Świat social media i telewizji jest pełen uśmiechniętych, zadbanych, zrelaksowanych mam, szczęśliwych ojców, radosnych dzieci, pięknych i czystych wnętrz… I tak próbując dogonić wykreowany świat, który jest odległy o lata świetlne od rzeczywistości, coraz częściej w głowie zaczyna się pojawiać nam się myśl: co ze mną jest nie tak? 

Z przekazu internetowego wynikałoby, że macierzyństwo ma tylko jasne strony. A to praca na cały etat. Ba, może nawet na dwa lub trzy! To wyczerpujące, męczące. Jak to jest zatem, że przyjmujemy ze zrozumieniem, gdy ktoś mówi o wypaleniu zawodowym, a wypalona mama czy tata są pod obstrzałem społecznym: masz dość to znaczy, że nie kochasz swojego dziecka? W momentach wypalenia zawodowego możemy liczyć na wsparcie, zrozumienie, nawet mówi się o wypaleniu zawodowym jak o jednostce chorobowej, a w przypadku wypalenia rodzicielskiego nie ma na to przyzwolenia. Czy tylko społecznego? Czy sami dla siebie nie jesteśmy najbardziej surowymi sędziami? Tymczasem okazuje się, że często mamy zgłaszające się o pomoc do specjalistów z tego obszaru przejawiają trudności w regulowaniu emocji, nadmiarowe napięcie, a nawet cechy zespołu stresu pourazowego!

Tak trudno się przyznać do zmęczenia, tego, że mam już dość, że chce się spakować walizki i wyjechać choć na jeden dzień. Trudno się przyznać do własnej słabości, z obawy przed oceną własną i innych, że jest się złą matką, że nie kocha się swojego dziecka. Tymczasem rzeczywistość jest męcząca, frustrująca, czasem samotna, pełna wyzwań i stanu podwyższonej gotowości. Wyczerpanie psychofizyczne, nieefektywność oraz dystans emocjonalny to elementy charakteryzujące wypalenie rodzicielskie.

Źródłem wypalenia jest brak równowagi między zaspokajaniem potrzeb swoich a dziecka. Rodzic potrafi zadbać jako dorosły o swoje potrzeby, ale jednocześnie musi zaopiekować się potrzebami dziecka, które samo tego nie potrafi. Rodzic stale skoncentrowany na wyłapywaniu sygnałów wysyłanych przez dziecko jest wyczerpany, co zaburza realizację jego potrzeb. I tu jest pułapka ponieważ brak umiejętności zadbania o swoje potrzeby ma związek z umiejętnością wspierania dziecka w realizacji jego potrzeb. A zatem nie dbam o siebie – nie potrafię efektywnie zadbać o dziecko. Ponadto ważnym aspektem są zmiany demograficzne. W tradycyjnych społeczeństwach i kulturach w wychowaniu dziecka uczestniczyła cała wielopokoleniowa rodzina. Teraz rodzice mierzą się często z osamotnieniem i pozostają bez wsparcia, co sprzyja wyczerpaniu. Do tego dochodzą wysokie oczekiwania społeczne, w których dominuje nadal pogląd, że ojciec zarabia na dom, a matka zajmuje się wychowaniem dzieci oraz wszystkim co z tym domem się łączy: gotowanie, sprzątanie, organizowanie czasu dzieciom. Przy tym zawsze z uśmiechem na ustach i niespożytą energią. Matki, które stawiają sobie wysokie wymagania we wszystkich obszarach mogą zderzyć się z niemożliwością spełnienia tych oczekiwań i przeżywać frustracje, mieć poczucie źle wypełnianej roli. To prosta droga do kryzysu.

Jak sobie radzić w sytuacji, gdy czujemy, że już dalej nie dam rady być mamą? Po pierwsze zadbaj o siebie. To jak w samolocie z maskami tlenowymi. Nie pomożesz dziecku, gdy zemdlejesz, dlatego pierwsza nałóż maskę. Tak i w codzienności: zadbaj o siebie, bo bez tego nie będziesz mogła adekwatnie reagować na potrzeby dziecka. I to nie chodzi tylko o aspekty zewnętrzne jak makijaż czy ubrania. Chodzi o zadbanie o swoje wnętrze, poczucie przestrzeni na odczuwanie swoich emocji, chwile tylko dla siebie. Drobne rzeczy jak poranna kawa czy ulubiona piosenka pozwolą zauważyć siebie nie tylko w roli mamy.   

Nie umniejszaj swoich dokonań, osiągnięć nawet gdyby to miałoby być wyjście na spacer z dzieckiem, ugotowanie obiadu. Umniejszanie powoduje, że poczucie własnej atrakcyjności i wartości spada. Bądź zatem dumna z tego co robisz.  

Warto nie tracić z oczu faktu, ze wychowywanie dzieci to pewne etapy, które przemijają. Sztuką jest akceptacja tego, czego nadanym etapie zmienić nie można. kiedy pojawia się noworodek być może to nie jest moment na pisanie pracy naukowej. Pogodzenie ambitnych planów jest pewnie możliwe, ale czy tego teraz najbardziej potrzebujesz? Prędzej czy później zacznie narastać frustracja, złość na siebie, zmęczenie i poczucie, że sobie nie radzisz. A jednocześnie jak przez palce będzie Ci przeciekał czas, który może być piękny i dający poczucie realizacji w roli mamy.

Warto urozmaicać sobie dni, zadbać by nie wyglądały tak samo. To nie dotyczy rewolucji typu: dziś skoczę na bungee a jutro pojadę na szybki wypad w góry. Chodzi o drobne zmiany jak zrobienie zakupów w innym sklepie czy przeczytanie dwóch stron książki zamiast telefonu. Coś co przełamie rutyny. Nie stawiaj sobie nierealnych celów - rób to co jest w zasięgu możliwości. 

Termin  work-life balance doskonale wpisuje się w temat wypalenia macierzyńskiego. Warto o niego zadbać. W końcu macierzyństwo to praca na kilku etatach.

 

Magdalena Ostapiuk - psycholog, psychoterapeuta z Ośrodka CENTRUM