Jak męskie ciało działa na kobiety?

O ile łatwo powiedzieć, jak kobiece ciało działa na mężczyzn, to pytanie, jak męskie ciało działa na kobiety jest bardziej skomplikowane. 

"Męska cielesność jest dla kobiet ważna, działa na nie w tajemniczy i niezrozumiały dla mężczyzn sposób. Stąd ich przekonanie, że istotniejszy jest dla kobiet męski intelekt lub dowcip. Tymczasem męska fizyczność jest nawet kluczem do odczuwania erotyzmu świata przez kobiety. Gdy mężczyzna mówi, że to, czego kobieta pragnie, jest nielogiczne – dowodzi, że nie wie nic o kobiecej zmysłowości. Świat wokół kobiety musi być ekspresją jej zmysłowości, jeśli ona ma pragnąć się kochać" – mówi psychoterapeutka Katarzyna Miller dla "Zwierciadła". Autorka tych słów niejednokrotnie w swoich książkach udowadnia, że kobiety przeżywają cielesność mężczyzn w niezwykły sposób. W jednym ze swoich opowiadań Miller opisuje kobietę wpatrzoną w pięknego, śpiącego mężczyznę, z którym podróżuje w jednym przedziale. A kiedy on wysiada z pociągu, kobieta mówi "dziękuje", bo go zmysłowo, choć bez dotykania spenetrowała. 

"On został przez nią pokochany, zauważony, w sposób pełen zachwytu i wdzięczności za to, że ktoś tak piękny istnieje. Myślę, że gdyby było odwrotnie, gdyby to mężczyzna zobaczył piękną śpiącą kobietę, przeżywałby to inaczej. Chciałby ją posiąść – w wyobraźni natychmiast by ją rozebrał i spenetrował. Zastanawiałby się nad tym, jak ona wygląda nago, jaka byłaby dla niego w łóżku, jaką ma minę, gdy przeżywa orgazm. Reakcja kobiety na pięknego i seksownego mężczyznę jest o niebo bogatsza! On nie jest dla niej tylko obiektem do seksu, ale częścią niezwykłego zmysłowego świata." - wyjaśnia Katarzyna Miller.

On nie jest dla niej tylko kimś, kto może okazać się supersprawnym kochankiem, ale tym, kto w niej dotyka jej gamy zmysłowości. Pobudza ją całą, otwiera drzwi do wewnętrznego świata. I taka właśnie gra między wyobraźnią, pamięcią, zmysłowością najbardziej kobietę rozpala i podnieca - dodaje Miller.

Co to jest obudzony kobiecy erotyzm?

Katarzyna Miller odpowiadając na to pytanie podsuwa nam bardzo ciekawe porównanie. "Gdy kobieta urządza dom, jest w nim wszystko, co ona lubi, czyli dużo rzeczy: kwiaty, bibeloty, dywany, lustro, ładne meble. Gdy dom urządza mężczyzna, ma najnowszy sprzęt techniczny, czasem jakiś obraz. Są oczywiście faceci, którzy kupują tapety czy farbę, ale koloryt domowi nadaje kobieta. Kobieta chce, żeby to, co jest jej harmonią wewnętrzną, było wokół niej, a ona świat słyszy, czuje, widzi, dotyka, wącha, stąd waga, jaką przywiązuje do każdej rzeczy. I podobnie jak swój dom – całą sobą, wszystkimi zmysłami, wyobrażeniami i marzeniami – przeżywa męską fizyczność."

"Lubimy pięknych mężczyzn, ale wstydzimy się, że same jesteśmy za mało ładne"

W ten sposób psychoterapeutka daje nam odpowiedź na pytanie, dlaczego wybieramy byle jakich facetów. "Nie aspirujemy więc do tego, co najlepsze, najbardziej zmysłowe i poruszające, póki mamy kompleksy. Ale jest też tak, że facet w dresie z brzuchem dobiera się z kobitką w sweterku obciśniętym na licznych wałeczkach. Pary dobierają się według podobieństwa i tu mezalianse zdarzają się rzadko. No i czy my sobie facetów wybieramy? W dużym stopniu godzimy się na nich, wychodzimy za tych, którzy wystarczająco długo za nami chodzą, wyjmują z rodzinnego domu. No i jeszcze to: jeśli kochasz książki, nie będziesz z facetem, który nie znosi czytać – niezależnie od jego urody. Możesz mieć romans z nim, ale nie życie. Bo o czym z nim rozmawiać? A my musimy rozmawiać i to też nas różni od mężczyzn. Oni mówią: „Ja z moją nie muszę gadać, ona ma być ładna, miła i wyglądać”.

Jak dać sobie przyzwolenie na prawdziwą, erotyczną naturę?

W swoich powiadaniach Katarzyna Miller opisuje historie, w których wiele z nas może znaleźć odbicie swojego życia i związku.

"Bohaterka innego z moich opowiadań jedzie na wakacje, żeby odetchnąć od złego związku. I tam ma romans, który ją ratuje. Spotyka ciepłego, serdecznego mężczyznę, który daje jej to, czego partner nie dawał. Kiedy mąż odkrywa romans, krzyczy: „Zniszczyłaś nasz związek!”. A ona: „Nie zrobiłam nic złego, ja to zrobiłam dla siebie”. „Byłaś nielojalna wobec mnie”. „Nie, byłam lojalna wobec siebie”. Wiele razy mówiła mu, że jest jej źle. Ale słyszała: „Co ty wymyślasz, wszystko jest w porządku”. I my mówimy naszym mężczyznom: „Kochanie, chciałabym z tobą więcej rozmawiać”. I co słyszymy? „Ale po co?”. „Chciałabym chodzić z tobą na kurs tańca”. „Ale po co?”. „Chciałabym zaprosić znajomych”. „Ale po co?”. „Chciałabym, żebyś mi kupił kwiaty!”. „Zwariowałaś? Po co ci kwiaty? Jesteśmy razem już dziesięć lat!”. No i w końcu ona mówi: „Jest mi źle!”. A on: „Nie żartuj! Przecież jest dobrze”. Nie, to jemu jest dobrze."

Psychoterapeutka zwraca naszą uwagę na ważną kwestię: "To nie znaczy, że mężczyźni to kretyni, są tylko na co innego nastawieni. A nie uczy się nas od dziecka, choć mamy koedukacyjne przedszkola i szkoły, czym jest chłopiec, a czym dziewczynka. Jak się ze sobą dogadywać, jak sobie nawzajem wyrażać uczucie i pożądanie. No i tego nie umiemy, zaczynamy się nie lubić. A wtedy ona jedzie na wakacje i na brzegu morza spotyka przystojnego i sympatycznego mężczyznę."