Pamiętamy ją jako żywiołową prawniczkę Agatę, przyjaciółkę Magdy M. W serialu wdawała się w romanse, ale z nikim nie potrafiła ułożyć sobie życia. "Do dziś na ulicy podbiegają do mnie kobiety, chwytają za rękę i mówią, że im też nie wychodzi z mężczyznami", opowiada Daria Widawska. "Pocieszają mnie, a ja tłumaczę, że prywatnie nie przypominam swojej bohaterki...". Rzeczywiście nie przypomina. Nie jest typem marzycielki, raczej twardo stąpa po ziemi. Uporządkowana (nawet w jej torebce panuje idealny ład). Ceni stabilność. Od siedmiu lat w szczęśliwym związku z operatorem filmowym Michałem Jarosińskim. Lubi, jak wszystko dzieje się po kolei. Niedawno po trzech latach narzeczeństwa wyszła za mąż. Ślub odbył się w najstarszym i najmniejszym kościele w Gdyni, który z trudem pomieścił setkę gości. W podróż poślubną jednak aktorka nie wyjechała, bo występuje w "Tańcu z gwiazdami" i na nic nie ma czasu. Biega z treningu na trening. Nawet jej ulubiona kawiarnia, w której się spotykamy, nazywa się "W biegu".

GALA: Mężczyźni uważają, że jesteś stuprocentowo kobieca. Spontaniczna, ciepła i uwodzicielska.

DARIA WIDAWSKA: Nie zawsze robiłam takie wrażenie. Jako nastolatka byłam chuda i zupełnie bez biustu, a potem momentalnie nabrałam kobiecych kształtów. Miałam wtedy problemy z zaakceptowaniem siebie. Zaczęłam się garbić, ubierałam się w luźne swetry taty, chciałam być niewidzialna. Zachowywałam się jak chłopak. Jeszcze na studiach mówiono o mnie "jedyny facet na roku", bo potrafiłam być bardziej męska od mężczyzn.

GALA: Podobno umiesz naprawiać krany i świetnie znasz się na samochodach?

DARIA WIDAWSKA: Krany to drobiazg, bez problemu daję sobie radę z dużymi remontami. A samochody uwielbiam, zwłaszcza duże. Znam się na nowościach, potrafię wymienić parametry techniczne wielu modeli. Od dziecka marzyłam, żeby jeździć. Jak tylko skończyłam osiemnaście lat, od razu zrobiłam prawo jazdy. Samochód daje niesamowitą wolność. Lubię w nim słuchać radia na pełny regulator. Jak łapie mnie chandra, wsiadam i jadę gdzieś przed siebie. To mnie bardzo uspokaja.

GALA: Co jeszcze robisz dla przyjemności?

DARIA WIDAWSKA: Na przykład kupuję sobie małe prezenty. W ogóle jestem dla siebie dobra. Dzięki temu mogę lubić ludzi. Przyjemność sprawia mi też haftowanie. Najprostszym haftem krzyżykowym. To coś w rodzaju medytacji, podczas której wyciszam się i skupiam. Lubię też przeglądać fotografie, wspominać. Dawniej sama fotografowałam, ale odkąd jestem z Michałem, przekazałam mu pałeczkę. On robi mnóstwo zdjęć. Dzięki nim poznaję siebie, jakiej nie znałam. Często mnie zaskakuje.

GALA: Czym najbardziej?

DARIA WIDAWSKA: Pierścionkiem zaręczynowym. Wyjechaliśmy na wycieczkę do Wilna. Spacerowaliśmy, zwiedzaliśmy. Po trzech dniach włóczenia się po mieście i przesiadywania w kawiarniach nagle przystanął na największym placu przed katedrą i niespodziewanie poprosił mnie o rękę.

GALA: O waszym ślubie było dość głośno...

DARIA WIDAWSKA: Chciałam, żeby to było nasze prywatne święto, dlatego wynajęłam ochroniarzy. Paparazzi i tak dowiedzieli się o ślubie i przyjechali. Ochroniarze ich nie wpuścili. I to się obróciło przeciwko mnie. Pisano, że robię z siebie gwiazdę. To moje życie, a nie plan filmowy. Niestety, wiele osób tego nie zrozumiało.

GALA: Jesteś teraz żoną, coś się zmieniło?

DARIA WIDAWSKA: Nie dzielę życia na etapy. Na przed i po. Dla mnie najważniejsza była przysięga w kościele. Czułam pewność, że jestem z właściwym człowiekiem. I nadal to czuję.

GALA: Na palcu masz obrączkę z brylantami. Jest ich tyle...

DARIA WIDAWSKA: ...ile szczęśliwych lat mnie czeka z Michałem.

GALA: Czekasz na niego z kolacją?

