Ten post Agnieszki Kaczorowskiej oburzył instagramową społeczność jak nic dotąd

Wszystko zaczęło się w długi czerwcowy weekend, który większość z nas spędzała leniwie na wymarzonym wypoczynku, nie spodziewając się żadnych nagłych ataków. Nie straszne były nam upały, komary ani nawet zdjęcia idealnych ciał gwiazd z bajecznego Zanzibaru. I gdy pierwsze tegoroczne upały uśpiły naszą czujność, Agnieszka Kaczorowska postanowiła opublikować wpis z przemyśleniami na temat nowej mody na Instagramie.

"Po co na siłę robić z siebie „taką zwyczajną”, zamiast „wyjątkową i niepowtarzalną”?
Po co być „zmęczoną” i w tym taką „prawdziwą” jak można koncentrować się na swojej sile ?
Po co eksponować swoje wady, mówiąc o „dystansie” jak można po prostu je akceptować, żyć sobie z nimi spokojnie, a budować markę osobistą opartą na superlatywach? Nie rozumiem tego... ale rozumieć nie muszę", napisała w obszernym wpisie.

Tancerka zastanawia się skąd wziął się ten trend na brzydotę, normalność i zwyczajność, która według niej "wynika z chęci przeciwstawieniu się instagramowemu pięknu, które narzuciło pewne standardy, a z drugiej ze zbyt skrajnego pojmowania takich haseł jak #bodypositive".

"Koncentracja na pozytywach, na wdzięczności, na wszystkim co dobre i PIĘKNE właśnie, jest tym co pozwoli Ci iść na szczyt, a nie siedzieć w Twoim lub czyimś błotku, w którym tak miło się taplać, bo przecież mnóstwo ludzi siedzi tam z Tobą.
To dalej błotko, choć wszyscy krzyczą, że to prawda, dystans i akceptacja, to moim zdaniem jest to po prostu wygodne błotko, czyli maska, którą zakładasz, aby pasować do reszty otoczenia."

Agnieszka Kaczorowska nie spodziewała się chyba takiego odzewu, choć złośliwi twierdzą, że był chłodną kalkulacją wyliczoną na lajki i rozgłos, którego brakowało w sezonie ogórkowym. Dlaczego? Bo trudno uwierzyć, że w XXI w., w dobie raczkującego w Polsce feminizmu opartego na kobiecej solidarności i wyrozumiałości, samoakceptacji (Polki to jedne z najbardziej zakompleksionych w Europie kobiet), pokaleczeni czasem pandemicznej izolacji i strachu o przyszłość, z rozpędzoną do granic możliwości pogonią za sukcesem, i wyśrubowanymi ideałami piękna i perfekcji z Instagrama, pojawiają się jeszcze takie wpisy jak ten. Może przeszedłby w 1999 r., w erze świetności serialu "Seks w wielkim mieście", a już na pewno spotkał się ze zrozumieniem środowisk coachingowych, ale dziś... jesteśmy za niego szczerze wdzięczne. Szczerze. Bo rozpoczął dyskusję, jaka od dawna była nam potrzebna, by przewietrzyć duszny światek celebrytów żyjących w mydlanej bańce.

 

PRZECZYTAJ TEŻ:

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez (@agakaczor)

O co chodzi w aferze #kaczorowskagate? "Powiem krótko: według mnie to ten post jest brzydki"

Burza w sieci po wpisie Agnieszki Kaczorowskiej to mało powiedziane - to lawina komentarzy internautów, osób publicznych, gwiazd, fanów Kaczorowskiej, jak i tych, którzy zaskoczeni odkrywają "jak ta Bożenka z Klanu wyrosła!". We wszystkich komentarzach pojawia się sprzeciw wobec propagowanych we wpisie Agnieszki Kaczorowskiej idei oraz coś jeszcze, i to najsmutniejszy wydźwięk tej afery, powtarzające się stwierdzenie: "po tym wpisie poczułam się po prostu brzydka". Chyba nie o taki efekt chodziło Agnieszce Kaczorowskiej.

"Zrobiło mi się bardzo przykro, mimo faktu, że lubię bardzo siebie taką jaką jestem. Ale Twój post sprawił, że poczułam się „brzydka, nijaka”, bo nie maluję się, bo nie mam idealnie ułożonej fryzury, bo zwyczajnie mam coś innego ważniejszego wg mnie niż dbanie o wygląd codziennie. Po Twoim poście poczułam się gorsza…"

"Aga, uwielbiam Cię. Ale próbowanie być „najlepszą wersją mnie” mnie zniszczyło. Od dziecka musiałam być taka i taka i taka. Uśmiechnięta, ładna, schludna, bez wad. Tak można jakiś czas, ale to wykańcza i na pewno nie jest szczęściem. Teraz jest moda na prawdę, nie na brzydotę. I dzięki temu sama stałam się prawdziwa i nie jestem kalką idealności, jak wiele osób w naszej branży".

