31 października 2020 roku minęło 100 lat od urodzin jednego z najwybitniejszych i najbardziej kontrowersyjnych fotografów – Helmuta Newtona. Światowej sławy artysta miał polskie korzenie. Nigdy nie przejmował się opinią innych, nie roztrząsał przeszłości i nienawidził odpowiedzialności. Był bon vivantem, który kochał kobiety, z resztą z wzajemnością – bez nich nie byłoby Newtona. Z okazji premiery dokumentu "Helmut Newton. Piękno i bestia", który 12 lutego wchodzi do kin, przypominamy sylwetkę artysty, którego się kocha lub nienawidzi.

Helmut Newton - marudny i zepsuty, ale oryginał

Od dziecka był oryginałem. Panicznie bał się zarazków (przez całe dzieciństwo nie dotknął poręczy ani pieniędzy), mdlał na zawołanie, ciągle się przewracał, był marudny i zepsuty, a jedyny jego kontakt z rówieśnikami ograniczał się do systematycznego lania. Jak przyznawał „bili mnie nie dlatego, że byłem Żydem, ale dlatego, że się nie broniłem”. W budowaniu podwórkowego autorytetu nie pomagał mu też fakt, że mama ubierała go jak dziewczynę: w atłasy, sztywne kołnierzyki i kokardy w tafty.

Najwcześniejsze wspomnienia małego Helmuta związane są z ciałem, dokładnie rzecz biorąc, kobiecym ciałem. Już jako trzylatek doceniał jego piękno. Podglądał półnagą szykująca się przed lustrem do wyjścia nianię. Zatapiał w gładkiej, pachnącej Chanel N5, skórze mamy, zachwycał się obrazkami płynącej Nilem Kleopatry z dziecięcej książki z bajkami. Teatralne gesty odziedziczył po mamie, która tak jak bogactwo kochała komplementy, a syn spełniał jej oczekiwania w tym względzie. To wszystko, co wchłonął jako dziecko, odbiło się w jego drodze artystycznej - charyzmatyczne kobiety, piękno, moda, teatralność.

Helmut Newton: „Mój chłopcze, skończysz w rynsztoku. Myślisz tylko o dziewczynach i zdjęciach”

Urodził się tuż po wojnie, w żydowskiej rodzinie, w  Berlinie - jego ojciec pochodził ze Śląska. Był rozpieszczony jak każde wyczekane późne dziecko – zawsze dostawał to, co chciał.

„Najważniejsze były moje potrzeby. Właściwie nikt nie miał szansy nakłonić mnie do zrobienia czegoś, czego zrobić nie chciałem”.

Jako nastolatek zaczął go intrygować ojcowski aparat fotograficzny – pokryty skórą, wielki rozkładany kodak. Wtedy fotografia go zaczarowała. „Łatwo się nudzę i to pewnie jeden z powodów, dla których uwielbiam fotografię”. mówił. Za to jedna rzecz koncentrowała jego uwagę niezmiennie.

„Pamiętam, że szczególne wrażenie wywarła na mnie fotografia Heinza von Perckhammera, przedstawiająca kilka pięknych blondynek siedzących w BMW. Dostałem szmergla na jej punkcie. Dostałem też szmergla na punkcie seksu, czy choćby samej jego namiastki”.

Zobacz też: Helmut Newton: mistrz „porno chic”, nagości i perwersji. Rusza wystawa w Toruniu!

Był 1934 rok, w życie weszły ustawy norymberskie, które m.in. ustalały rozdział Żydów od Aryjczyków. Wszędzie widać było plakaty z napisem „Żydom i psom wstęp wzbroniony”. W tym przedziwnych czasach te same dzieciaki, które bawiły się razem z innymi, należały do Hitlerjugend. Na jego oczach rozpadał się dotychczasowy ład. Ale wydawało się, że nawet tragiczne przesłanki nie wpłyną na beztroskiego Helmuta skoncentrowanego na kompletowaniu stylizacji na angielskiego lorda, fotografii i dziewczętach. „Mój chłopcze, skończysz w rynsztoku. Myślisz tylko o dziewczynach i zdjęciach”, mawiał jego ojciec. Odłamki rzeczywistości skaleczyły go boleśnie tylko, gdy ojciec zakazał mu spotkań z Aryjką. Helmut zrozumiał wtedy, że musi jak najszybciej wydostać się z Niemiec.

