Dagny Juel Przybyszewska: kim była Norweska Czarodziejka?

Dagny Juel przyszła na świat w 1867 roku w rodzinie norweskiego lekarza. Była kobietą, która znacznie wyprzedzała swoje czasy. Od najmłodszych lat stawiała na edukację, była wyzwolona, pewna siebie, chciała realizować się artystycznie – a miała do tego wszelkie warunki. Była wyjątkowo uzdolniona, grała na fortepianie, pisała sztuki teatralne, tłumaczyła dramaty, prozę i poezję. Niestety jej własne dzieła przeszły bez echa, a ona sama znana jest przede wszystkim jako muza i kochanka.

Jedną z jej pierwszych miłości był Hjalmar Christensen, który wprowadził młodą Norweżkę w środowisko bohemy, jeszcze, kiedy przebywała w na łonie ojczyzny. Przez niego poznała kolejnego ze swoich kochanków – malarza, Edwarda Muncha. Jednak dopiero wyjazd do Berlina miał raz na zawsze zmienić jej życie. Po raz pierwszy zawitała tam w 1892 roku, po czym szybko wróciła do domu. Rok później zdecydowała, że chce spróbować jeszcze raz. Dagny pojechała za granicę, by studiować grę na fortepianie, jednak życie, jakie wiodła, niewiele miało wspólnego z ideałem pilnej uczennicy. Większość czasu spędzała w winiarni „Pod czerwonym prosiakiem”, gdzie gromadzili się przedstawiciele miejscowej oraz duńskiej i szwedzkiej bohemy. Na nieszczęście Dagny znalazł się wśród nich też jeden Polak. Wiosną 1893 roku nawiązała krótki i burzliwy romans z Augustem Strindbergiem – uzdolnionym pisarzem i najsłynniejszym szwedzkim mizoginem. W sierpniu tego samego roku była już żoną Stanisława Przybyszewskiego. Oboje byli młodzi, piękni, za każdym z nich podążał wianuszek adoratorów. Jedynym Bogiem była dla nich sztuka i ich własna namiętność. Trudno wyobrazić sobie bardziej dopasowanych do siebie ludzi. Zakochanej bez pamięci Dagny nie przeszkadzała nawet krew na rękach męża.

ZOBACZ TEŻ: Dziewczyna Jamesa Bonda była Polką? Oto Krystyna Skarbek – agentka bardzo specjalna

Photo: East News

Stanisław Przybyszewski: kim był Szatan Modernizmu

Jak doszło do tego, że chłopiec z zapomnianej przez Boga, kujawskiej wioski ukradł dziewczynę Augusta Strindberga? Stanisław Przybyszewski urodził się w 1868 roku w Łojewie. Do Berlina wyjechał w 1889. Początkowo studiował architekturę i medycynę – z obu kierunków został wydalony. Od tamtej pory zajmował się głównie dorywczą pracą i czytaniem Nietzschego. Szybko został gwiazdą berlińskiej bohemy, choć współcześni mu nazywali go raczej „meteorytem”. Wydał kilka z gruntu dekadenckich prac, z czego największym uznaniem cieszyło się „Z psychologii jednostki twórczej”. Edward Munch, który w przeciwieństwie do Augusta nigdy nie miał mu za złe utraty Dagny, pod wpływem tej lektury namalował „Krzyk” i wręczył go mu w prezencie. Przybyszewski musiał mieć w sobie jakiś rodzaj toksycznej charyzmy, gdyż jego zafascynowanie nihilizmem, śmiercią i chorobą wyrobiło mu status największego z dekadentów i zgromadziło wokół niego krąg fanów, których bez krztyny przesady nazwać można sektą. Mrocznemu urokowi Szatana Modernizmu uległa również Dagny, niestety nie ona pierwsza.

