodzinach widzę wyraźne zmiany w moim ciele. Jak posiedzę sobie dłużej na kanapie, to kiedy wstaję, wszystko mnie boli, podobnie rano po przebudzeniu. Jak patrzę w lustro, to widzę, że szyja już nie taka jak kiedyś. Dlatego staram się mieć w domu ładne zdjęcia w ramkach i mało luster.

Podobno operację plastyczną należy zrobić wtedy, gdy nasze wyobrażenie o sobie jest inne niż to, co widzimy w lustrze.

KAROLINA WAJDA: To znaczy, że przyszedł na mnie czas (śmiech). Nie chodzę do kosmetyczek, nie wklepuję kremów. Nie mam do tego cierpliwości i żal mi pieniędzy. Dam dwieście złotych paniom, które karmią koty, na konie wydam każdą sumę. Podobnie na nowe meble, na budowę stajni, kupno ziemi, roślin. Żal mi na manikiur. Ale nie uważam, że to dobrze. Chciałabym wyglądać bardzo elegancko i nobliwie.

Babcia nauczyła cię też oszczędzać wodę...

KAROLINA WAJDA: Możemy to zwalić na babcię, chociaż pewnie byłaby ze mnie dumna. Oszczędzam wodę. Babcia i mama wpoiły mi minimalizm. Jak zostają mi białka, to robię bezy. Chleba też nie potrafię wyrzucić. Głowię się, co zrobić z resztkami.

Rodzice lubią tu przyjeżdżać?

KAROLINA WAJDA: Ojciec bardzo. Przyjeżdża na kontrolę. Sprawdza, co nowego zbudowałam. On też ma manię budowniczego. Mama jest zajęta. Częściej spotykamy się w Warszawie. Mogliby oboje częściej przyjeżdżać. Nie tylko od święta.

Powiedziałaś o mamie: najlepszy przyjaciel, a o ojcu: największy autorytet.

KAROLINA WAJDA: Oboje są dla mnie największymi autorytetami. Ale każde w innej dziedzinie. Mamę podziwiam za lojalność, dobroć, wrażliwość na wszystko co ją otacza, na ludzi przede wszystkim. Wierzę w Boga, gdy patrzę na moją matkę. Nie ma takiej rzeczy, o której nie mogłabym jej powiedzieć. Wiem, że nigdy niczego nie użyje przeciwko mnie.

A tata?

KAROLINA WAJDA: Podziwiam go za dyscyplinę i umiejętność narzucania sobie zadań. Jego wrażliwość jest ukierunkowana na twórczość, a mamy na ludzi.

Trudno jest być dzieckiem wybitnych rodziców?

KAROLINA WAJDA: Moi rodzice są ludźmi pozbawionymi słabości. Nigdy nie widziałam, żeby utracili kontrolę nad własnym życiem. Ludzie postrzegają mnie przez ich pryzmat i lubią, szanują mnie. Nie jestem pewna, czy na to zasługuję. Nigdy nawet nie próbowałam im dorównać. Załamałabym się. Staram się żyć według ich zasad. Ale daleko mi do nich.

Jakie to zasady?

KAROLINA WAJDA: Wierności wobec siebie, patriotyzmu, wrażliwości, przyzwoitości, pewnej naiwności. Mama we mnie pielęgnowała to, że mam wyjątkowe nazwisko. Nie mogłam robić głupich min, nie wolno mi było wydurniać się (śmiech). Dla mnie nazwisko to zawsze była duża odpowiedzialność. Ważna jest też rodzinna tradycja. Wierzę, że jestem tu tylko na chwilę. Przedmioty, drzewa, domy są długowieczne. Trzeba pomóc im przetrwać. Chcę je pozostawić w lepszym stanie, niż je przejęłam. Dlatego tak o nie dbaM.

Sylwetka gwiazdy : Karolina Wajda