Zanim to się jednak stało, Helmut poszedł na staż do pracowni fotograficznej. To tam poznał najważniejsze magazyny modowe, naśladował kadry, które tam zobaczył i postanowił, że zostanie fotografem „Vogue’a”. Jego ojciec nie mógł się pogodzić z faktem, że nikt nie odziedziczy jego fabryki guzików (tę i tak przejęła później Rzesza).

„Gdyby nie naziści, mój ojciec nalegałby. Wcześniej czy później bym uciekł i złamał ojcu serce. A tak wyręczył mnie Hitler”.

Helmut Newton - człowiek bez kraju

W 1938 roku, po wydarzeniach „kryształowej nocy”, zaradnej matce Helmuta udało się wydelegować syna na statek do Singapuru. Tak zaczęła się jego wielka podróż do dorosłości, która zawiodła go później do Australii. To był czas chwilowych romansów (w pewnym momencie miał status zawodowego żigolaka), 5-letniej służby w wojsku i dojrzewania. Był człowiekiem bez kraju. W 1946 roku otworzył w Melbourne małe studio fotograficzne, w którego drzwiach na zdjęcia próbne pewnego dnia zjawiła się młoda aktorka. To była June Browne, jego przyszła żona, której szybko się oświadczył, z resztą w bardzo charakterystyczny dla niego sposób. Helmut zapowiedział 23-latce, że nigdy nie będą bogaci, na małżeństwie może ucierpieć jej kariera, a on nie znosi odpowiedzialności.

„Myślałem, że jeśli jej o tym powiem, ona nie będzie potem mogła mówić <<Och, zawiodłeś mnie łajdaku”. Wyłożyłem więc kawę na ławę, a ona na to: <<No dobra, to weźmy ślub>>”.

Wiele lat później przyznał, że dzięki June był w stanie spełniać swoje ambicje – nigdy nie przekładała chęci zysku i powszedniości nad jego artystyczne marzenia.

Początki były trudne, żeby mieć na czynsz, chałturzył robiąc portrety i sesje ślubne, czego nienawidził. Szczęście uśmiechnęło się do niego krótko po zleceniu dla australijskiego dodatku „Vogue’a”, w 1957 roku zaproponowano mu roczny kontrakt na pracę dla „Vogue’a” w Londynie (którą zerwał miesiąc przed jej wygaśnięciem), a potem dla „Jardin de Modes” w Paryżu.

Helmut Newton - wędrówka aleją grzechu

Jego marzenie zaczęło się spełniać. A Paryż miał wszystko, co pokochał Newton – szyk, różnorodność, mieszankę codzienności z grzechem. Fascynowały go tam aleje prostytutek, na równi z typowymi paryskimi kawiarenkami. Wszędzie odnajdywał inspirację do swoich prac. To były czasy nowatorskich fotografów: Cecila Beatona, Normana Parkinsona, Claude’a Virgin – trudno było się przebić przez takie ikony.

W 1959 roku wrócił do Australii, ale i tam nie zagrzał długo miejsca. Był przekonany, że chce zostać sławnym fotografem, a to zdarzyć może się tylko w Paryżu. Był rok 1961 - wszyscy odwodzili go od tego pomysłu. „Ktoś próbował mi powiedzieć, co mam robić, zrobiłem więc coś wręcz przeciwnego”, jak powiedział z przekorą, tak zrobił. Newton niemal natychmiastowo dostał pracę we francuskim „Vogue’u” i to wtedy nastąpił wielki przełom w jego karierze.

