Jestem LGBT i nie wracam do domu na Boże Narodzenie

Z czym kojarzą Wam się święta Bożego Narodzenia? Obiad u babci? Czas spędzony z rodziną? Wolne od pracy? A może z byciem nieustannie obrażanym, z agresją, z tym że na kilka dni przed Wigilią zostaliście wyrzuceni z domu? Nastroje, które panują obecnie w Polsce, sprawiły, że dla wielu osób LGBT, Boże Narodzenie i każde spotkanie rodzinne to pasmo bólu, wyparcia lub upokorzeń.

Kiedyś bywałem na świętach u babci, bo tam była najlepsza atmosfera. Dawało mi to jeszcze poczucie takiego rodzinnego ciepła. […] Zacząłem mieć ostrą dysforię, od babci strony (oprócz taty) każdy mnie misgenderuje.

Parę lat temu zostałam wyrzucona z domu na święta, ale zanim to zrobili to jeszcze mnie poobrażali.

Coming out miał miejsce 2,5 miesiąca temu. Może się wydawać, że od tamtej pory kontakt się poprawił, ale to tylko pozory. Ostatnio coraz częściej słyszę określenia, o które prosiłem, by ich nie używać: „syn”, „chłopak”, deadname. Każdy powrót to przemiana - zupełnie inaczej wyglądam u siebie, a zupełnie inaczej w rodzinnych stronach.

Pamiętacie „Dziewczynkę z zapałkami”? Wyrzucona z domu przez ojca w wigilię Bożego Narodzenia, nie może wrócić, póki nie sprzeda każdej zapałki. A co, gdyby warunkiem powrotu było to, że przestaniesz być „nie takim dzieckiem, jakie sobie wyobrażali”? Cztery osoby opowiedziały mi swoje historie, w których wyjaśniają, czym są dla nich święta Bożego Narodzenia i dlaczego nie chcą spędzić ich ze swoją najbliższą rodziną.

ZOBACZ TEŻ: Aktor znany jako Ellen Page ogłosił, że jest osobą transpłciową: "Nazywam się Elliot", "boję się hejtu"

Małgorzata: „Ja nie jadę tam, żeby czuć się wolna”

Nasze rodziny są z tych niby tolerancyjnych i niepopierających obecnej władzy, ale jak tata widział materiał o Margot w telewizji, to przełączał. Jak mówiłam, że nas (w sensie społeczność LGBTQ) biją na ulicy, to komentował „i dobrze". Pochodzę ze wsi na Lubelszczyźnie, mieszkam w Krakowie. Rodzice są na mnie źli, bo w tym roku rozstałam się z mężem i związałam się z dziewczyną. Mam 32 lata. Mówiłam im, że jestem bi, ale kiedy im powiedziałam o mojej dziewczynie, to byli zaskoczeni. Nie chcą o tym rozmawiać, chcą udawać, że to nie istnieje. Nie pytają o nią. Myślę, że się wstydzą mojego wyboru. Ja mimo wszystko nie będę się kryć z tym, kogo kocham i nie dam się wepchnąć do szafy. Gdybym pojechała tam na święta, to byłby dalej festiwal ukrywania tego, kim jestem i zmieniania tematu. Myślę, że w końcu przyjmą do wiadomości moje wybory, tylko muszę im dać czas. Tymczasem nie mam zamiaru dawać do zrozumienia, że im wolno mnie spychać do tabu tylko dlatego, że moje małżeństwo się skończyło i teraz jestem z kobietą. Ja nie jadę tam, żeby czuć się wolna i nie wmanewrować się we wstyd z powodu moich decyzji. Ja się ich nie wstydzę, jestem dumna ze zmiany, jaką zrobiłam w swoim życiu. Jestem bardzo szczęśliwa z moją partnerką.

Matka mojej partnerki jest dziarską i przedsiębiorczą starszą panią. Padały z jej ust słowa wspierające LGBTQ, liczyłyśmy, że z nią pójdzie lepiej. Jak moja partnerka powiedziała jej o nas, też była rozczarowana. Moja partnerka ma 31 lat, jestem pierwszą osobą, z którą jest na tyle na poważnie, że chce mnie przedstawić matce. Kiedy powiedziała jej o mnie, matka była wyraźnie rozczarowana. Powiedziała, że miała nadzieję na wnuki. Dziewczyna zapewniła ją, że jeśli będziemy chciały dzieci, to je będziemy mieć. Mieszka sama i chciałyśmy do niej pojechać na święta. Matka nie powiedziała wprost, że sobie nie życzy mojej obecności, ale jakoś tak dookoła, że nie jest na to gotowa i musi się zastanowić. Ona zwykle spędza święta z córką i resztą rodziny. Musiałaby im powiedzieć o orientacji mojej partnerki. Myślę, że się boi im mówić o nas. Mojej partnerce było ciężko podjąć decyzję o niejechaniu do niej. Pandemia nie pomaga, bo ciągle jest strach, że mama zachoruje. Święta spędzamy razem. Kupiłyśmy krzywą i brzydką choinkę, śmiejemy się, że jest qeerowa. Gdy ją ubrałyśmy, zrobiła się piękna. Płakałyśmy z moją partnerką nad tym, że czujemy się odrzucone przez rodziny. Jesteśmy teraz z nią rodziną dla siebie i nikt nam tego nie zabierze.

foto: Getty Images

Zobacz także:

ZOBACZ TEŻ: Pierwsi transpłciowi rodzice planują kolejne dziecko! Poproszą o pomoc surogatkę Laurę.