Dwie grupy, które bez wątpienia najmocniej adorowały Przybyszewskiego to inni artyści i kobiety. Pierwszym długotrwałym, lecz nigdy niesformalizowanym związkiem Stanisława była jego relacja z Martą Foerder. Zakochaną w nim dziewczynę przyjął jako swego rodzaju formę pocieszenia po nieudanym romansie z jej siostrą. Nigdy nie odwzajemnił jej uczuć. Choć w teorii mieszkali razem, Przybyszewski w domu pojawiał się i znikał, traktował kobietę przedmiotowo, nie interesował się również wychowaniem ich dzieci. Doczekali się trójki, z których najmłodsze urodziło się dwa lata po jego ślubie z Dagny.

Norweżce zdawał się nie przeszkadzać równoległy związek Stanisława, jednak dla Marty okazało się to zbyt dużym ciężarem. W 1896 roku wyskoczyła z okna, będąc w zaawansowanej, czwartej ciąży. Stanisława oskarżono o współudział, uznając jego zachowanie za bezpośrednią przyczynę tragedii i wtrącono do więzienia. Najstarszego syna przygarnęła matka pisarza, a córki, którym nigdy nie dał swojego nazwiska,oddano do przytułku. Najmłodsza z nich zmarła w młodym wieku w szpitalu psychiatrycznym. Tymczasem Stanisław noc po zwolnieniu z aresztu, spędził razem z Dagny w domu, w którym zabiła się Marta, a znajomym opowiadał przesiąknięte grozą historie. Jego biografowie zakładają jednak, że nie chodziło o dreszczyk emocji, lecz o brak pieniędzy na własny czynsz.

ZOBACZ TEŻ: Maria Konopnicka: lesbijka i przeciwniczka kościoła na plakacie Marszu Niepodległości?

 

Stanisław Przybyszewski i Dagny Juel przyjeżdżają do Krakowa

By uzyskać jak najpełniejszy obraz tego, jak wyglądało życie tego małżeństwa, zaznaczyć należy, że bycie zawodowym dekadentem nie było na przełomie wieków dochodowym zajęciem. Stanisław Przybyszewski zgromadził sobie jednak w Polsce liczne grono fanów, które aż nazbyt gorliwie wspomagało go finansowo. Zafascynowana zagraniczną twórczością rodaka bohema krakowska postanowiła ściągnąć go z powrotem na łono ojczyzny. Przybyszewscy, którzy odcięli już wszystkie kupony od berlińskiej sławy i którym pozostawało klepać biedę na emigracji, nie dali się długo prosić.

Wojciech Weiss namalował obraz pod tytułem „Opętanie”, na którym otumaniony szereg postaci sunie w narkotycznym tańcu. Inspiracją dla tego działa było pojawienie się Przybyszewskiego w Krakowie. Tłumy zafascynowanych jego twórczością ludzi podążały za nim jak za Mesjaszem od pierwszego dnia. Otrzymał mieszkanie z opłaconą służbą, pensję, fortepian i nielimitowane obiady w pobliskiej restauracji. Grono przyjaciół i adoratorów aż nazbyt chętnie stawiało mu alkohol, a jednak jakimś sposobem, Przybyszewskiemu udawało się wciąż być na minusie.

Co tymczasem robiła Dagny? Zajmowała się dwójką ich dzieci, Zenonem i Iwi, grała na fortepianie, przyjmowała na prowadzenie domu pieniądze od zakochanych w niej przyjaciół męża i od czasu do czasu wyjeżdżała do rodziców w Norwegii. Dagny również cieszyła się w Krakowie popularnością, głównie ze względu na swoją wyjątkową urodę. To właśnie tam przylgnął do niej pseudonim „Norweska czarodziejka”. Choć w istocie zdawała się natchnioną, efemeryczną artystką, to jednak proza dnia codziennego aż nazbyt często zaglądała do mieszkania Przybyszewskich. Stanisław, hołdujący zasadom dekadenckiego życia, za nic miał sobie rozsądne podejście do rodzinnych finansów, a Dagny, która doskonale wiedziała, co robi, wychodząc za artystę, ani myślała namawiać go do pracy lub oszczędności. Skromny budżet składany był zazwyczaj z dnia na dzień głównie z darowizn od przyjaciół, rodziców, fanów i mecenasów. Mimo to pieniędzy na alkohol nigdy nie brakowało, a wszyscy, którzy wpadli w odwiedziny zawsze ugoszczeni byli, często kupioną przez siebie, wódką. Do legendy przeszły organizowane u Przybyszewskich spotkania podczas których Stanisław interpretował Chopina – a popisy te ponoć nie miały sobie równych. Posiedzenie kończono zwykle nad ranem, gdy nikt nie miał już siły wypić więcej.

