Magdalena za chwilę przeżyje w "Pensjonacie Pod Różą" serialowy ślub, po którym wyjawi mężowi, że będą mieć dziecko. Co ciekawe, zacznie przygotowywać się do macierzyństwa i jako filmowa Iwa, i prywatnie. Tak bowiem bywa, że często życie przeplata się z serialem. Tylko "Gali" Magdalena i Paweł zdecydowali się opowiedzieć o tym szczególnym momencie w ich życiu. Za sześć miesięcy zostaną rodzicami. Dziecko będzie ukoronowaniem ich miłości. Owocem związku, o którym inni mówią, że jest klasyczny, bo wszystko działo się zgodnie z tradycją: od pierwszego uścisku, pocałunku, przez narzeczeństwo do ślubu. Który dojrzewał niespiesznie, ale ma mocne korzenie.

GALA: Pamięta pani reakcję męża na wieść o dziecku?

MAGDALENIA WALACH: Oczywiście, takich sytuacji się nie zapomina. To był bardzo szczęśliwy dzień. Pamiętam jego szeroko otwarte ze zdziwienia oczy, w których widziałam iskierkę radości. Czytałam w nich: "Jak cudownie!".

PAWEŁ OKRASKA: Cieszę się, że zostanę ojcem. Mężczyźni, którzy mają dzieci, są dla mnie autorytetami. Uważam, że już dokonali w życiu czegoś najważniejszego.

GALA: Będzie córka czy syn?

MAGDALENIA WALACH: Nie wiadomo. Zastanawiam się, czy chciałabym to wiedzieć już teraz.

PAWEŁ OKRASKA: Ja nie mam nic przeciwko temu, by wiedzieć o tym wcześniej. Można wtedy lepiej przygotować się psychicznie na moment narodzin, chociaż nie ma większego znaczenia, jakiej płci jest dziecko. I tak będzie wielką radością.

GALA: Wasze maleństwo będzie kolejnym serialowym potomkiem. Czy to scenarzyści zainspirowali was, czy też odwrotnie - wy ich?

MAGDALENIA WALACH: Sądzi pani, że skoro serialowa Iwa miała zajść w ciążę, podjęliśmy decyzję o rodzicielstwie? Skądże! Życie w serialu toczy się swoim torem, a prywatne życie aktorów swoim. Ale w czasie długotrwałej pracy nad serialem losy aktorów się zmieniają.

PAWEŁ OKRASKA: Myślę, że scenarzyści czuli, że coś takiego może się wydarzyć.

MAGDALENIA WALACH: Nigdy nie ukrywałam przed nimi i przed producentami, że chciałabym mieć dziecko. Często o tym rozmawialiśmy, więc wydaje mi się, że spodziewali się tego, choć nie mogliśmy dokładnie przewidzieć, kiedy to nastąpi. Cieszę się, że serialowa Iwa będzie przeżywała macierzyństwo podobnie jak ja.

GALA: Myśleliście o tym, by wasze dziecko od razu zostało aktorem, jak to się zdarza w innych serialach?

MAGDALENIA WALACH: Nie zastanawialiśmy się nad tym. Ponieważ to jest moje pierwsze dziecko, w tej chwili trudno mi wyobrazić sobie, jak będę się czuła i jak będę się zachowywała, kiedy zostanę mamą. Ale na pewno nic nie będzie się działo kosztem dziecka, bo rodzina jest dla mnie bardzo ważna.

GALA: Cztery lata jesteście małżeństwem. Ale wasza znajomość jest znacznie dłuższa, bo sięga pierwszego roku krakowskiej szkoły teatralnej.

PAWEŁ OKRASKA: Poznaliśmy się 11 lat temu. Choć na roku były tylko 24 osoby, niestety trafiliśmy do różnych grup. A że Magda od razu wpadła mi w oko, zacząłem częściej niż przeciętny student chodzić korytarzami, by doprowadzić do niby-przypadkowych spotkań w przerwach między zajęciami. Nie było mi łatwo, jeśli nie zobaczyłem jej ani razu w ciągu dnia.