Emilia: „Nie było spotkania rodzinnego, na którym nie byłam obrażana”

Coming out wypadł na moment przed świętami. Nie, nie chciałam się outować, bo wiedziałam, jak to się skończy, ale moja siostra (studentka medycyny) znalazła mojego drugiego FB z preferowanym imieniem i natychmiast pobiegła do matki, krzycząc, że to na pewno ja i jestem (tfu) trans. Dostałam godzinne kazanie o tym, że sobie to po prostu zmyśliłam. Potem gdy powiedziałam, że jestem w 100% pewna mojej tożsamości płciowej, od co najmniej 5 lat zaczął się krzyk, totalny brak zrozumienia, „coludziepowiedzo” i powoływanie się na polityków wiadomej partii. Po wszystkim zostałam wyrzucona z domu, bo matka uznała, że nigdy nie chciałaby mieć „takiego dziecka”, a ojca nie mam. Siostra jej przyklaskiwała i wmawiała jej jeszcze mocniej teorie, że tak naprawdę jestem chora psychicznie, etc.
Siostra, której w teorii mogłam zaufać najbardziej, wierząc, że będąc na medycynie rozumie temat. Więc można powiedzieć, że zostałam wyoutowana na siłę.

Zostałam wyrzucona, dali mi zaledwie chwilę czasu na spakowanie się. Wyprowadziłam się na chwilę do znajomej, a potem postraszyli mnie Policją, żebym do nich wróciła. Jestem traktowana przedmiotowo i ciągle obrażana od tamtego momentu. Ogromna dysforia stała się jeszcze większa, a ja w domu nie jestem w stanie skupić się na niczym, w tym na nauce i wykonywanych czynnościach. Miałam teoretycznie kontakt z psychologiem ze względu na zdiagnozowane borderline, ale matka mnie wypisała i próbowała wmówić psychologowi, że nic mi nie jest. Pewnie po to, żebym przypadkiem nie powiedziała mu o sytuacji.

Moja rodzina nigdy nie była dla mnie „rodziną”, bo rozumiem przez to ludzi, którym mogę zaufać, którzy mnie akceptują. [...] Od mamy i siostry się zaczęło, potem zaczęły mnie outować przed wszystkimi innymi poprzez transfobiczne „żarty”. Od tamtego momentu nie było spotkania rodzinnego, na którym nie byłam obrażana i nie było spotkania rodzinnego, z którego w którymś momencie nie wyszłam.

Święta kojarzą mi się z odrzuceniem i brakiem zrozumienia, gdy tak naprawdę atmosfera świąt powinna być zupełnie inna. Odcięłabym się od świata zewnętrznego i po prostu spędziła czas z ludźmi z Internetu, ale nie mogę nawet użyć mikrofonu, bo matka posunęła się do podsłuchiwania mnie. [...] Nie mam żadnego kontaktu ze światem, nie licząc matki i siostry, czuję się totalnie osamotniona. [...] Jedyne co mi dały przez całe życie to zaburzenia psychiczne i nienawiść do samej siebie i zawsze relacja z nimi będzie mi się tak kojarzyła.

ZOBACZ TEŻ: 

Patryk: „Święta spędzam z najbliższą rodziną poza mamą i jej partnerem”

W maju zostałem wyrzucony z domu przez partnera mojej mamy, z którym mieszkaliśmy razem. To był też czas mojego większego coming out'u dla najbliższej rodziny. Wszyscy mnie mocno wspierali. Aktualnie mieszkam ze swoim chłopakiem i jego mamą. Święta w tym roku spędzam z najbliższą rodziną poza mamą i jej partnerem.

[red. Kiedy zostałem wyrzucony, mama] może przez chwilę próbowała zareagować, ale i tak nie miała za dużo do powiedzenia w tej sprawie. Ogólnie zawsze nie za bardzo się dogadywaliśmy, ale nie było jakiejś tragedii. Mamy całkiem różne światopoglądy na wszystko. [red. Pewnego razu] przyszedłem do domu po weekendzie u chłopaka, [...] Partner matki kazał mi się wyprowadzić z tego powodu i dał kilka dni na spakowanie się. Zazwyczaj reagował bardzo emocjonalnie na jakiekolwiek sytuacje. Najczęściej właśnie złością.

foto: Getty Images

Rafał: „4 grudnia wyszedłem z domu, słysząc „rozumiem, że już tu nie wracasz”

Zacznę od tego, że już od momentu, gdy powiedziałem w domu, że jestem niewierzący, to wszyscy się na mnie krzywo patrzą — bo przecież Bozia, pan Bóg i Jezusek istnieją i trzeba się modlić; a sami to kościół raz w roku widzą. To taki ogólny wstęp à propos wiary (więc i trochę świąt). Pewnego dnia jakoś w rozmowie wspomniałem, że mam chłopaka. Wtedy się zaczęło: że skąd mi się to wzięło, że przecież byłem normalny, że nigdy w rodzinie nie było pedała. W ogóle kwestia skrajnego braku tolerancji i wyrzucania moich tęczowych flag z pokoju to temat na osobną rozprawkę.

