Mój pradziadek, który znał osiem języków, zawsze powtarzał, że najlepsza inwestycja to edukacja dzieci. Przyszłam na świat na Kaukazie Północnym, w ormiańskiej rodzinie z tradycjami. Wychowaniem dzieci w ormiańskich rodzinach najczęściej zajmują się dziadkowie. Przekazują wiedzę, dzielą się do-świadczeniem, dbają o budowanie silnych więzi. Tak było i u nas. Dziadkowie uczyli mnie, że każdy człowiek zasługuje na szacunek i miłość. Słyszałam: „Traktuj ludzi tak, jak chciałabyś być sama traktowana”, „Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”, „Warto marzyć o rzeczach wielkich”.

Ogromną wagę przywiązywało się do uczenia dzieci miłosierdzia i empatii wobec tych, którzy zostali mniej obdarowani przez los. My, dzieci, mieliśmy dobry wzór – od pokoleń kobiety w naszej rodzinie pomagały innym. Prababcia, arystokratka, całe życie wspierała potrzebujących. Tak samo babcia, która powtarzała, że bezinteresowny gest nie jest taki bezinteresowny, ponieważ daje wiele radości.

Mieliśmy pod opieką kilkanaście sierot z domów dziecka, wspieraliśmy je aż do ich dorosłości. Babcia wciąż ma z nimi kontakt, nieustannie o nie się troszczy. Teraz patrzę na swoje córki i wzrusza mnie, że są wrażliwe, lubią się dzielić. Przypominam sobie, że ja w ich wieku byłam nieśmiała, często się wzruszałam (i to się nie zmieniło). Moja mama, z wykształcenia stomatolog, wyjechała do Polski, tutaj znalazła pracę. Ja uczyłam się w najlepszej szkole na Kaukazie, a potem wyruszyłam do USA, gdzie zrobiłam maturę i dostałam się do college’u. Ale mama bardzo za mną tęskniła, zdecydowałam więc, że będę studiować w Polsce.

W Warszawie dostałam się do Akademii Medycznej, wybrałam stomatologię. Zrobiłam doktorat z ortodoncji, otworzyłam klinikę. I wtedy pomyślałam, że czas zrobić coś więcej. Razem z mamą założyłyśmy fundację Wiewiórki Julii. Tylko w Polsce, przez dwa lata, udało się nam przebadać przeszło 13 tysięcy dzieci. Wyleczyliśmy ponad 3 tysiące. Niedawno filia fundacji powstała w Armenii. Decyzja zapadła, gdy z wolontariuszami odwiedziliśmy jeden z domów dla niepełnosprawnych sierot w Erewaniu. Od tej pory wolontariusze systematycznie tam jeżdżą. To wzruszające – móc obserwować innych, gdy wchodzą na ścieżkę pomagania. Oni są jak skarb – otwierają swoje serca, dają swój czas. Tak rozumiem: „Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”.

Zdjęcie pochodzi z sesji do kalendarza przygotowanego przez redakcję magazynu Businesswoman&life na rzecz Fundacji Akogo? oraz Kliniki Budzik.

Na kartach kalendarza znalazły się kobiety biznesu i kultury, w tym: Ewa Błaszczyk, Aneta Kręglicka, Anna Dereszowska, Katarzyna Pakosińska, Agata Kulesza, Joanna Przetakiewicz, Beata Tyszkiewicz, Marta Żmuda-Trzebiatowska, Marynika Woroszylska-Sapieha, dr Magdalena Zakrzewska. Pomysłodawczynią kalendarza jest Elżbieta Jeznach, a większość zdjęć wykonała Marta Masłowska. Kalendarz jest dostępny w sieci salonów Empik.

Cały dochód z jego sprzedaży trafi do Kliniki Budzik. Więcej informacji o projekcie znaleźć można na stronie: www.businesswomanlife.pl