Dlaczego większość kosmetyków, których używasz nie działa?

Skóra wydaje się sucha? Kupujemy krem nawilżający. Trzeba ujednolicić koloryt? W kosmetyczce ląduje krem CC. W reklamie usłyszałaś, że po 30 roku życia trzeba stosować serum? A także esencję, ampułki, osobny krem na noc i na dzień? Kosmetyczka zaczyna pękać w szwach. A to zaledwie ułamek wszystkich preparatów pielęgnacyjnych, jakich używamy na co dzień. I choć ich ilość może przyprawić o zawrót głowy, muszę cię zmartwić. Najprawdopodobniej większość z nich ma niewiele wspólnego z prawdziwymi potrzebami twojej skóry. A zatem nie działa! No bo skąd masz wiedzieć, czego rzeczywiście jej brakuje? Przecież nigdy tego nie sprawdzałaś. 

Czy to w ogóle jest potrzebne? No właśnie. W przypadku problemów ze zdrowiem, raczej sami nie wypisujemy sobie recept. Gdy coś nas boli, najpierw wykonujemy szereg badań i dopiero na podstawie wyników ustalamy sposób leczenia. Tak samo powinno być ze skórą. Zamiast tego, codziennie serwujemy jej przypadkową pielęgnację, która – choć może doraźnie pomóc - na pewno nie rozwiąże prawdziwych problemów skóry. Ani nie zatrzyma skutków starzenia. Jak zatem sprawdzić, co będzie dla niej dobre? I skąd mieć pewność, że używamy właściwych kosmetyków?

Najpierw robimy badanie DNA

Za wygląd naszej skóry w ponad 50% odpowiedzialna jest genetyka. Geny mają ogromny wpływ na to, w jaki sposób skóra się starzeje, czy jest podatna na czynniki zewnętrzne oraz czy jest zdolna do regeneracji. By sprawdzić, czego jej brakuje i jakie są słabe punkty, zaczynamy od wykonania analizy genetycznej skóry w Instytucie Norel Dr Wilsz. Na spotkanie przychodzimy lekko podekscytowane. W końcu nigdy wcześniej nie sprawdzałyśmy, co się kryje w naszych genach. Przez chwilę czujemy się jak w laboratorium. Na początku nieśmiało na siebie spoglądamy, ale już po chwili okazuje się, że badanie to bułka z masłem, a do tego jest całkowicie bezbolesne. I zajmuje tyle, co dobremu ekspresowi do kawy zrobienie cappuccino.

Jak to wygląda?

Na miejscu czekają już na nas eleganckie pudełka z zestawem do samodzielnego badania. Zawierają komplet rękawiczek, tzw. wymazówkę (która przypomina wielki patyczek do uszu) i sterylnie zapakowaną próbówkę, w której umieszczamy pobrany materiał. Samo pobranie wymazu sprowadza się do dotknięcia pałeczką wewnętrznej części policzka. Chwilę przytrzymujemy ją w ustach, a następnie wsuwamy do próbówki. Zamykamy, pakujemy w woreczek strunowy – i gotowe. Wyniki badań z Laboratorium VITAGENUM już za cztery tygodnie.

Co mogą powiedzieć o Twojej skórze geny?

Genetyczna analiza skóra pozwala nam bardzo precyzyjnie zdiagnozować słabe punkty i prawdziwe potrzeby skóry. Na tej podstawie dopasowywana jest celowa pielęgnacja, nastawiona na wsparcie w określonych przez badanie obszarach. W badaniu DNA sprawdzamy 5 markerów genetycznych, które określają cztery obszary funkcjonowania skóry. Dzięki temu możemy ocenić między innymi:

- predyspozycję skóry do degradacji i osłabienia włókien kolagenowych (odpowiadają za to geny MMP-1 i MMP-3)

Zobacz także:

- zdolność organizmu do konwersji beta-karotenu do witaminy A (czyli retinolu) i ew. niedobór retinolu (gen BCMO1)

- jak szybko skracają się końcówki chromosomów wpływających na długość życia komórek (gen TERT)

- wydajność transportu wody i glicerolu do komórek skóry (gen AQP).

Na podstawie otrzymanych wyników możemy bardzo dokładnie określić w jakich obszarach nasza skóra potrzebuje wsparcia – i dopasować do tego pielęgnację, która przyniesie maksymalne korzyści.

4 tygodnie później odbieramy wyniki badań.

I umawiamy się na specjalną konsultację, w ramach której omawiamy po kolei wyniki badania genetycznego skóry. Nie do końca wiemy, czego się spodziewać, więc w napięciu oczekujemy na swoją kolej. Na pierwszy ogień idzie Ania, redaktorka działu urody Kobieta.pl.