DARIA WIDAWSKA: Tu mnie złapałaś! Nie umiem gotować. Gotowanie na czterech palnikach w pięciu garnkach jest czymś, co mnie kompletnie przerasta. Gdy wracam po całym dniu pracy i jestem zmęczona, najchętniej przebrałabym się w dres albo poszła spać. Mobilizuję się ze względu na Michała i wychodzimy do restauracji. Wiem, że lubi ze mną posiedzieć, popatrzeć mi w oczy, pogadać o tym, co się wydarzyło.

GALA: Przyciągają was podobieństwa czy różnice?

DARIA WIDAWSKA: Raczej różnice. Michał jest dużo spokojniejszy ode mnie, bardziej zdystansowany. Uczę się od niego, że mogę czasem komuś odmówić, że nie muszę brać na siebie zbyt wiele, że praca to hobby i wielka przyjemność, ale nie sens życia.

GALA: Moglibyście pracować razem?

DARIA WIDAWSKA: Nie wiem, jak bym się czuła. Nie wyobrażam sobie, że gram z kimś w scenach miłosnych, a Michał to filmuje. Chciałabym mu tego oszczędzić.

GALA: Jest zazdrosny?

DARIA WIDAWSKA: Nie, bo nie dajemy sobie powodów do zazdrości. Niepotrzebna nam ta szczypta pieprzu i tak zabiegamy o siebie. Staram się ładnie wyglądać. Specjalnie dla niego. Lubię, kiedy zauważa: "O, byłaś u fryzjera", albo: "jaka ładna bluzka". Dostrzega każdą najmniejszą zmianę. Niestety, przez to nie mogę udać, że kupiłam coś dwa lata temu na przecenie. On się na pewno nie da na to nabrać. 

GALA: Podpowiada ci, jak masz się ubierać?

DARIA WIDAWSKA: Czasami. Na przykład zwrócił mi uwagę, że wciąż chodzę w spodniach. "Zacznij nosić sukienki" poprosił, a ja wykorzystałam sytuację i mówię, że nie mam. Wybrał się ze mną do sklepu i kupił. Jasnobrązową z dużym dekoltem.

GALA: Jest coś, nad czym jeszcze musicie w waszym związku popracować?

DARIA WIDAWSKA: Oboje mamy bardzo silne charaktery. Jesteśmy niezależni i jeśli czegoś nie chcemy, to nie ma siły, która by nas do tego zmusiła. Uczymy się kompromisów. Ustępowania, przyjmowania argumentów drugiej strony. Ja kiedyś uważałam, że sama zrobię wszystko najlepiej. Teraz przyznaję sobie prawo do słabości, do tego, że mogę czegoś nie wiedzieć albo nie umieć.

GALA: W twojej rodzinie nie brak silnych kobiet?

DARIA WIDAWSKA: Jestem Kaszubką, a to twardy naród. Babcia była silną kobietą. Podobnie mama, radca prawny. Przedsiębiorcza i żywiołowa. Chciała, żebym poszła na prawo. Złożyłam dokumenty, ale je wycofałam. Zdałam sobie sprawę, że to spełnienie marzeń mamy, a nie moich. Dostałam się i na politologię, i do szkoły aktorskiej. Musiałam wybrać.

GALA: Zawsze sama decydowałaś? Nie pytałaś o radę?

DARIA WIDAWSKA: Nie lubię wołać o pomoc. Mogę się zwierzać, ale nie będę od nikogo oczekiwała, że zajmie się moimi sprawami. Mam wielu znajomych i dwie przyjaciółki. Obie są aktorkami. Gosia imponuje mi tym, że potrafi postawić wszystko na jedną kartę. Ania umie rozśmieszyć do łez.

GALA: Urządziły ci szalony wieczór panieński?

DARIA WIDAWSKA: Właściwie to była cała noc. Przekazywały mnie sobie jak pałeczkę w sztafecie. Zasłoniły mi oczy i woziły taksówką po miejscach z naszej wspólnej przeszłości, po ulubionych knajpkach. Nie zapomniały też o "Magdzie M.".

GALA: Ciężko ci było rozstać się z tym serialem?

DARIA WIDAWSKA: Bardzo. To była moja pierwsza duża rola. Dwa lata pracowaliśmy razem. Dzień w dzień. Boję się, że równie trudno będzie mi odejść z "Tańca gwiazdami". Robert Kochanek, mój partner, jest znakomitym tancerzem, bardzo wymagającym i to mobilizuje. W tańcu czuję ogień. Adrenaliny mam czasem za dużo. Pewnie dlatego Robert wysłał mnie ostatnio na tai-chi, żebym się wyciszyła, uspokoiła, nabrała płynności ruchów. Tego wcześniej nie próbowałam, prawie od razu poczułam efekty. Trudno mi będzie powiedzieć "cześć" Kochankowi. Wyjść i już nigdy nie wrócić na parkiet... Ja się przywiązuję.

Sylwetka gwiazdy : Daria Widawska