MAGDALENIA WALACH: To były bardzo miłe spotkania.

GALA: Domyślała się pani, że były wyreżyserowane?

MAGDALENIA WALACH: Początkowo nie. Po jakimś czasie, kiedy to sobie uświadomiłam, spodobała mi się ta strategia. Również zaczęłam ją stosować. Znałam plan zajęć Pawła i czekałam na korytarzu, kiedy jego grupa kończyła ćwiczenia lub wykłady. W ten sposób nasze spotkania stawały się coraz częstsze. Wszystko działo się jakby przypadkiem: jakaś kawa, lody, spacer na Plantach, wypad w jakieś miłe miejsce. Coś się między nami rodziło, budowało.

GALA: Kto pierwszy wyjawił, że to coś więcej niż zwykłe koleżeństwo?

PAWEŁ OKRASKA: Ja. Tę decyzję zawdzięczam... wypadkowi na rowerze. Zdarzył się w czasie wakacji po drugim roku studiów. Jechałem z górki z prędkością ponad 60 kilometrów na godzinę i wypadłem z drogi na zakręcie. Na szczęście zawisłem na barierce. Obawiam się, że gdybym potoczył się w dół po zalesionym zboczu, mógłbym zatrzymać się na jakimś drzewku i tego nie przeżyć. Na szczęście skończyło się na złamaniu w dwóch miejscach rzepki.

GALA: Czyżby ból rzepki w kolanie uświadomił panu, jak istotna jest znajomość z panią Magdą?

PAWEŁ OKRASKA: Dzięki temu wypadkowi doznałem olśnienia. Kiedy spadałem z roweru, przed moimi oczami w ogromnym tempie przesuwały się obrazy z przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Był to moment zagrożenia, w czasie którego w mojej głowie wiele się uporządkowało, dużo rzeczy zobaczyłem jaśniej, klarowniej. Wszystko wydało się proste. Spojrzałem na swoje życie jakby z boku i nagle wszystko pojąłem. Zrozumiałem, że Magda jest kobietą mojego życia.

GALA: I natychmiast zadzwonił pan do niej.

PAWEŁ OKRASKA: Nie, bo wyjechała na wakacje.

GALA: Z innym?

MAGDALENIA WALACH: Ja już tego nie pamiętam.

GALA: Mężczyzna uświadamia sobie, że to jest ta jedna jedyna, a jej nie ma w pobliżu. Można się załamać?

MAGDALENIA WALACH: Na szczęście do tego nie doszło.

PAWEŁ OKRASKA: Z jednej strony chciałem od razu wyjawić swoje uczucia i powiedzieć o nieszczęściu, które mnie spotkało. Ale z drugiej strony wydało mi się to jakieś niemęskie, by użalać się nad sobą w takiej chwili, licząc na współczucie i zrozumienie. Nawet gdybyśmy mieli wtedy telefony komórkowe, nie zadzwoniłbym do Madzi. Postanowiłem, że najpierw muszę dojść do siebie, a dopiero potem zacząć działać zdecydowanie, szybko i skutecznie.

GALA: Kiedy nadszedł właściwy moment?

MAGDALENIA WALACH: Dopiero przed rozpoczęciem roku akademickiego Paweł zadzwonił i powiedział o wypadku. Ale o "olśnieniu" nie mówił.

PAWEŁ OKRASKA: Kiedy się zobaczyliśmy, wyznałem Madzi, że chcę być z nią przez resztę życia. I do tej pory sumiennie wywiązuję się z tej obietnicy.

MAGDALENIA WALACH: Nasz związek od początku był bardzo tradycyjny, bez nieoczekiwanych zwrotów. Wszystko działo się po kolei, według obowiązujących reguł. I to było bardzo piękne.

