Podkłady mineralne – czym się różnią od fluidów?

Gdy pierwszy raz usłyszałam o podkładzie mineralnym pomyślałam: to coś dla mnie! Wreszcie będę mogła się rozstać z płynnym podkładem, a moje pory odetchną z ulgą (a następnie cudownie się skurczą). Bo czy może być coś lepszego dla skóry niż krótki, naturalny skład, który nie tylko kryje, ale również delikatnie pielęgnuje? Większość podkładów mineralnych powstaje na bazie tlenku cynku, który działa przeciwbakteryjnie i przeciwzapalnie, a do tego reguluje wydzielanie sebum. Oprócz tego, w składzie często można znaleźć dwutlenek tytanu, uznawany za naturalny filtr UV.

Pochodzenia organicznego są także kolorowe pigmenty, a krótką listę zamyka lekko rozświetlająca mika. Nie znajdziecie tu silikonów, parabenów i innych ciężkich substancji, które mają za zadanie wygładzić powierzchnię skóry. No i jeszcze ta cudownie sypka formuła, która latem zdaje się być wybawieniem od kleistych fluidów! Brzmi jak ideał? Na pewno dla skór wrażliwych, ze skłonnością do przetłuszczania się i zanieczyszczania, takich jak moja. A także dla posiadaczek rozszerzonych porów, które próbowały już wszystkiego, by się ich pozbyć. Zachęcona pozytywnymi opiniami, postanowiłam czym prędzej przestawić się z fluidu na minerały – i w końcu dać skórze oddychać.

Podkład mineralny: moje pierwsze podejście

Podkład mineralny rządzi się nieco innymi prawami niż tradycyjne kosmetyki o płynnych formułach. Nakłada się go specjalnym pędzlem z krótko przyciętym włosiem (kabuki) lub ściętym "na płasko" (flat top), wmasowując „proszek” kolistymi ruchami. Zaopatrzona w stosowne narzędzia i know-how przystąpiłam do działania. Zgodnie z instrukcją, zaczęłam nanosić niewielkie ilości i stopniowo dokładać kolejne warstwy.

Efekt końcowy przeszedł moje najśmielsze oczekiwania: satynowe wykończenie, naturalne krycie, które przykryło wszystkie naczynka i odcień idealnie stapiający się ze skórą. Przez chwilę poczułam, że naprawdę się zaprzyjaźnimy. Niestety, po trzech godzinach czar prysł. Strefa T wypełniła się niezdrowym blaskiem, a podkład zaczął się lekko ważyć. Nie tracąc nadziei, postanowiłam dać mu jeszcze jedną szansę. Tym razem pod inną marką. Efekt? Równie zachwycający - i równie krótkotrwały. Po kilku nieudanych próbach, dałam za wygraną. Doszłam do wniosku, że widocznie nie każda skóra jest gotowa na minerały – i być może te bardziej problematyczne cery są skazane na płynny podkład. Czy miałam rację? Nie do końca, ale zacznijmy od początku.

 

Podkład mineralny – jak go nie nakładać?

Teoretycznie zrobiłam wszystko tak, jak trzeba. Ale diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach. Podkład mineralny faktycznie nakładamy pędzelkiem, trzeba jednak bardzo uważać na ilość kosmetyku. Nawet jeśli wydaje ci się, że jest go mało, dla pewności, przed aplikacją strzepnij nadmiar podkładu na wieczku. Dokładając kolejne cienkie warstwy łatwo nałożyć o jedną za dużo – i tak właśnie stało się w moim przypadku. Dlatego po kilku godzinach podkład zaczął się ważyć. Co zrobić, gdy jedna warstwa to za mało? Jestem posiadaczką cery naczyniowej, z widocznymi pajączkami i zaleczonym trądzikiem różowatym. Krycie jest więc dla mnie priorytetem. I tu trzeba przyznać szczerze: większość podkładów mineralnych daje naturalny efekt, z delikatniejszym kryciem. To kwestia przyzwyczajenia. Jeśli chcesz uzyskać mocniejsze krycie, lepiej w newralgicznych miejscach użyć korektora (może być mineralny), niż starać się ukryć wszystko podkładem. Co jeszcze można zrobić, żeby makijaż mineralny był bardziej trwały?

Podkłady mineralne – ten patent zmienił wszystko!

A na pewno moje podejście do podkładów mineralnych. Wchodząc głębiej w tajniki aplikacji minerałów w końcu trafiłam na hard userkę, która otworzyła mi oczy na kilka naprawdę prostych patentów. Nie tylko przedłużają one trwałość makijażu, ale również uprzyjemniają samą aplikację sypkiej kolorówki. Mój numer jeden to trik z wilgotnym pędzlem - jeden z tych patentów, które są banalnie proste, ale same nigdy byśmy na niego nie wpadły. Wystarczy spryskać wodą pędzel kabuki, a następnie nałożyć podkład mineralny na mokro. Podkład zyskuje wtedy bardziej kremową formułę, zbliżoną do tradycyjnego fluidu. Dzięki temu łatwiej go nałożyć i wklepać. Znika też problem zbyt dużej ilości kosmetyku oraz tzw. suchych skórek. Uważaj jednak na to, żeby pędzel nie był mokry (powinien być wilgotny, nie ociekający wodą). W przeciwnym razie po wyschnięciu podkład może odpadać. Warto zadbać też o dobre nawilżenie skóry przed makijażem.

Czy podkład mineralny ukryje rozszerzone pory?

Będę szczera: nie do końca. Kosmetyki mineralne rzeczywiście najlepiej prezentują się na gładkich, zadbanych skórach, bez skłonności do wyprysków czy rozszerzonych porów. Odpowiednia pielęgnacja jest więc absolutną podstawą, jeśli chcesz, żeby makijaż dobrze wyglądał i był trwały. Jest jednak kilka patentów na to, żeby ukryć niedoskonałości z pomocą minerałów. Pierwszy z nich to odwrócona aplikacja pudru i podkładu. Najpierw delikatnie przyprószamy skórę mineralnym pudrem (najlepiej transparentnym), który pełni funkcję bazy – i dopiero na tak przygotowaną skórę nakładamy podkład. Możesz też nałożyć minerały gąbeczką – to kolejny sprawdzony sposób na ukrycie porów. Albo tak jak ja, nie przejmować się niedoskonałą cerą. Dorosła skóra (zwłaszcza ta po 30-stce) ma porowatą strukturę i nieliczne z nas mogą się poszczycić idealnie gładką cerą (to zresztą w dużej mierze kwestia genów). Wolę gdy moja skóra nie jest perfekcyjna, ale może oddychać. Zwłaszcza latem.