"Powiem krótko: według mnie to ten post jest brzydki i piętnuje zwyczajne kobiety, ich wygląd i życie, ponieważ nie każdą stać na inatagramowe życie, jak z bajeczki."

"Ja osobiście po części tez przez tego typu podejście i treści wpadłam w pracoholizm, żeby właśnie być „wyjątkowa, nieprzeciętna”. Aż czytając to znów włączyły się we mnie te wszystkie mechanizmy, które przez lata strasznie niszczą moje zdrowie, po to właśnie, żeby „się rozwijać”..."

"Niestety uważam, ze ten wpis może przynieść wielka krzywdę młodym osobom, które przede wszystkim się tu zbierają. Z własnego podwórka - nikt mi w dzieciństwie nie mówił, ze jestem wystarczająca, ze jestem ok bo jestem jaka jestem. Słyszałam porównania, słyszałam, ze powinnam to a powinnam tamto, ze rozwój, ze szkoła, ze dobra praca. Czyli taka była ze mnie brzydota bo jak ja mogłam siedzieć i nie robić nic za młodych lat. Nie róbmy tego dzieciom, nie róbmy tego młodzieży, która czyta te wpisy. Ilość depresji, samobójstw - to wszystko rośnie z roku na rok. Aga, jesteś wystraczającą jaka jesteś. Nawet gdybys nie tańczyła, nawet gdybys nie była osoba publiczna. Może nikt Ci tego nie powiedział?" 

"Większość ludzi jest zwykła, większość jest srednia na tym polega średnia i nie ma w tym brzydoty ani niedbalstwa ani taplania w błotku. Bycie zwykłym jest totalnie ok, piekne i może dawać szczscie. Tak jak bycie niezwykłym. Każdy ma inne potrzeby i możliwości."

Gwiazdy na temat #kaczorowskagate: "Walczę każdego dnia i dla mnie ruch body positive jest świetną rzeczą"

I choć gwiazda w kolejnym wpisie przeprosiła tych, których jej post o "modzie na brzydotę" uraził, ale sieć jej tego szybko nie zapomni. W dyskusji na temat samoakceptacji wypowiedziało się wiele gwiazd. Dla niektórych, jak na przykład dla Karoliny Korwin-Piotrowskiej stał się impulsem do tego, by opowiedzieć o walce ze swoją chorobą.

"Walczę każdego dnia i dla mnie ruch body positive jest świetną rzeczą. Każdy, kto mówi o innych, że są brzydcy, tak naprawdę wystawia świadectwo sobie, szczególnie, kiedy mówi to z uprzywilejowanej bańki celebryckiej, oderwanej od rzeczywistości i problemów zwykłego świata, w którym aktem odwagi czasem jest wyjście do ludzi, do pracy, do sklepu, na zdjęcia, bo strach przed komentarzami na temat wyglądu paraliżuje. Znam to. W przeciwieństwie do instagramowych „ekspertów” z dupy, wiem co mówię. Walczę każdego dnia."

Kaczorowskiej nie odpuściła też, znana z ciętego języka redakcja Vogule Poland oraz Tygodnika "Nie".

"Aga, a czym jest „brzydota”? Mówisz o „promocji” czegoś, co jest skrajnie subiektywne. I przez to, że jest subiektywne, dekadami osoby nie mieszczące się w tzw. kanonie (czyli będący w tej „brzydocie”) były poniżane, wyśmiewane i zawstydzane. Chodzi więc o to, żeby przestać to robić. „Brzydota” bowiem nie jest czymś uniwersalnym, a na pewno nie kłóci się z byciem wyjątkowym. Stephenowi Hawkingowi też powiedziałabyś, że był brzydotą, bo nie był „piękny” i nie „wypinał klatki”?", pyta redakcja Vogule Poland

W swój charakterystyczny sposób na wpis celebrytki zareagowała również Katarzyna Nosowska, która przeczyta na głos całą jego treść swojemu mopsowi, Jadzi. Nie bierzcie jednak przykładu z niesfornego pupila i nie odwracajcie się od problemu - porozmawiajmy o body positive bez hejtu! Nareszcie!