W środę, 18 marca, w wieku 54 lat zmarł wybitny i znany ginekolog - prof. Wojciech Rokita. Trafił on na oddział zakaźny Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Kielcach po tym, jak w niedzielę okazało się, że jest zakażony koronawirusem. To nie wirus był jednak bezpośrednią przyczyną śmierci lekarza. Profesor Wojciech Rokita popełnił samobójstwo. Przyczyną jego dramatycznej decyzji był…hejt. Z jakiego powodu?

Powód samobójstwa lekarza

Tydzień wcześniej lekarz wrócił z urlopu w Szwajcarii. Szpital zapewniał, że lekarz poddał się obowiązkowej kwarantannie  i nie miał możliwości kontaktu z pacjentami. Mimo to w sieci po ujawnieniu tej informacji pojawiła się lawina hejtu pod adresem ginekologa. To ciężar odpowiedzialności i niemoc poradzenia sobie z nienawiścią w sieci była najprawdopodobniej główną przyczyną samobójstwa profesora Rokity.

Tezę tę potwierdził Maksymilian Materna, przyjaciel rodziny zmarłego, który w wywiadzie dla Gazety Wyborczej przyznał:

„Bardzo się przejmował tym, co czytał i słyszał na swój temat. Mówił, że go zniszczą, a on zaraz po powrocie ze Szwajcarii, gdzie wtedy nie stwierdzono zakażenia, robił wszystko, żeby nie zakazić osób postronnych. Prosił mnie o pomoc, bo dowiedział się, że planuję publikację relacji na Facebooku w jego obronie”.

Materna wzburzony opowiada przez jaki koszmar przechodził lekarz, który po spotkaniu z internetową nienawiścią i szkalowaniem, wręcz błagał o pomoc, jak sobie poradzić z tymi oskarżeniami. 

Czy hejt w sieci zostanie ukarany?


Adwokat rodziny zmarłego, Sławomir Gierada poinformował, że przygotowywane jest zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. Wraz z zawiadomieniem do kieleckiej prokuratury trafi wniosek o zabezpieczenie przez policję danych administratora zapisów forów internetowych oraz numerów IP, z których zostały zamieszczone obraźliwe i szkalujące profesora Rokitę wpisy. 

Musimy przyznać, że trudno nam nawet skomentować tę dramatyczną historię i skalę, do jakiej rozrosło się zjawisko hejtu w sieci. Niech komentarzem będzie wpis jednej z wielu równie zbulwersowanych internautek: 

"Wrzuciłam komentarz do sprawy, o której nie mogę przestac myśleć. O tym, jak „sprawnie” skonstruowany artykuł uruchomił falę hejtu, plotek, pomówień, paniki, nieposkromionej nienawiści, która zniszczyła dorobek, dobre imię a w końcu doprowadziła do śmierci kieleckiego lekarza. O tym, jak nierzetelność dziennikarska i wzajemny brak oczekiwan (mediów wobec spoleczenstwa i spoleczenstwa wobec mediów) sprawia, że bzdury zaczynają żyć własnym życiem. O tym, jak w mojej własnej rodzinie ujawnił się problem z weryfikacją źródeł, „bo przecież ktoś coś napisał w Internecie, a ktoś mi o tym opowiedział, więc to musi być prawda. A wszystko to w oparciu o sprawę, która dzisiaj dotyczyła jednej rodziny, ale jutro może stać się moim i twoim udziałem. Lub naszych bliskich".