Był szalenie ambitny i zawsze chciał być najlepszy, co przepłacił udarem na planie jednej z amerykańskich sesji. Nie zamierzał zastopować – praca była jego najlepszą terapią.

„Kiedy pracowałem, wszystko zdawało się samo leczyć.[…] Aparat ma jakąś szczególną właściwość. Myślę, że działa jak bariera pomiędzy mną, a rzeczywistością.”

Wielu zarzucało mu sprośność, szowinizm i uprzedmiotowianie kobiet. Sam Helmut Newton zawsze podkreślał swój zachwyt nad kobiecą naturą. W swojej biografii wielokrotnie wspominał jak wiele zawdzięczał w swojej karierze kobietom, m.in. matce, swojej żonie, Grace Coddington, Annie Dello Russo czy Dianie Vreeland. Bez nich nie byłoby inspiracji, fotografii, ani sukcesu Newtona - dawały mu życiową witalność. Jego zdjęcia są emanacją podziwu i adoracji kobiet.

ZOBACZ ZWIASTUN FILMU "HELMUT NEWTON. PIĘKNO I BESTIA" (OD 12 LUTEGO W KINACH):

Helmut Newton - mistrz porno chicu, wielbiciel silnych kobiet

Jest w języku niemieckim takie słowo schwül  – oznacza coś dusznego, bardzo erotycznego, z ogromną dawką zmysłowości. To one właśnie jak opiumowy dym wabiły miłośników fotografii Newtona. I mimo, że redaktorzy naczelni  magazynów przestrzegali się przed „erotycznymi treściami” w jego pracach, oburzając się: „Co robią w moim magazynie te onanizujące się kobiety, kiedy za oknem eksplodują symbole falliczne?!”, to wielka wolność i kreatywność lat 60. i 70. w fotografii pozwoliła stworzyć Helmutowi Newtonowi własny, niepowtarzalny styl.  Pierwszy raz w jego kontekście określenie „porno chic” pojawiło się wraz z publikacją jego pierwszej książki pt. „Biała kobieta”.

„Uwielbiałem pracować dla francuskiego „Vogue’a”, fotografować każdy róg ulicy, tajemne parki, przedmieścia i tworzyć postać z szesnastej arrondissement. Miała za dużo pieniędzy, nosiła ciuchy od Yvesa Saint Laurenta i Diora”.

Fascynowały go bezsenne noce, rozświetlone miasta, nagość, sadyzm, masochizm,(nawet policyjne zdjęcia identyfikacyjne niemieckich terrorystów) płatna miłość, hotelowe pokoje, chłodne, niedostępne piękności, kobiety władcze, nieustraszone, pewne siebie i swojego seksapilu.  

 „Nie byłem zainteresowany dziewczętami w moim wieku”. Szukałem starszych dam, mężatek po trzydziestce. To one miały ten sex appeal, urok i powab, których szukałem".

Helmut Newton zginął w wypadku samochodowym 23 stycznia 2004 roku w wieku 83 lat. 

Fotografował modelki, wielkie gwiazdy i artystów: Salvadora Dali, Andy’ego Warhola, Catherine Deneuve, Elisabeth Taylor, Grace Jones, Charlotte Rampling, Isabellę Rossellini, Claudię Schiffer, Nastassję Kinski, Carlę Bruni, Monicę Belucci, Kim Basinger i Madonnę. W jego portfolio znajdują się też portrety polityków: Jacques’a Chiraca, Kurta Waldheima, Helmuta Kohla, Margaret Thatcher.

Z okazji 100. Urodzin Helmuta Newtona w Centrum Sztuki Współczesnej „Znaki Czasu” w Toruniu (do 28.03.2021 r.) będzie można zobaczyć retrospektywną wystawę „Helmut Newton: Lubię silne kobiety”.

Źródło:

"Helmut Newton. Autobiografia" Wyd. słowo/obraz terytoria

"Helmut Newton. Piękno i bestia" reż. G Von Boehm