Co do tegorocznych świąt: w listopadzie oznajmiłem w domu, że cały grudzień, w tym święta i sylwestra, mam zamiar spędzić z moim chłopakiem. Oczywiście odpowiedź brzmiała „Jak to? Nie ma takiej możliwości, żebyś wychodził z domu, przyniesiesz nam tu choroby, pozarażasz nas, pozabijasz nas, nie wiadomo do kogo idziesz, z kim, i w ile osób tam se będziecie orgie urządzać” itp. Sam krzyk i obelgi — kierowane do mnie, o mnie i moim chłopaku, którego nawet jeszcze nie poznali.

Jednak postawiłem na swoim i wyszedłem. 4 grudnia wyszedłem z domu, słysząc słowa „Tylko masz mi zostawić klucze od domu i dowód. I rozumiem, że już tu nie wracasz”. I tak. Moja matka naprawdę najwyraźniej myśli, że mój chłopak i ewentualne towarzystwo, z jakim się zadajemy, mogłoby planować upić mnie i wziąć kredyt na mój dowód. Według niej „Te pedały zboczeńce, co tylko na ulicy żyją, to ćpają i chlają i robią parady, żeby epatować swoją seksualnością i krzyczeć o tolerancji i szacunku, bo nic innego sobą nie reprezentują ci dewianci”. Ale wróćmy do mojego wyjścia. Nie wiem czemu, ale zlitowali się i podwieźli mi walizki w okolice naszego (mojego z chłopakiem, wynajętego) mieszkania. Bardzo uparli się, by to zrobić. Mój chłopak natomiast był przeciwny, bo nie chciał, żeby wiedzieli, gdzie mieszkamy.

foto: Getty Images

Jakoś tydzień po wyjściu z domu miałem iść do swojego lekarza psychologa. Oczywiście moja matka musiała się tam pojawić razem z ojcem i poznali wtedy mojego chłopaka. A, jako że jest on nonbinary, a ja nic o tym nie mówiłem, bo w sumie to nie musiałem, ani nie widziałem powodu, to nagle też wiele w postrzeganiu go przez rodziców się zmieniło. Mianowicie: „Dlaczego nam nie powiedziałeś, że to naprawdę jest dziewczyna” itp. Podczas kiedy ja miałem wizytę u psychologa, on próbował ich poznać, rozmawiał z moją matką i usiłował przedstawić im i wyjaśnić, dlaczego mam wobec nich żal i dlaczego nie chcę mieć z nimi do czynienia, dlaczego jestem, jaki jestem — ale no jak zwykle grochem o ścianę, matka powtarzała tylko swoje stare śpiewki i w ogóle nie słuchała, tylko zmieniała co chwilę temat i mieszała wszystko. Od tego momentu matka 2 razy wysłała ojca, żeby przywiózł nam jedzenie, którego nie chcieliśmy – o które nie prosiliśmy. Mówiłem jej, że mój chłopak jest wegetarianinem, w razie jakby zechciała zaprosić nas na obiad (wspominała taki pomysł kiedyś). Do jedzenia dostawaliśmy do tej pory np. kiełbasę, naleśniki z farszem z mięsem, pierogi z mięsem, pastę z tuńczyka, pastę z awokado z tuńczykiem. Oczywiście poza tym były jakieś sery losowe czy mandarynki, ale dania główne w dużej części opierały się na mięsie. Powtórzę, że nie prosiliśmy o żadne jedzenie, robimy sobie z przyjemnością własne.

Niby jesteśmy teraz zaproszeni, żeby przyjść któregoś dnia na obiad, ale jeszcze nie wiemy, czy w ogóle pójdziemy. Moi rodzice to manipulanci. Z jednej strony „skoro wychodzę z pedałami to mam nie wracać”, a z drugiej „kiedy przyjdziecie do nas na obiadek?”. Z trzeciej, szczerze, to nawet gdybyśmy mieli pójść, to nie chcę, żeby mojemu kochanemu narobili przykrości, ale jeszcze z czwartej, jednak naprawdę ciekawi mnie, jak się zachowają, gdy skonfrontujemy ich z realną sytuacją, a nie z ich wyobrażeniem tego, co się dzieje.

ZOBACZ TEŻ: #NieKochamInaczej: "Moja mama do dzisiaj uważa, że jestem chory psychicznie. Powiedzieli, że „Gabriel” nigdy nie padnie z ich ust"