Największy serwis filmowy IMDb postanowił ocenić kobiece filmy w F-ratingu, czyli tzw. rankingu feministycznym powstałym w 2014 roku. Ta akcja ma na celu podkreślenie roli kobiet w, skądinąd, seksistowskim świecie Hollywood. Postanowiono wyróżnić najnowsze kobiece kino stworzone przez kobiety reżyserki i scenopisarki oraz te kinowe pozycje, w których dominują role żeńskie.

Każda produkcja brana pod uwagę musi spełniać następujące kryteria – film musi być nakręcony przez kobiety, scenariusz także musi wyjść spod kobiecego pióra, a na ekranie powinny się pojawiać głównie postaci kobiece. Poza tym w dialogach przynajmniej dwóch kobiet na ekranie powinny być poruszane nie tylko tematy damsko-męskie (w teście Bechdela wylicza się to procentowo).

Swoją drogą test Bechdela znalazł się pod obstrzałem krytyki za „upraszczanie zjawiska seksizmu i mizoginizmu w filmach. Niemniej, jest jednym z wyjściowych narzędzi wykorzystywanych w F-ratingu. Prezes IMDb podkreśla, że dzięki F-ratingowi będzie łatwiej podkreślić rolę kobiet w kinie i za kamerą. Ma to też być „wstęp do dyskusji na temat kobiecych twórczyń w kinematografii”.

Na razie najwyżej w rankingu znajdują się filmy „American Honey” (którego premiera w Polsce jeszcze w marcu 2017), „Bridget Jones’ Baby” i produkcja Disney’a „Frozen”. Wszystkie trzy produkcje spełniły trzy warunki. Pozostałe, które były tuż za, to „Dziewczyna z pociągu”, „Metropolis”, „Kun Fu Panda 2”.

Jednak do pełnego równouprawnienia w światowej kinematografii droga wciąż jeszcze jest daleka. Wśród 250 filmów, których premiera przypadła na 2015, kobiety stanowiły tylko 3,6 % wśród reżyserów, 4,4 % wśród scenarzystów i 10,4 % wśród producentów. Co więcej, przez 89 lat rozdania Oscarów, tylko raz nagrodzono kobietę-reżyserkę - Kathryn Bigelow za „Hurtlocker. W pułapce wojny.”