Park Zdrojowy w Dusznikach-Zdroju.  Stare lipy, aleja kasztanowa, kwiatowe kobierce. A tuż obok, niemal na terenie parku – ruina strasząca turystów. Tak było siedem lat temu. Stały tu budynki warsztatów, a właściwie to, co z nich zostało: odrapane mury, zapadnięte dachy. Przez wybite okna wyzierały sterty śmieci, grzyb i czarna pustka. Ile trzeba mieć wyobraźni, by w tej ruinie zobaczyć miejsce na elegancki pensjonat? Ile determinacji, żeby w ciągu niespełna dwóch lat tę wizję zrealizować? Dziś dokładnie w tym miejscu jest budynek Werona Wellness  & SPA. – Są chwile, gdy sama się dziwię, że w tak zwariowanym tempie udało się zbudować pensjonat – mówi jego właścicielka Wioleta Onyszczuk. Gdy oprowadza po budynku, prezentuje pokoje, elegancką restaurację, kręgielnię, jest dumna, choć stara się tego nie okazywać. Ale najbardziej, gdy pokazuje salony kosmetyczne, strefę SPA i Wellness. Widać, że to jej oczko w głowie, że tu realizują się jej największe marzenia: o tym, żeby być kosmetologiem, aby mieć własny gabinet, a może coś więcej. Ale po kolei.  

To był jedyny moment

Od zawsze chciała zajmować się pielęg- nacją urody, ale kiedy zdawała maturę,  nie było kosmetologii wśród kierunków studiów. Wybrała więc Politechnikę Opolską, a po studiach znalazła pracę w lokalnej firmie produkującej części do samochodów. Lecz o kosmetologii nie zapomniała. Zapisywała się na szkolenia, uczestniczyła w konferencjach, jeździła na kursy. Tymczasem firma, w której pracowała, została zlikwidowana. Był rok 2001, zaczynały się problemy na rynku, bezrobocie rosło. Wioleta została bez pracy, za to ze sporą odprawą. – To był najlepszy i jedyny moment. Wiedziałam, że albo teraz zacznę realizować swoją pasję, albo na zawsze utknę  w biurze – opowiada. Zapadła decyzja: odprawę i wszystkie oszczędności przeznaczyła na lokal w Dusznikach. Założyła swój pierwszy gabinet kosmetyczny. – To był strzał w dziesiątkę. Przyjeżdżały do mnie klientki z Niemiec, bo blisko. Ale też z Kanady, USA – wylicza. Nie minęły dwa lata i otworzyła kolejny salon, w niedalekiej Polanicy. Biznes się kręcił, po roku miała już trzy salony. Czy wszystko szło jak z płatka? Oczywiście, że nie. Ale Wioleta nie chce opowiadać o problemach, nieprzespanych nocach i o tym, ile czasu musiała zabrać rodzinie, by oddać go firmie. W tym czasie urodziła się jej młodsza córka, Weronika. – Pomagała mi mama, pomagała teściowa. A ja całe dnie w pracy, do domu biegłam na chwilę, aby tylko córkę nakarmić – dziś z tego się śmieje, bo ma za sobą jeszcze większą próbę: budowę Werony.  


Wioleta nadal pracuje w swoim gabinecie, specjalizuje się  w makijażu permanentnym. Ta praca daje jej tak dużo satysfakcji, że postanowiła jej nie przerywać, nie być jedynie właścicielką i szefową. 

Czy to dopiero początek?  

Znów zaczęło się od idée fixe: otworzyć pensjonat, w którym klientki będą mogły zatrzymać się na kilka dni, do czasu pełnego zagojenia po zabiegach. Mąż sprowadzał ją na ziemię, tłumaczył, że nie ma pojęcia, co oznacza tak duża inwestycja. Ale Wioleta nie dała za wygraną. Szukając miejsca, wypatrzyła ruiny w dusznickim parku. W wyobraźni zobaczyła tam pensjonat. W 2009 r. zaczęła się starać o unijną dotację, ale jej nie dostała ani w pierwszym, ani w drugim rozdaniu. Ruiny w parku straszyły dalej. Prawie o nich zapomniała, kiedy w 2011 r. spadła jak grom z nieba wiadomość: jest szansa na unijne pieniądze. Ale trzeba przygotować nowy program, uruchomić własne środki. W ekspresowym tempie pokonać istny tor przeszkód. Na zrealizowanie całego projektu miała ledwie dwa lata! – Zastawiliśmy z mężem wszystkie wartościowe rzeczy, uruchomiliśmy wszystkie możliwe linie kredytowe – wspomina. Zaciągnęli też kredyt w Banku Zachodnim. – Bez tego nie mielibyśmy płynności finansowej. Była też inna korzyść: w ważnych sprawach finansowych mogłam liczyć na fachowe podpowiedzi pracowników banku – zdradza.
Pamięta też grudniową niedzielę 2013 roku, gdy otworzyła pensjonat. Pierwsi klienci zajrzeli tu tylko z ciekawości i z początku pensjonat świecił pustkami. Teraz, po dwóch latach, Werona ma swoich stałych klientów, niektórzy bywają tu nawet kilka razy w roku. A Wioleta może myśleć o kolejnym przedsięwzięciu. Nie przestaje marzyć i ma już konkretne plany, w jaki sposób rozwijać swój biznes. Tym bardziej że ma teraz wsparcie najbliższych: jej starsza córka Klaudia  jest kosmetologiem, zajmuje się prowadzeniem salonów kosmetycznych. Czy się uda, czy wystarczy determinacji na kolejne wyzwania? Trudno chyba w to wątpić.

Wokół niej są ludzie, na których zawsze może polegać. Na zdjęciu od lewej: Marta Krawiec, menedżerka Werony, Estera Zaczyńska,  Anna Jóźwiak i Adam Szczepański.

Ekspert:

Iwona Trubowicz- -Marchwińska

Dyrektor Departamentu Doskonalenia Obsługi Klientów MŚP

Obserwujemy, jak zmieniają się biznesy naszych klientów. I widzimy, że wzrost firm często jest napędzany przez ogromne ambicje ich właś- cicielek i właścicieli. BZ WBK wspiera realizację tych ambicji nie tylko swoimi produktami finansowymi. Nasi doradcy to eksperci, którzy  dobrze rozumieją wyzwania, z jakimi zmagają się przedsiębiorcy.  Ze zrozumienia oczekiwań i ambicji klientów zrodziła się również  idea Firmowych Ewolucji. Ten unikalny na skalę kraju projekt  (https://firmoweewolucje.bzwbk.pl/) to dostęp do wielu szkoleń  stacjonarnych i online oraz konkretnych usług, takich jak: rekrutacja  i zarządzanie zespołem, obsługa prawna, księgowość, marketing  i sprzedaż, tłumaczenia oraz rozwiązania IT. Firmowe Ewolucje kierują oraz inspirują firmy do wykorzystania nowoczesnych technologii i do działalności za granicą. Dajemy przedsiębiorcom konkretne narzędzia,  aby mogli zmienić swoje ambicje w realny biznesowy sukces.