Przybyszewski i Dagny wciąż uchodzili za idealnie dobraną parę artystów, jednak stare zwyczaje Stanisława często brały nad nim górę. W 1899 roku nawiązał romans z Anielą Pająkówną, która do końca życia miała pozostać jego powierniczką i przyjaciółką, mimo tego, że Stanisław ją również traktował bardzo przedmiotowo. W 1901 roku urodziła Przybyszewskiemu jego szóste dziecko – Stanisławę. Dziewczynką zainteresował się w jednym z listów, dając Anieli słowo, że uznaje dziecko za swoje i na tym poprzestał do momentu, kiedy odnalazła go po śmierci matki, jako dorosła kobieta. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że Przybyszewski z pewnością nie była wzorowym rodzicem. Trójki dzieci z pierwszego związku praktycznie nie znał, a gdy jego pierwszy syn odnalazł go po latach, został odprawiony z kwitkiem. Zdecydowanie najwięcej czasu poświęcił Zenonowi i Iwi, jednak nie miał skrupułów, by Zenona dosłownie zapisać w spadku przyjaciółce, Laurze Pytlińskiej, a Iwi wydziedziczyć na tydzień przed śmiercią. Gdy jednak poznał dorosłą już Stanisławę, wszystko się zmieniło. Dziewczyna odziedziczyła po nim zamiłowanie do sztuki, talent i skłonność do uzależnień, podejrzewa się więc, że Stanisław zobaczył w niej siebie z młodości. Niestety uzdolniona Stanisława, której dzieła są dziś cenione przez krytyków wyżej niż dzieła jej ojca, nie miała szansy tworzyć zbyt długo. Zmarła w nędzy w wieku 34 lat. Idealna, dekadencka biografia, której przyklasnąłby Przybyszewski. Ten szczególny rodzaj afektu, jakim darzył najmłodsze dziecko, a który koniec końców nie uchronił jej przed tragedią, nie spotkał się jednak z aprobatą jego żony – i wcale nie chodzi o Dagny.

ZOBACZ TEŻ: Nie tylko Krystyna Skarbek. Polskie agentki, które zmieniły bieg II wojny światowej

Photo: Getty Images / Stanisław Przybyszewski na obrazie Edwarda Muncha - 1894

„Jędza podcinająca skrzydła”

Jadwigę Kasprowiczową poznał Przybyszewski we Lwowie w 1899 roku. Przyjechał tam na zaproszenie swojego przyjaciela z młodości, Jana Kasprowicza, który w liście pisał, że jego żona jest zafascynowana twórczością Stanisława i pragnie go poznać. Z pewnością do odwiedzin nigdy, by nie doszło, gdyby poeta przewidział, że nie skończy się na dyskusjach o sztuce. Stanisław i Jadwiga zakochali się w sobie bez pamięci. Nie mogli jednak od razu sformalizować swojego związku, ponieważ oboje mieli rodziny. Kasprowiczowa bez namysłu odeszła od męża, zostawiając pod jego opieką obie córki. Sprawa z Dagny nie była jednak taka prosta, a jej finał okazał się tragiczny.