- Szłam na spotkanie z mieszanymi uczuciami. Moja skóra sprawia sporo problemów, jest bardzo wrażliwa, płytko unaczyniona i ma skłonność do podrażnień. Zastanawiałam się, który z markerów wypadnie u mnie najsłabiej i typowałam, że najprawdopodobniej będzie to skłonność do degradacji kolagenu, albo gen AQP, który określa poziom nawilżenia skóry. W przypadku Polek to właśnie ten ostatni parametr z reguły ma wariant negatywny.

Tymczasem według raportu z Laboratorium VITAGENUM każdy z tych parametrów wyszedł zupełnie inaczej. Obydwa wspomniane markery, uzyskały w moim przypadku wariant pozytywny, co oznacza, że nie ma u mnie problemu z nawilżeniem skóry, a kolagen ulega degradacji wolniej niż u 80% populacji. Ale na tym dobre wiadomości się kończą. Kolejny parametr, określający niedobory retinolu, wyszedł już w wariancie pośrednim, co przekłada się na nieco większą niż przeciętna skłonność do fotostarzenia się skóry. Nie mogę się nie zgodzić.

Co zaskoczyło nas najbardziej?

Ania: Najbardziej zaskakującym wynikiem był jednak parametr genu TERT, który okazał się u mnie najsłabszym ogniwem. TERT określa, jak szybko skracają się końcówki telomerów, czyli - mówiąc prościej - w jakim tempie skóra się regeneruje i starzeje. Negatywny wariant tego markera (czyli taki, jak u mnie), oznacza, że moja skóra ma zmniejszoną zdolność do regeneracji i jest bardziej wrażliwa na negatywny wpływ czynników zewnętrznych, takich jak promieniowanie UV czy smog. Jest też bardziej podatna na stres oksydacyjny. Bez odpowiedniej pielęgnacji, może wyglądać nawet na 7 lat starszą (!) niż w przypadku osób z pośrednim lub pozytywnym wariantem tego genu.

Wyniki badania genetycznego skóry zaskoczyły również Weronikę Płochę, redaktor prowadzącą serwisu Kobieta.pl:

Weronika: Byłam przekonana, że moja skóra należy do suchych z tendencją do mocnego przesuszania po lecie. Tym samym, ma skłonności do stanów zapalnych. W raporcie genokosmetycznych Vitagenum okazało się jednak, że marker AQP odpowiadajcy za nawilżenie skóry, czyli wydajność transportu komórkowego wody ma wariant pozytywny. To oznacza, że poziom nawilżenia jest bardzo przyzwoity. Bez zaskoczeń z kolei wyglądają wyniki dotyczące kolagenu w skórze. Oba markery są zielone, co oznacza, że genetycznie posiadam najbardziej korzystny wariant C (ma go tylko ok. 20% populacji).

Najgorzej wypadła u mnie konwersja, czyli przetwarzanie witaminy A. Mój organizm ma zmniejszoną o ponad 70% aktywność genu BCM01. Do czego może to prowadzić? Do pogorszonej kondycji skóry, przyspieszonego procesu fotostarzenia i wcześniejszego pojawienia się zmarszczek (mimo, że oba warianty kolagenowe mam w badaniu zaznaczone na zielono).

Jakie genokosmetyki wybrałyśmy na podstawie badania?

Ania: Rozwiązaniem w moim przypadku jest serum TERT, które ma na celu ochronę telomerów i redukcję stresu oksydacyjnego. Kuracja trwa trzy miesiące, następnie robimy 3 miesiące przerwy. Serum stosuję dwa razy dziennie (rano i wieczorem). Najpierw nakładam specjalny AQUA Booster, a potem, jeszcze na wilgotną skórę, serum TERT. Ma lekką konsystencję i pozostawia skórę elastyczną i wygładzoną (a co ważne, dobrze sprawdza się pod makijażem). Po około miesiącu widać już pierwsze efekty stosowania serum: zmarszczki są delikatnie spłycone, a wszelkie zmiany na skórze szybciej się goją. 

Weronika: W moim przypadku najbardziej rekomendowaną pielęgnacją jest Serum BCM, o bardzo wysokim stężeniu witaminy A, w bardzo aktywnej postaci czyli retinolu. Cała kuracja trwa do sześciu miesięcy i trzeba bardzo uważać na wystawienia skóry na słońce. Używając serum BCM trzeba więc stosować wysoką ochronę przeciwsłoneczną. Samo serum jest lekkie i kremowe, niemalże bezzapachowe i w bardzo sprytnym dozowniku. Po trzech miesiącach stosowania zaczynają się pojawiać pierwsze efekty - skóra już jest w nieco lepszej kondycji, nie wygląda też na bardzo suchą.