Jeszcze kilkanaście lat temu ciąża w show-biznesie oznaczała zawodową śmierć. Aktorki i piosenkarki ociągały się z założeniem rodziny z obawy przed medialnym zapomnieniem. Ale czasy się zmieniły. Gwiazdy z brzuszkiem są na topie. Szczęśliwe, spełnione wyglądają piękniej niż podczas oscarowej gali. Z dumą pokazują mediom swoje pociechy. To nowy wymiar sławy.

fot. ONS

fot. ONS
Jeszcze kilkanaście lat temu ciąża w show-biznesie oznaczała zawodową śmierć. Aktorki i piosenkarki ociągały się z założeniem rodziny z obawy przed medialnym zapomnieniem. Ale czasy się zmieniły. Gwiazdy z brzuszkiem są na topie. Szczęśliwe, spełnione wyglądają piękniej niż podczas oscarowej gali. Z dumą pokazują mediom swoje pociechy. To nowy wymiar sławy.

fot. ONS
Ciąża to jedyny moment, w którym gwiazdy z dumą pokazują dodatkowe kilogramy. Nie unikają śledzących ich paparazzich. Wręcz przeciwnie. Uśmiechają się do nich i pozują do zdjęć. Nawet gdy fotoreporterzy zaskakują je podczas porannych zakupów, bez makijażu czy w domowych ubraniach. Z czego to wynika? Według Natalie Portman wyjaśnienie tego stanu rzeczy nie wymaga wielkiej filozofii. „Dla mnie każdy dzień oczekiwania na dziecko to czas radości. Wielkiej radości. W takich chwilach przestaje się myśleć o swoim wyglądzie, uczesaniu czy garderobie. Po prostu uśmiecham się do wszystkich i próbuję ich zarazić swoim entuzjazmem” – tłumaczyła. Aktorce nie przeszkadzały nawet poranne mdłości, z którymi zmagała się przez pierwsze miesiące ciąży. W podobnym tonie wypowiadały się jej koleżanki po fachu. Na szczęście od kilku lat złe samopoczucie czy wybór odpowiednich mebelków do pokoju dziecka to ich najpoważniejsze problemy.

fot. ONS
Zmiany obyczajowe zaczęły się w 2004 roku. Właśnie wtedy premierę miał dokument o wiele mówiącym tytule „Hollywood Baby Boom”. Opowiadał on o wręcz „wirusowym” rozprzestrzenianiu się ciąż wśród gwiazd show-biznesu. Dzieci urodziły m.in. Kate Hudson, Julia Roberts oraz Gwyneth Paltrow. Nie to jednak było najważniejsze. Po raz pierwszy o aktorkach było głośno nawet wtedy, gdy zniknęły z ekranów kin. Media starały się zaspokoić ciekawość ich fanów. Dziennikarze rozmawiali z gwiazdami o obawach i nadziejach związanych z narodzinami dzieci. Stopniowo też w magazynach zaczynały się pojawiać ekskluzywne sesje z noworodkami. Wtedy jeszcze nikt nie przypuszczał, jakie rozmiary osiągnie „dziecięce” szaleństwo.

fot. ONS
Jako pierwsi przekonali się o tym Angelina Jolie i Brad Pitt. Za pierwsze zdjęcia ich córki Shiloh w 2006 roku zainkasowali od magazynu „People” ponad 4 miliony dolarów (przekazali je na cele charytatywne). Sprzedaż też była rekordowa. „People” w USA kupiło ponad 2,2 miliona osób. Był to 45-procentowy wzrost w porównaniu z poprzednimi numerami.

fot. ONS
Dwa lata później Jennifer Lopez dostała 6 milionów dolarów za sesję z bliźniętami – Maxem i Emme. To jednak nic w porównaniu z 16 milionami dolarów, które trafiły na konta organizacji dobroczynnych prowadzonych przez parę Jolie – Pitt. Numer z Knoxem i Vivienne (2008 rok) sprzedał się w astronomicznym nakładzie 2,8 miliona egzemplarzy (czwarty wynik w historii tytułu).

fot. ONS
„To pokazuje, jak wiele można zarobić na zjawisku baby boom. Zyski dzielą się na policzalne – miliony dolarów, oraz niepoliczalne, ale nie mniej ważne, do których należą dodatkowa sława, ocieplenie wizerunku i szansa na nowe kontrakty” – komentowała Emilly Smith z „Page Six”, dodatku do „New York Post”. „Dziecięcy” biznes wzbudza wiele kontrowersji, ale patrząc na zdjęcia uśmiechniętej Natalie Portman czy Kate Hudson na szczęście można o nich zapomnieć.