Formalnie wciąż będąc żoną Przybyszewskiego, postanowiła odejść od niego w 1900 roku. Spotkali się ponownie w 1901 roku i postanowili wspólnie wyjechać do Tyfilisu (dzisiejsze Tibilisi) na zaproszenie Władysława Emeryka. Dagny zabrała Zenona i pojechała pierwsza, Stanisław miał wraz z Iwi dołączyć do nich po tygodniu – prawdopodobnie nigdy nie miał jednak zamiaru faktycznie tego zrobić. Po kilku tygodniach wakacji w Grand Hotelu, Władysław Emeryk wyprowadził z pokoju małego Zenona, zastrzelił Dagny, a następnie popełnił samobójstwo. W pozostawionym po sobie liście przepraszał chłopca i wyjaśniał, dlaczego musiał odebrać mu mamę. Emeryk był zafascynowany twórczością Stanisława i bez pamięci zakochany w jego żonie. W samobójczym liście wyrazy uwielbienia plączą się z oskarżeniami. Twierdził, że zrobił to, co Stanisław powinien zrobić już dawno temu – uwolnił tę wspaniałą kobietę od ciężaru ziemskiej egzystencji.

Przybyszewski, który oficjalnie pozostawał w żałobie po śmierci żony, nawet nie próbował ukrywać, jak bardzo przysłużył mu się Emeryk. Teraz mógł bez przeszkód związać się z Jadwigą, ale wtedy nie podejrzewał jeszcze, że ta wielka miłość obróci się przeciwko niemu.
Jadwiga, która była aniołem podczas potajemnych romansów, w codziennym życiu okazała się ”jędzą podcinającą skrzydła”, jak nazywał ją Stanisław. W istocie jednak gdy przeanalizuje się ich wspólne życie, na usta ciśnie się powiedzenie, że trafiła kosa na kamień. Żadna z wcześniejszych partnerek Przybyszewskiego, nie stawiała mu warunków. Żadna niczego od niego nie wymagała. Pozwalały mu zajmować się sobą, swoją sztuka i alkoholem.

Beztroskie, jakby kawalerskie, życie Stanisława skończyło się z chwilą, gdy Jadwiga przekroczyła próg jego mieszkania. Zmusiła go do podjęcia się regularnej pracy i rzucenia alkoholu. Była chorobliwie zazdrosna, wymagała od niego, by w swoich kolejnych dziełach szkalował Dagny. Gdy odkryła, że ma romans z Pająkówną i dziecko, które przed nią ukrywał, wpadła w furię. To ona zmusiła go do wydziedziczenia Iwi, a na Zenona nie zwracała nawet uwagi. Krótko przed śmiercią wyegzekwowała nawet na zbuntowanym Stanisławie powrót na łono kościoła.

Przybyszewski tymczasem, na zmianę poddając się i buntując przeciwko coraz to nowym obostrzeniom, które nakładała na niego nowa żona, bez skrupułów utrzymywał kontakt z Anielą, skarżąc się zakochanej w nim kobiecie, na ową „jędzę”. Mimo to nawet nie myślał o tym, by od niej odejść. Sama Jadwiga również nie miała lekko i szybko zdała sobie sprawę, że życie ze Stachem nie będzie pasmem romantycznych uniesień. W licznych listach zwierzała się Kasprowiczowi, że popełniła błąd, że nie jest już w stanie znosić wybryków Stanisława. Jej frustrację potęgował fakt, że były mąż zyskał właśnie sławę i uznanie, podczas gdy gwiazda Przybyszewskiego od dawana już gasła. Czasy się zmieniły, ale on pozostał taki sam. Uparcie głosił swoje dekadenckie ideały, które nie przystawały już do nowoczesnego świata i w latach 20. brzmiały po prostu śmiesznie. W 1927 roku powrócił z braku pieniędzy na rodzinne Kujawy i tam też zmarł, a na jego grobie do dziś widnieje epitafium „Meteor Młodej Polski”, który jak prawdziwy meteor nadszedł w świetle i z hukiem, po czym równie szybko zgasł.

ZOBACZ TEŻ: Wielka miłość Jamesa Deana. "Byliśmy jak Romeo i Julia". Kim była Pier Angeli?