Organizacja rodem z piekła, czyli o czym pamiętać organizując swój ślub

Za moment będę świętowała pierwszą rocznicę swojego ślubu. Ślubu, który szczęśliwie zrealizowałam na własnych zasadach. I choć ten temat jest już za mną, widząc jak eksperci prześcigają się w dawaniu kolejnych złotych rad, chciałam opowiedzieć o tym, na czym warto się skupić, a co można... kompletnie olać, czyli jak sprawić, by ślub odbył się na twoich zasadach.

Ja świadomie zrezygnowałam z wedding plannerki i choć poradziłam sobie całkiem nieźle, wiem już, że taka pomoc bardzo ułatwiałby mi życie. Niemniej to akurat kwestia subiektywna - jeśli lubicie organizowanie, wybieranie detali, podejmowanie decyzji i planowanie, a do tego macie dużo wolnego czasu, to wedding planner jest wam zupełnie niepotrzebny. Ja nie mam żadnego z powyższych, więc było mi, mówiąc delikatnie, niełatwo. I tylko dzięki kilku zaangażowanym w mój ślub osobom, m.in. dekoratorce i animatorowi, uniknęłam wpadek. Ale taką pomocą może być też siostra, przyjaciółka, osoba, która ma doświadczenie w organizowaniu dużych imprez. Jeśli jesteś "zosią samosią", licz się z tym, że dużo będzie na twojej głowie, nawet, jeśli to mała uroczystość. Jeśli budżet na organizację wesela macie niewielki, temat "spada" zupełnie, bo pomoc takiego profesjonalisty nie jest tania. Jeśli jednak podchodzicie do tej imprezy z dużym rozmachem, dysponujecie dużym budżetem i panicznie boicie się, że coś pójdzie nie tak - na pierwszym miejscu pomyślcie o osobie do pomocy. Zanim zatoniecie w notatkach, kalendarzach i spotkaniach.

Wszystkie "moizmy" wyrzuć do kosza

Jeśli jeszcze tego nie słyszeliście, to pewnie usłyszycie: "Na moim ślubie był wodzirej", "Ja miałam zespół i dj-a", "U nas musiał być schabowy", "Moja mama musi siedzieć obok cioci", "na twoim ślubie goście nie powinni nosić czerni" itd. Złota zasada brzmi: To WASZE wesele. Zatem wszystkie rady, sugestie oraz to, kogo powinno się zaprosić i dlaczego, oczywiście możecie przyjąć, ale... nie musicie. No bo czym jest ten dzień jeśli nie celebracją WASZEJ miłości? Tak więc przyjmijcie jako jedyną ważną zasadę tę, że... nie ma żadnych zasad, których musicie się trzymać. Ja złamałam ich większość: moje druhny ubrały się w biel, nie było kapeli ani disco polo, a na stołach stały... szklane czaszki. Nie wzięłam ślubu kościelnego, nie miałam podwiązki, nie było "gier i zabaw", nie zaprosiłam ani wszystkich cioć, ani szefów, ani tych, z którymi kontaktu nie mam, ale "przecież oni nas zaprosili". Tak, asertywność to ważna cecha podczas organizowania wesela. Ale zdradzę Wam - daje dużo satysfakcji.

Ślub na twoich zasadach: jak uniknąć wpadek?

Moja rada jest prosta: im mniej fikołków, tym mniej szans na potknięcie. Zadajcie sobie najpierw pytanie: po co organizujecie wesele? Ponieważ z reguły robicie to, by celebrować waszą miłość z bliskimi, niechaj to będzie najważniejszym celem. Jeśli nie czujecie się dobrze w publicznych przemowach - odpuśćcie sobie podziękowania dla rodziców na forum. Jeśli nie lubicie tańczyć - nie poświęcajcie godzin na wymyślną choreografię pierwszego tańca. Jeśli czegoś nie czujecie - po prostu: nie róbcie tego. W zamian za to zadbajcie o dobrą logistykę - ona potrzebna jest każdej imprezie. Wraz z mężem nie zadbaliśmy odpowiednio wcześniej o kwestię transportu powrotnego gości i to było nasze, nieskromnie mówiąc, jedyne niedopatrzenie. Dziś, po roku od ślubu, zupełnie nie pamiętam, czy kolejność serwowanych dań była ok, czy rosół nie był za zimny, albo o której wjechał tort. Za to pamiętam uśmiechy gości, piękną pogodę (na którą nie miałam przecież wpływu!) i ulubioną muzykę.

Tak więc, przyszli małżonkowie, życzę wam ślubu na waszych zasadach. I wesela, o którym marzyliście. A już niebawem redakcja kobieta.pl poświęci tydzień specjalny tematyce ślubnej, wiec koniecznie do nas zaglądajcie!