PAWEŁ OKRASKA: Jeden z asystentów na uczelni stwierdził, że jesteśmy klasyczną parą.

MAGDALENIA WALACH: Wiedziałam, że jesteśmy tak postrzegani i nawet mi się to podobało.

GALA: Nie zamieszkaliście razem?

MAGDALENIA WALACH: Wydaje mi się, że równie dobrze można się poznać, jeśli się razem nie mieszka. Mam wrażenie, że więcej radości sprawiało mi niecierpliwe czekanie na kolejne spotkanie z Pawłem. To było źródłem podekscytowania, podniecenia. Prawdziwa magia. Nie zapomnę tego czasu.

PAWEŁ OKRASKA: Każdy moment znajomości ma swoje prawa. Zbyt szybkie przeskakiwanie z jednego etapu na inny to pozbawianie siebie radości tych pierwszych chwil: pierwszej randki, trzymania się za ręce, objęcia, pocałunku. Ten czas jest bardzo piękny i w sposób naturalny zrodziło się we mnie pragnienie, by trwał jak najdłużej.

GALA: Mężczyźni zwykle starają się skrócić ten okres.

PAWEŁ OKRASKA: Czułem intuicyjnie, że sprawa jest wyjątkowa. Oczywiście pragnąłem zdobyć tę ukochaną osobę, ale rozciągnięcie tego w czasie było czystą przyjemnością. To zbudowało mocne podstawy naszego związku.

GALA: Pani nie potrzebowała olśnienia, by uznać, że pan Paweł jest mężczyzną pani życia?

MAGDALENIA WALACH: Nie było mi potrzebne. Wiadomo, że uczucie może człowieka ogłuszyć jak grom z jasnego nieba albo rodzić się w sposób wolny, spokojny, ale trwały i mądry. Paweł od początku zwrócił moją uwagę, ale moje uczucie krystalizowało się niespiesznie. Pozwalałam mu dojrzewać, nie ponaglałam.

GALA: Mieliście szczęście, że po szkole nie musieliście wybierać między ukochaną osobą a karierą.

MAGDALENIA WALACH: Ja musiałam, bo otrzymałam bardzo interesujące propozycje z teatrów łódzkich. Ale ponieważ Paweł dostał etat w krakowskim Teatrze im. Słowackiego, a ja w maju zaczęłam próby w teatrze Bagatela w Krakowie, mieliśmy szansę nie rozjeżdżać się po Polsce. Po dwóch latach narzeczeństwa postanowiliśmy założyć rodzinę. Pobraliśmy się dwa lata po ukończeniu szkoły.

GALA: Po raz pierwszy zagraliście razem w szkole teatralnej, w przedstawieniu Słobodzianka "Prorok Ilja". Wspólne granie was zbliżyło?

PAWEŁ OKRASKA: W tym spektaklu faktycznie graliśmy oboje, ale na scenie raczej się mijaliśmy. Właściwie tylko raz mieliśmy okazję pracować razem - trzy lata temu jako rodzeństwo w niemieckiej sztuce wystawianej w niemieckim teatrze. Zagraliśmy 40 przedstawień w czterech miastach, między innymi w Berlinie.

MAGDALENIA WALACH: Spędziliśmy w Niemczech ponad pięć miesięcy. Cieszyliśmy się, że mogliśmy brać udział w tym przedsięwzięciu, bo grając po niemiecku, poprawiliśmy swoją znajomość tego języka. Poza tym zetknęliśmy się z inną szkołą aktorstwa, z tamtą kulturą. Czerpaliśmy z tego, ile mogliśmy. Dla mnie było to bardzo ciekawe i budujące. Myślę, że to wspólne doświadczenie raczej nas zbliżyło, niż poróżniło.

GALA: Ale nie teatr daje popularność. Dla rozgłosu zdecydowaliście się na grę w serialach?

