Minister Edukacji potępia ważny gest, który jest wołaniem o pomoc

Wydarzenia ostatnich dni bardzo nas poruszyły i czujemy wewnętrzną niezgodę na cały system panujący w Polsce, szczególnie na system edukacji i opieki nad naszymi dziećmi. Bulwersująca była ostatnia wypowiedź Ministra Edukacji Narodowej Dariusza Pionkowskiego, który zwołał konferencję po tym, jak na budynku MEN pojawiły się napisy: Zuzia”, „Michał”, „Kacper”, „Wiktor” oraz „Twoje dziecko LGBT+”. Były to imiona dzieci, które w ostatnim czasie popełniły samobójstwo ze względu na szykanowanie spowodowane swoją orientacją seksualną. Niestety minister nie zauważył tego problemu, dla niego najważniejsza była zniszczona elewacja. "Budynek, który przetrwał wojnę, jako jeden nielicznych w Warszawie, został sprofanowany przez grupę idiotów. (...) To są barbarzyńcy i idioci, którzy nie potrafią uhonorować polskiej tradycji i zabytków w Polsce i to należy jednoznacznie potępić" - mówił Piontkowski. Jego słowa spotkały się z ostrą krytyką w mediach.

Przeczytaj także: Agata Młynarska ostro krytykuje słowa MEN: "Elewację można odnowić, życia dzieci nikt i nic nie wróci"

Niezwykła akcja uczennicy jednej ze szkół

Kiedy mocno kulejący system oświaty nic nie robi, uczniowie biorą sprawy w swoje ręce i dają przykład godny podziwu. Jedną z takich osób jest uczennica, która w swojej szkole rozpoczęła niezwykłą akcję i swoją postawą inspiruje koleżanki i kolegów ze szkół w całej Polsce. Dziewczynka przygotowała kartki z numerami, pod którymi można znaleźć pomoc. Jednak to nie wszystko, na kartkach znalazły się słowa wsparcia:

Nie jesteś sam.

Przysięgam, że może być lepiej, że nie musi być tak ciężko.

Jesteś ważny i kochany. Masz prawo do emocji. One nie są oznaką słabości.

Nie bój się sięgać po pomoc.

Poniżej znalazły się cztery numery zaufania dla dzieci i młodzieży: telefon do Niebieskiej Linii, telefon wsparcia Lambdy dla osób LGBT i ich rodzin oraz telefon interwencyjnego CPK dla kobiet i dzieci, doznających przemocy.

Uczennica podkreśla, że ten pomysł przyszedł jej do głowy w trakcie nauczania online, kiedy tak mało uwagi poświęcało się dzieciom, co się z nimi dzieje, dlaczego nie biorą udziału w lekcjach i jaki jest ich stan psychiczny. "Mimo możliwości skontaktowania się z pedagogiem szkolnym, nikt z nauczycieli tego nie proponował do momentu zwrócenia uwagi" - wyznaje.

Na Twitterze zrobiło się istne szaleństwo. Wszyscy proszą o udostępnienie treści i podesłanie w wersji elektronicznej. Młodych ludzi, którzy chcą zrobić podobną akcję w swoich szkołach jest tysiące. My bijemy brawo za inicjatywę i niech ten "łańcuszek" niesie się dalej w świat.

Zobacz również: Polska a prawa dzieci. Ten raport daje do myślenia