Oskarżenia wobec nauczycieli aktorstwa

Od kiedy Anna Peliga oskarżyła nauczycieli z łódzkiej filmówki o stosowanie przemocy fizycznej i psychicznej, nie cichną głosy kolejnych aktorów i aktorek, którzy postanowili podzielić się ze światem swoją historią. Ostatnio opowiedziała o tym Zuzanna Lit, która wyznała, że profesor zmusił ją do grania nago, a szantaże i molestowanie były w placówce na porządku dziennym. O swojej wielkiej traumie z czasu studiów opowiedziała też Joanna Koroniewska, która zdradziła, że jedna z profesorek, która szczególnie źle ją traktowała, zmusiła ją do pojawienia się na próbie, mimo że mama aktorki właśnie umierała, a ta błagała ją, by pozwoliła jej się pożegnać.

Maja Ostaszewska o swoich doświadczeniach

Teraz do poruszających relacji dołączył też głos Mai Ostaszewskiej. Aktorka przyznaje, że miała ogromne szczęście przez większą część studiów trafiać na dobrych pedagogów. Porusza jednak inną kwestię, mianowicie fuksowanie, czyli tak zwany „chrzest” dla pierwszych roczników. Przyznaje, że jest to przemocowa praktyka, w której nie chciała brać udziału.

Kończyłam Akademię Teatralną w Krakowie, byłam rocznikiem, który szczęśliwie wstrzelił się w lata wspaniałych, czasem surowych, ale nie przemocowych profesorów. Wcześniej spędziwszy pół roku na wydziale lalkarskim we Wrocławiu, doświadczyłam niezwykle okrutnego fuksowania. I gnębienia przez wykładowczynię impostacji głosu. W Krakowie nie pozwoliłam się fuksować i nikogo nie fuksowałam w kolejnych latach. Żyjemy w kraju, w którym panuje ciche niewypowiedziane przyzwolenie na wszelką przemoc.

Jednocześnie zaznacza też, jak ogromnie wdzięczna jest wszystkim swoim kolegom i koleżankom, którzy zabrali głos w tej sprawie. Podkreśla, że kolejne pokolenie nie godzi się na przemoc i nie boi się podważać autorytetów, które ją stosują.

Działania, podjęte przez uczelnie w Krakowie, Warszawie i teraz deklarowane w Łodzi bezcenne. Ale to sprawa nas wszystkich, bo to nasze środowisko. Specyficzne, w którym spór artystyczny, merytoryczny, kryzys, nawet konflikt bywa nieunikniony w procesie twórczym, ale nigdy przemoc. Na szczęście dla młodego pokolenia jest to jasne. Poczucie własnej godności, prawo do walki o swoje zdrowie. Jestem im za to wdzięczna. Za odwagę. Moje i starsze pokolenia powinny zrozumieć, że w większym lub mniejszym stopniu godziliśmy się na nadużycia. Że wydawały nam się dopuszczalne. Otóż NIE. Przemoc jest przemocą i żaden twórczy proces tego nie usprawiedliwia.

Maja Ostaszewska o sprawcach przemocy

Maja Ostaszewska nie próbuje bronić ani usprawiedliwiać sprawców przemocy. Zwraca jednak uwagę na ważną kwestię, która nie została do tej pory poruszona. Sadyzm i agresja nie biorą się znikąd. Aktorka zaznacza, że ci, którzy dzisiaj są oprawcami, w latach swojej młodości sami pozostawali pod wpływem równie przemocowego środowiska.

Zarzuty są różne, każdy przypadek indywidualny. Niektóre sprawy nadają się dla prokuratury, inne uzdrowić może zrozumienie błędów, terapia i PRZEPROSZENIE. Często oprawcy sami kiedyś byli ofiarami, wychowali się w kulturze agresji. Musimy wszyscy nauczyć się nowych reguł. I naprawdę nie każdy dobry artysta ma predyspozycje do nauczania.

Na koniec Maja Ostaszewska podważa jeden z argumentów, po który najczęściej sięgają nauczyciele w szkołach filmowych odpowiedzialni za stosowanie przemocy. Próbują usprawiedliwić swoje działania procesem twórczym i uważają niejako za niezbędne „złamanie” przyszłego aktora.

Na koniec jako doświadczona aktorka, mająca na swoim koncie bardzo trudne emocjonalnie role, także intymne, nagie sceny chcę podkreślić, że wszystko, co udało mi się najskuteczniej, kiedy przekraczałam swoje wcześniejsze granice, odbywało się w akceptacji, poczuciu, że to, co robię, ma wartość. Nigdy deprecjonowanie mnie jako aktorki, człowieka nie pomogło mi rozwinąć skrzydeł, nie dało odwagi. Nie dajcie sobie wmawiać, że „łamanie” „upokarzanie” może jakkolwiek przydać się w tym, pięknym przecież zawodzie.

Tym samym Maja Ostaszewska poruszyła kilka ważnych kwestii, które wciąż pozostawały w cieniu całej sprawy. Pozostaje mieć nadzieję, że głosy kolejnych absolwentów przyczynią się do zmian w polskich placówkach kształcących przyszłych aktorów.