MAGDALENIA WALACH: Popularność jest dość istotna, bo dla przeciętnego człowieka aktor to jest ktoś, kogo się zna. Dlatego aktorzy nie powinni się jej bać. Jeżeli mają taką szansę, powinni dążyć do tego, by byli rozpoznawalni i znani. Choć niekoniecznie zawsze i za wszelką cenę.

GALA: W pewnym momencie pan wybrał serial kosztem teatru. To nie była zbyt wysoka cena sławy?

PAWEŁ OKRASKA: Miałem nadzieję, że uda mi się te dwie sprawy połączyć. Ale okazało się, że w teatrze nikt nie liczył się z planami serialu, a z kolei w serialu z planami prób w teatrze. Seriale były lekceważone, granie w nich nie było mile widziane. Bardzo lubię teatr, ale mój zdrowy rozsądek lubi także seriale.

GALA: Pani nie zazdrościła mężowi, że jest znany?

MAGDALENIA WALACH: Nie. Bardzo cieszyłam się, że udało mu się zdobyć rolę w popularnym serialu.

PAWEŁ OKRASKA: Chciałem, żeby Madzia mogła pokazać się przed większą publicznością niż widownia teatralna. Grała świetne role w teatrze, ale mało kto o tym wiedział. Uważałem, że to niesprawiedliwe, bo już w szkole wiedziałem, że jest wyjątkowo utalentowana. Brała udział w wielu castingach, wiele razy była już bliska otrzymania roli w filmie, ale w końcu okazywało się, że jednak zagrał ktoś inny.

GALA: Na razie serialowa Iwa ma przed sobą przyszłość. Pan już przeżył gorycz porażki, kiedy pana postać - Michał Łagoda - zniknęła z serialu.

PAWEŁ OKRASKA: Mimo wszystko w tym wypadku było więcej ulgi, bo nigdy nie było moim marzeniem granie przed 12-milionami widzów mężczyzny, który nagle odkrywa swoje odmienne skłonności seksualne.

GALA: Dlaczego? Jest pan przecież aktorem.

PAWEŁ OKRASKA: Jeżeli zna się koncepcję roli od początku do końca, można zastanawiać się, czy jest szansa pokazania losów geja, jego rozterek i uczuciowości w taki sposób, by wzbudzić w widzach sympatię, a przez to większą tolerancję wobec gejów. A przecież o taki efekt chodziło scenarzystce. Tymczasem w serialu pomysł pojawia się nagle, aktor nie może zobaczyć scenariusza, bo najczęściej go jeszcze nie napisano, więc nie może mieć wpływu na rozwój roli.

MAGDALENIA WALACH: Nie mam nic przeciwko gejom, ale w tym wypadku zgadzam się z mężem. Wiele razy rozmawialiśmy na temat jego roli. Jesteśmy aktorami i powinniśmy grać różne postaci, ale serial ma to do siebie, że jest bardzo bezpośrednim przekazem, ludzie odbierają go tak, jakby oglądali prawdziwe życie. Aktor grający księdza jest postrzegany jako ksiądz, na ulicy mówi się do niego: "Szczęść Boże", a nawet prosi o spowiedź. Podobnie mogłoby być z postacią Łagody.

GALA: Do tej pory mógł pan wyjść z serialu i nie myśleć, czy będzie za co żyć. Teraz będzie pan odpowiedzialny za rodzinę. Jest strach?

PAWEŁ OKRASKA: Oczywiście. Ale myślę, że dziecko daje siłę. Jak małżeństwo. Kiedyś nie wyobrażałem sobie, że można żyć z kobietą przez 24 godziny na dobę. A kiedy małżeństwo stało się faktem, okazało się, że tego mi brakowało. Myślę, że tak samo będzie z dzieckiem - kiedy się pojawi, na pewno się okaże, że mi go zawsze brakowało. Będę robić wszystko, żeby było szczęśliwe i spokojnie rosło.